Bułka z masłem

Na rozbiórkę pierwszego McDonald’s należy spojrzeć jak na o upadek transformacyjnego mitu i niespełnienie obietnicy kapitalizmu, w którą uwierzyli wszyscy, łącznie z Kuroniem. Amerykański bar szybkiej obsługi miał być symbolem nowej rzeczywistości, w której dostęp do dóbr będzie równie prosty i szybki, jak kupno hamburgera. Nie udało się – oRead more

9 października 2014

Na rozbiórkę pierwszego McDonald’s należy spojrzeć jak na o upadek transformacyjnego mitu i niespełnienie obietnicy kapitalizmu, w którą uwierzyli wszyscy, łącznie z Kuroniem. Amerykański bar szybkiej obsługi miał być symbolem nowej rzeczywistości, w której dostęp do dóbr będzie równie prosty i szybki, jak kupno hamburgera. Nie udało się – o ideach, które pogrzebią złote łuki przy Świętokrzyskiej, pisze Oliwia Bosomtwe.

Trzydziestego września zamknięto najstarszy McDonald’s w Polsce. W miejscu szklanego pałacu przyklejonego do domu towarowego Sezam powstanie nowoczesny biurowiec połączony ze stacją nowej linii metra. Trudno nie dostrzec w tym metafory: szklana wieża zastąpi pomnik transformacji ustrojowej, który w latach ‘90 przyklejono do reliktu PRL-u. Długa kolejka wyczekiwała tak samo w 1969 na otwarcie Sezamu jak w 1992 na otwarcie pierwszego polskiego McDonald’s. Jedno i drugie w swoich czasach było iluzorycznym „powiewem Zachodu”. Teraz przyszedł czas na kolejną zmianę.

3699901077_e6cacce94c_b
fot. _skynet / Flickr / CC BY-NC-ND 2.0

McDonald’s przy Świętokrzyskiej stał się jednym z wielu znaków transformacji, o której zwykło się mówić jako okresie krótkim i przejściowym. Media przywołują obrazki towarzyszące otwarciu restauracji w 1992 roku. Jacek Kuroń przecina wstęgę, Agnieszka Osiecka z kieliszkiem szampana i kubkiem ze słynnym logo, a w skromnym menu ceny sprzed denominacji. Tymczasem ja jestem jedynie o rok starsza od McDonald’s przy Świętokrzyskiej. Równolatek restauracji, młodszy ode mnie o rok Wojciech Engelking, właśnie opublikował książkę promowaną jako „pierwsza polska powieść pokolenia umów śmieciowych”. Oboje jesteśmy żywym odbiciem epoki, która karmiła dzieci zestawem Happy Meal.

Niespełniona obietnica

Być może na rozbiórkę pierwszego McDonald’s należy spojrzeć jak na o upadek transformacyjnego mitu i ostateczne niespełnienie obietnicy kapitalizmu, w którą uwierzyli wszyscy, łącznie z Kuroniem. Amerykański bar szybkiej obsługi miał być symbolem nowej rzeczywistości, w której dostęp do dóbr będzie równie prosty i szybki, jak kupno hamburgera. Nie udało się.

McDonald’s został symbolem niezdrowego stylu życia i synonimem otyłości. Fast food stał się niemodny. Dla wyższej klasy średniej, której sukces powstaje w biurowcach takich jak ten, który stanie w miejscu Sezamu, wyznacznikiem statusu społecznego jest dziś szczupła sylwetka i zdrowe ciało. Pracownicy korporacji, zamiast barów szybkiej obsługi, szukają miejsc oferujących całodobowy dostęp do siłowni i basenu. McDonald’s jest dla tych, których nie stać na karnet do klubu sportowych uciech i dla tych, którzy nie znają zbawczej mocy kaszy quinoa. Wycieczka na frytki i Big Maca to namiastka wizyty prawdziwej restauracji.

Marchewki zjadły burgery

Zastąpienie Sezama z McDonald’s szklanym siedzibą dla szczupłych ludzi sukcesu jest postawieniem kropki nad i. Demokratyczne burgery się skończyły. Frytki są passe – tu będą żyć ci, którzy wolą surowe marchewki. Dla nich dieta jest elementem aspiracyjnego wyścigu

Kolejny fragment miasta, tak jak kiedyś rondo ONZ, zostaje przejęty przez klasowy i gentryfikacyjny dyktat młodych, szybkich i rzutkich. W dniu zamknięcia, Maciej Mazur w Faktach TVN powiedział, że „pierwszy McDonald idzie pod kilof, bo i też cały ten kapitalizm to już nie celebrowana amerykańska kanapka, tylko zwykła bułka z masłem”.

Ma rację. Nie wszyscy i nie wszędzie mogą celebrować amerykańską kanapką celebrować święta niższej klasy średniej. „Cały ten kapitalizm” niektórym przyniósł tylko bułkę z masłem.

Dajemy do myślenia

Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.