Aktualności
Darmowe
RPN
Strona główna
Pastorki: zmiana, której Kościół potrzebuje
4 kwietnia 2026
11 września 2014
Za dużo czasu poświęcono żenującym dialogom, a za mało efektom wizualnym i rozlewowi krwi w wykonaniu Marva, które uszczęśliwiały widzów pierwszego „Miasta Grzechu” – pisze o „Sin City 2” Adam Przywara.
Miasto nie zmieniło się od czasu pierwszego Sin City (2005). Jest jeszcze bardziej pogrążone w moralnym rozkładzie, mieszkańcom „projektów” (czyli zabudowy czynszowej, która w Ameryce owiana jest złą sławą) jeszcze bardziej doskwiera bieda i nuda. „Stare Miasto” nadal opanowane jest przez gang prostytutek, a w „Świętych Dębach” nadal mieszka najbogatszy jeden procent mieszkańców.

Postaci wciąż kuszą prostotą, są czystymi sublimacjami pojedynczych emocji i idei — spreparowanymi wątkami, bez początku i końca. W obskurnym saloonie tańczy Nancy (Jessica Alba), której pilnuje, popijając whisky, Marv (Mickey Rourke). Wszystko utrzymane jest w tej samej, wybitnej estetyce, która niemal dziesięć lat temu na nowo zdefiniowała sposób ekranizacji komiksu.
Niestety, w „Sin City 2” przeważają negatywy — za dużo czasu poświęcono żenującym dialogom, a za mało efektom wizualnym i rozlewowi krwi w wykonaniu Marva, które uszczęśliwiały widzów pierwszego „Miasta Grzechu”. Hardigan (Bruce Willis) umarł w pierwszej części i choć pojawia się w nowej odsłonie, to Robert Rodriguez i Frank Miller nie zaangażowali go w żadną bijatykę, strzelaninę, ani pościg. Ze szkodą dla filmu.
W fabule nie ma żadnych zawiłości ani najeżonych symbolami punktów kulminacyjnych. Wszystko wyłożono prosto, wręcz łopatologicznie. Konstrukcja filmu opiera się na dwóch historiach. Wątek „romantyczny” powoduje niesmak i znudzenie, bo Ava Lord (Eva Green) to kobieta wpisująca się we wszelkie mizoginiczne toposy kulturowe i męskie lęki. Ciekawszy jest wątek „polityczny”.
Oto do miasta przyjeżdża bękart znanego z pierwszej części senatora Roarka, Johnny (świetna rola Josepha Gordona-Levitta). Jego celem jest sukces, czyli upokorzenie wyrodnego ojca i przejęcie władzy w mieście. Młodzieńczy zapał, uroda, spryt i niewiarygodne szczęście nie wytrzymują jednak zderzenia z realnością – Johnny w głębi serca okazuje się wierzyć, że zostanie zaakceptowany jako syn Roarka i pełnoprawny uczestnik gry o Sin City. Marv nie ma jednak litości. Polityczna gra bękarta kończy się szybko i z hukiem.
Jego plan podnosi Nancy. Z miłości do martwego Hartigana nakłania Marva do urządzenia w domu senatora krwawej łaźni. Para odnosi sukces – w kolejnych efektownych scenach giną Hartigan zostaje pomszczony, a miasto pozbywa się kolejnego super-złoczyńcy. W Sin City nie ma jednak nadziei na prawdziwą zmianę, ponieważ jedynym motorem działania jest zemsta i wyrównanie rachunków.
Niemoralne motywy bohaterów w „Sin City” dają oczekiwaną przyjemność, ponieważ postaci i estetyka filmu hiperbolizują efekt do rejestrów zupełnie absurdalnych. To w tym tkwi siła dwóch części „Miasta Grzechu”, jednak w drugiej odsłonie nieznośny patos przesłania te wątki, które powinny dominować w takim przedstawieniu świata. Rzeczywistość tak sztuczna i spreparowana może angażować widza jedynie przez wartką akcję i mocne punch lines, które nie zostały odpowiednio wyeksponowane.
Sin City: Damulka warta grzechu
reż. Robert Rodriguez, Frank Miller
Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.