Tworzyć znaczy być

O tyle zdołamy się zmienić, o ile będziemy w stanie zmienić własne państwo. Nawet jeśli w ramach realizacji własnej twórczości musielibyśmy wymyślić je na nowo. Bądźmy wobec tego twórczy, byle tylko kreatywność nie ograniczyła się ostatecznie do księgowości, a innowacyjność – do pustych haseł w stosie dokumentów strategicznych czekających naRead more

14 października 2014

O tyle zdołamy się zmienić, o ile będziemy w stanie zmienić własne państwo. Nawet jeśli w ramach realizacji własnej twórczości musielibyśmy wymyślić je na nowo. Bądźmy wobec tego twórczy, byle tylko kreatywność nie ograniczyła się ostatecznie do księgowości, a innowacyjność – do pustych haseł w stosie dokumentów strategicznych czekających na przemiał. Byle tylko nasza kreatywność wykazała nieco głębszy wymiar – zdolność do zmiany serc i postaw – pisze w nowej „Res Publice” Wojciech Przybylski. 

Esej Wojciecha Przybylskiego pochodzi z najnowszego numeru Res Publiki – „Przymus kreatywności”. Kliknij, aby przejść do kiosku.

Wróćmy do podstaw dyskusji o nowoczesnej, silnej Polsce. Trzy hasła z importu: innowacyjność, kreatywność i start-upy stały się osią publicznej debaty na ten temat. Zastępując pojęcia pomysłowości, twórczości i przedsiębiorczości, wyparły pamięć o tym, skąd ten kierunek. Nikt nie wątpi, że Polska powinna być nowoczesna.

Mało kto jednak pyta, jak to osiągnąć. Jak sprawić, by państwo było przedsiębiorcze, zdolne do adaptacji i stymulujące rozwój, nie zaś wymuszające kreatywną księgowość i mnożące ilość procedur? Czy obecny stan nam wystarcza?

Jasne, że nie – miarą naszego istnienia jest przecież twórczość. Potrzebujemy wobec tego dyskusji o kreatywności i innowacjach. O tym, jak ich nie ograniczać, ale przede wszystkim o tym, jak je rozwijać.

2652897134_475c75f4e7_o
Innowacja stała się fetyszem debaty o państwie. Bądź kreatywny lub zgiń! Tymczasem polityka innowacyjności wydaje się być utopijna. Podczas gdy państwa wpompowują miliardy w bezowocne badania medyczne, szesnastolatek amatorskim sposobem opracowuje nowy test wykrywający raka. Twórczość nie poddaje się planowaniu – pisał rok temu nasz redakcyjny kolega Tomasz Kasprowicz, otwierając w „Res Publice” (nr 3/2013 pt. Technolodzy i technokraci) debatę ekonomistów nad znaczeniem państwa dla wynalazczości.

Przedsiębiorcze państwo nie jest mitem, lecz rzeczywistością, która w wielu miejscach dopiero musi zaistnieć – odpowiadał mu Łukasz Hardt – bo tylko sprawnie zarządzane państwo pozwala na modernizacyjny rozwój i ograniczanie dysfunkcji wolnego rynku. Krzysztof Iszkowski wtórował mu – spontaniczni innowatorzy rzeczywiście poradzą sobie bez publicznego wsparcia, ale przełomowe innowacje potrzebują ukierunkowania finansów płynących od państwa, żeby uniknąć finansowania rozdrobionej biedaadministracji generującej nikłe efekty, a w to miejsce dokapitalizować pomysły odnoszące sukcesy, by jeszcze lepiej się rozwijały.

Państwo przedsiębiorcze rzeczywiście jest zadaniem na przyszłość. Ociężała i niesprawna administracja jest bagażem przeszłości, który musimy dźwigać. Warto przy tym zauważyć, że twórczość nie zna ograniczeń – poza tymi, które sami na nią nałożymy. Nie sposób zdefiniować w jeden arbitralny sposób twórczość, pomysłowość czy przedsiębiorczość, podobnie jak nie sposób zdefiniować w ten sposób kulturę. Odwrotnie – te pojęcia nadają sens ludzkiemu istnieniu. Jak zaplanować i zrealizować najlepsze warunki dla ludzkiej – indywidualnej i kolektywnej – twórczości?

Nowy wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego, Włodzisław Duch, wybitny fizyk z Torunia specjalizujący się w zagadnieniach informatyki i kognitywistyki, mówi wprost o tym, że ministerstwo musi zwrócić się z pytaniami o strategię i wizję przyszłość do zewnętrznych ekspertów, bo aktywności w resorcie polega na „gaszeniu pożarów”, regulacji procesów i administrowaniu wsparciem dla instytucji.

Jeśli mówi to naukowiec, a zarazem sprawny menedżer projektów naukowych, który właśnie objął ważne stanowisko w kluczowym dla projektu nowoczesnej Polski resorcie, to coś jest na rzeczy. Zaczynamy dostrzegać, że państwo, administracja rządowa musi wykonać nad sobą ogromną pracę, by sprostać temu zadaniu. Sprawność państwa, tak kwieciście zakwestionowana przez ministra Bartłomieja Sienkiewicza, staje się rzeczywiście sprawą centralną. Zależy od niej zarówno poziom rozwoju kraju, jak i bezpieczeństwo obywateli.

Zacznijmy od rozwoju, a więc od ekonomii. Szukając głębszego znaczenia, Przemysław Czapliński sugestywnie ilustruje toczący się między polskimi konserwatystami a liberałami pusty spór o kulturę i politykę kulturalną państwa. Polityka kulturalna nagle staje się najwyraźniejszą granicą dzielącą te dwa dominujące obozy ideowe. Słusznie zauważa, że konserwatyści dostrzegają prymat kultury nad polityką, słusznie też krytykuje próby ideologicznego zawężenia kultury do indywidualnego światopoglądu. Liberałom, twardo broniącym się przed państwem – z zasady, radzi zaś przemyśleć, jak wielki udział w wytwarzaniu narodowego (choć to słowo niechętnie używane przez liberałów, może więc lepiej „społecznego”) kapitału odgrywa kultura. A cytowane przez niego badania wskazują na to, że jest to udział ogromny. Trudno zresztą, by było inaczej; choć chcielibyśmy, by nasz obywatel był tak szczodry i spontaniczny w darowiznach jak amerykańscy sponsorzy kultury i nauki, to musimy przyjąć do wiadomości, że nasza kultura polityczna nie skopiuje tej z USA czy Izraela. Nie znaczy to jednak, że trzeba od razu porzucić ambicje.

Takim wzorem do naśladowania może być dla nas jeden z dyskutowanych w numerze modeli finansowania kultury, który z powodzeniem rozwija się w Stanach, a mianowicie crowdfunding. Res Publika zainicjowała pionierskie badania na ten temat w Europie Środkowej. W 2013 roku namówiliśmy Aspen Institute z Pragi do zawiązania zespołu badawczego, który sprawdzi, jak ten model rozwija się w czterech państwach wyszehradzkich. W tym numerze „Res Publiki” relacjonujemy polskie doświadczenia i perspektywy crowdfundingu, a w publikowanym równolegle numerze „Visegrad Insight” omawiamy wyniki naszego badania z całego regionu.

Wielu krytyków tej formy finansowania chętnie wytyka takie nietypowe przypadki, jak wsparcie projektu sałatki ziemniaczanej kwotą 55 tys. dol. (na portalu Kickstarter, latem 2014 roku). Mają one dowodzić absurdu i chaotyczności tej metody. Co ciekawe, Zach Brown, który tę kwotę uzbierał, przeznaczył ją na organizację charytatywnego koncertu dla bezdomnych w Ohio. Ten przypadek, w zestawieniu z szeregiem wątpliwych decyzji o finansowaniu podejmowanych przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, nie powinien nas odstręczać od tej metody, lecz przeciwnie – zachęcać do wrzucenia kilku groszy na rzecz dobrych i przebojowych pomysłów. To w kulturze tkwi potencjał zmiany. Zmiany na lepsze, dodajmy. Ta zmiana zależy od nas.

Wymaga to jednak mobilizacji. Anna Wójcik z redakcji „Res Publiki” dostrzega pogarszające się standardy pracy twórców i wzywa do organizowania się prekariuszy w związki zawodowe. Ta mobilizacja ma jednak nikłe szanse powodzenia, jeśli nie uzyska nowej reprezentacji pokoleniowej. Bez choćby symbolicznej – właśnie w kulturze albo w formie – manifestacji nie nastąpi zmiana trendu. A trend, jak relacjonuje Jacek Kucharczyk z Instytutu Spraw Publicznych, jednoznacznie wskazuje, że będzie tylko gorzej.

Wszystkie te rozważania toczą się rzecz jasna w kontekście napiętej sytuacji międzynarodowej, którą relacjonujemy, pisząc o europejskiej geopolityce i Ukrainie. W tle czai się wojna. Pamiętajmy o tym, zwłaszcza dlatego, że wszystkie modne pojęcia, które tu przedstawiamy, są silnie związane z tymi państwami, które są zdolne do podejmowania najwyższego ryzyka na przekór okolicznościom.

O tyle zdołamy się zmienić, o ile będziemy w stanie zmienić własne państwo. Nawet jeśli w ramach realizacji własnej twórczości musielibyśmy wymyślić je na nowo. Bądźmy wobec tego twórczy, byle tylko kreatywność nie ograniczyła się ostatecznie do księgowości, a innowacyjność – do pustych haseł w stosie dokumentów strategicznych czekających na przemiał. Byle tylko nasza kreatywność wykazała nieco głębszy wymiar – zdolność do zmiany serc i postaw.

rpn-217

Wojciech Przybylski

Wojciech Przybylski prowadzi największy w Europie Środkowej program foresightu strategicznego na temat polityk europejskich. Jest redaktorem Visegrad Insight w Fundacji Res Publica w Warszawie. W przeszłości redaktor naczelny Res Publiki Nowej, a następnie EUROZINE - paneuropejskiej sieci magazynów kultury. Wykłada gościnnie dla Foreign Service Institute for U.S. Government, Central European University Democracy Institute, Katolickim Uniwersytet Pázmánya w Budapeszcie. Absolwent MISH UW, Europe’s Future Fellow w IWM - Instytucie o Człowieku w Wiedniu. Członek rady doradczej LSE IDEAS Ratiu Forum, Europejskiego Forum Nowych Idei i Międzynarodowego Forum Strategii Schmidt Futures i Stowarzyszenia Inkubator Umowy Społecznej. Publikował m.in. w Foreign Policy, Politico Europe, Journal of Democracy, Project Syndicate, EUObserver, VoxEurop, Hospodarske noviny, Internazionale, Zeit, Dzienniku Gazecie Prawnej, Gazecie Wyborczej. Pojawia się także w BBC, Al Jazeera Europe, Euronews, TRT World, TVN24, TOK FM, Szwedzkim Radiu i innych. Publikacje książkowe pod jego redakcją: Understanding Central Europe, Routledge (2017) oraz On the Edge. Poland, Culturescapes (2019).

Dajemy do myślenia

Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.