Schabowy, miasta i mieszczanie

  Proste dychotomie tradycja/nowoczesność, domowość/restauracja, Polska/Europa, obfite polskie/zdrowe śródziemnomorskie nie opisują kultur zachodnich miast, są sposobem zarządzania ich wizerunkiem. Nie da się opisać tworzących je i wytwarzanych przez nie relacji społecznych i ekonomicznych w języku, który miejski styl życia redukuje do formy konsumpcji traktowanej jako atrakcja turystyczna. Język ten skutecznieRead more

27 kwietnia 2012

 

Proste dychotomie tradycja/nowoczesność, domowość/restauracja, Polska/Europa, obfite polskie/zdrowe śródziemnomorskie nie opisują kultur zachodnich miast, są sposobem zarządzania ich wizerunkiem. Nie da się opisać tworzących je i wytwarzanych przez nie relacji społecznych i ekonomicznych w języku, który miejski styl życia redukuje do formy konsumpcji traktowanej jako atrakcja turystyczna. Język ten skutecznie sprowadza dyskusję o miejskiej kulturze i przestrzeni, o prawie do miast i obywatelskim uczestnictwie w ich kształtowaniu, do zbioru neoliberalnych klisz, według których miasto, jego kultura, różnorodność i aktywność jego mieszkańców służą budowaniu jego wizerunku na globalnym rynku turystyki i inwestycji, a uczestnictwo w miejskiej kulturze polega przede wszystkim na konsumpcji. Czy nowi mieszczanie mają być statystami w miejskiej przestrzeni, konsumentami cafè latte w kawiarnianych ogródkach i producentami miłego dla ucha miejskiego gwaru?

Nowi mieszczanie

Opublikowany w zeszłym roku raport Pawła Kubickiego jest modelowym przykładem retoryki opartej na upraszczających dychotomiach (nowoczesność-zacofanie, społeczeństwo otwarte-społeczeństwo zamknięte, etniczność-obywatelskość, racjonalizm-irracjonalizm, miasto martwe-miasto żywe itd.), podporządkowanych z góry założonej tezie. Autor raportu obszerny materiał empiryczny przykrawa do upraszczającej, dualistycznej wizji świata, w której kultura narodowa zostaje przeciwstawiona kulturze obywatelskiej, tożsamości miejskie tożsamościom tradycyjnym, a nowi mieszczanie pozostałym mieszkańcom miast, wrzuconym do jednego worka.

Nowi mieszczanie są grupą uprzywilejowaną społecznie i ekonomicznie, „jest to de facto miejska klasa średnia, rekrutująca się głównie z drugiego i trzeciego pokolenia migracji powojennych, pierwszych od dziesięcioleci pokoleń, które mogą dziedziczyć kapitał finansowy w stabilnej i przewidywalnej rzeczywistości”. Dzięki ich działaniom, podejmowanym nie na rzecz rodziny ani państwa, ale swoich miast i społeczności lokalnych, są według Kubickiego głównymi aktorami przemian społeczno-kulturowych, charakteryzowanych jako „odejście od tożsamości etnicznej, charakterystycznej dla społeczeństw zamkniętych, w stronę tożsamości obywatelskich, tworzących społeczeństwo otwarte.” Ich ekonomiczna racjonalność przeciwstawiona jest charakterystycznemu dla polskiej kultury romantycznemu irracjonalizmowi, ich obywatelska tożsamość – „tradycyjnej” tożsamości etnicznej, cechującej dużą część polskiego społeczeństwa: „na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie i na Wawelu w Krakowie zderzyły się w sposób symboliczny dwa modele polskiej tożsamości: etniczny i obywatelski”. Autor tradycyjny, etniczny i irracjonalny model tożsamości słusznie krytykuje jako formę symbolicznej przemocy, nie widzi jednak, że drugi, faworyzowany przez niego człon tej opozycji cechuje taka sama przemoc – przynajmniej w kontekście polaryzacji polskiej debaty publicznej, w której obywatelstwo jest takim samym młotem na ciemnogród jak naród na eurokomunę. Co jeszcze bardziej niepokoi, to straszliwe spłycenie tej nowomieszczańskiej otwartości na inność, która ma być przecież cechą odróżniającą nowoczesnych obywateli od tradycyjnych Polaków-katolików.

W nowomieszczańskim dyskursie odkrywa się i waloryzuje wielokulturowe dziedzictwo miast, a także akcentuje otwartość i tolerancję dla wszelkiej „inności”, co stanowi warunek konieczny dla efektywnego rozwoju miasta w rzeczywistości gospodarki postfordowskiej z dominującą rolą miast kreatywnych. (…) w miastach takich jak Kraków czy Wrocław kontakt z „innym” staje się czymś niemal naturalnym, codziennym. Mamy zarazem do czynienia ze specyficznym „innym”, który nie ingeruje w lokalną kulturę, nie rywalizuje o lokalne zasoby. Rolę obcego odgrywają dziś turyści, expaci i zagraniczni studenci wypełniający miejskie centra Krakowa i Wrocławia. Są użyteczni, gdyż stymulują lokalną gospodarkę, zdominowaną przez sektor usług, oraz dodają kolorytu marketingowemu wizerunkowi miast. Jednak, co najważniejsze, nie rywalizują o przestrzeń miasta z jego mieszkańcami, nie osiadają tu na stałe. Tak rozumiana wielokulturowość jest zatem grą, w której nie ma przegranych, a zyskać mogą wszyscy.

I wszystko jasne: nowi mieszczanie to opisywana przez Richarda Floridę klasa kreatywna – fetysz każdego polskiego burmistrza. Tak rozumiane obywatelstwo wydaje mi się równie mało atrakcyjne jak krytykowane przez Kubickiego tradycyjne tożsamości, jednak można się nim popisać przed Europą:

Interesujące w tym zakresie są badania Eurobarometru z listopada 2009 roku, obejmujące siedemdziesiąt pięć miast Unii Europejskiej oraz Turcji i Chorwacji. Na pytanie: „Czy obecność obcokrajowców jest dobra dla miasta?”, odpowiedzi respondentów z Krakowa ulokowały stolicę Małopolski na 3. pozycji wśród najbardziej otwartych miast, tuż za Luksemburgiem i Sztokholmem – miastami, które leżą w państwach od lat uznawanych za liderów zaufania społecznego. Pozostałe polskie miasta uwzględnione w badaniach zajęły odpowiednio: Gdańsk – 7. miejsce, Białystok – 14. miejsce, Warszawa – 15. miejsce (Eurobarometr 2009: 20). Dane te, w porównaniu do średniej krajowej, gdzie polskie społeczeństwo wykazuje jeden z najniższych wskaźników zaufania do „innych”, wskazują, jak głębokie zmiany zachodzą w dużych miastach, gdzie obywatelski i pluralistyczny wzór kulturowy staje się coraz bardziej dominujący.

„Inny” w ramach tej logiki może pełnić dwojaką rolę: turysty-konsumenta bądź „przedstawiciela kultury” będącej przedmiotem konsumpcji. Powierzchowny entuzjazm dla inności i wielokulturowości na zasadzie metonimii sprowadza „innego” do kulturowego artefaktu: pizzerii, kebabu czy szkoły capoeiry. Dopóki „inny” jest traktowany jako przedstawiciel swojej kultury, zapewnia miastu różnorodność i rozwój gospodarczy, a konsumpcja „innych kultur” staje się substytutem rzeczywistego kontaktu z „innym” i koegzystencji. Nie bez przyczyny więc wśród cudzoziemców nie wyróżnia się Romów, Czeczenów czy Pakistańczyków, zarówno bowiem turyści jak i artefakty dają się sprowadzić do wspólnego mianownika: dziś kuchnia włoska, jutro gruzińska. W tej optyce dychotomia polskie-obce jest więc zupełnie wystarczająca.

Maria Dębińska

Absolwentka Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego, doktorantka w Szkole Nauk Społecznych PAN, gdzie przygotowuje pracę doktorską o osobach transpłciowych w Polsce.

Dajemy do myślenia

Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.