Popławski: Mocarstwowe nadzieje

Wybór Tallinna jako pierwszej stolicy na mapie prezydenckich podróży zagranicznych był zaskakujący. Wskazuje jednak, jaką rolę i zakres odpowiedzialności Polski Andrzej Duda upatruje w regionie.

21 sierpnia 2015

Nieoczekiwany wybór budzi pytania o motywacje i kształt polityki zagranicznej, jaką prezydent Andrzej Duda będzie prowadził. Podróż do Tallinna zamiast Berlina czy Paryża nie jest uszczypliwością wobec dwóch ostatnich stolic, ale raczej sygnałem, że prezydent budując swoją politykę zagraniczną będzie stawiał Warszawę na równi z najważniejszymi stolicami europejskimi. Można też się zastanawiać i ironizować z podróży prezydenta do kraju, z którym co prawda łączą Polskę doskonałe relacje, ale którego potencjał gospodarczy i obronny jest wielokrotnie mniejszy (i nie ma tam niczego do „ugrania”). Takie posunięcie wskazuje jednak, że Andrzej Duda chce umacniać pozycję Polski w regionie, ale i wspierać wzięcie przez nasz kraj większej odpowiedzialności za obszar Europy Środkowej.

Szczególnie istotna jest kwestia ostatnia, która może być w pełni realizowana po jesiennych wyborach parlamentarnych. Jeśli Andrzej Duda i późniejszy minister spraw zagranicznych z Prawa i Sprawiedliwości nie zrobią kroku wstecz, będzie to oznaczało, że Polska będzie wychodziła przed natowski i unijny „szereg”. Do tej pory Polska oczywiście wspierała Ukrainę i pozostałe państwa regionu, ale w trudniejszych sytuacjach wracała do bezpiecznych pozycji, tj. podporządkowywała się tak bardzo krytykowanej europejskiej i euroatlantyckiej polityce wyrażania zaniepokojenia (którą można też sprowadzić do hasła „musimy działać razem z NATO”). Wizyta Andrzeja Dudy w Estonii będzie symbolicznym wyrażeniem solidarności i gwarancji: jeśli Francuzi czy Niemcy nie będą chcieli umierać za Narwę, Polska weźmie na siebie większą odpowiedzialność.

Należy też pamiętać, że niedzielna wizyta przypada na 76. rocznicę podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow, który był preludium II wojny światowej, i na mocy którego Niemcy i Związek Sowiecki podzieliły między siebie kraje bałtyckie, Finlandię, Rumunię i Polskę. W takich okolicznościach i biorąc pod uwagę rosyjski neoimperializm, w tym liczne deklaracje Kremla o tragedii jaką był upadek kraju rad, trudno uciec także przed interpretowaniem jej jako sygnału w kierunku Rosji, że Polska będzie opierać się rosyjskiemu neoimperializmowi.

Warto w tym miejscu postawić pytania o konsekwencje, jakie taka polityka może przynieść Polsce: w NATO i Unii Europejskiej jak również w regionie. Czy pozycja Polski dzięki polityce bardziej niezależnej od organizacji sojuszniczych będzie czynnikiem wzmacniającym, czy osłabiającym jej pozycję w tych organizacjach? Czy Polska wyrośnie na pełnoprawnego lidera regionu? Czy ponoszenie większej odpowiedzialności za region nie oznacza jednocześnie jeszcze chłodniejszych niż ma to miejsce obecnie relacji z Rosją, a nawet polityki konfrontacyjnej?

Wizyta Andrzeja Dudy w Tallinnie jest dopiero początkowym etapem kształtowania polityki zagranicznej, jaką będzie prowadził. Jeśli będzie w przyszłości stawiał podobne kroki, może przyprawiać o zachwyt zwolenników silnej pozycji Polski w regionie i Europie, może też budzić przerażenie u tych, którzy dla Polski nie widzą roli poza granicami NATO i UE. Może także prowokować pytania o przerost ambicji i ignorowanie możliwości naszego kraju zwłaszcza wobec poważniejszych zagrożeń bezpieczeństwa. Ale może to czas by uwierzyć, że Polska realnie może odgrywać rolę przywódczą w regionie?

fot. Mike Beales, cc flickr.com

Kazimierz  Popławski

Absolwent Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego. Interesuje się Estonią. Twórca Przeglądu Bałtyckiego i portalu estońskiego Eesti.pl.

Dajemy do myślenia

Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.