Pocztówka z Niestambułu

Daniel Kalder – twórca idei anty-turystyki, oprócz dwóch książek o zapomnianych rosyjskich republikach, napisał dla nas reportaż ze Stambułu – premiera w numerze o „polityce ciekawości”. Stambuł jest doskonałym miastem dla koneserów manekinów. Jest ich tak wiele, że nie dają się zamknąć wich naturalnym środowisku wystaw sklepowych i często wylewają się na ulicę. Gromadzą się naRead more

10 lipca 2014

Daniel Kalder – twórca idei anty-turystyki, oprócz dwóch książek o zapomnianych rosyjskich republikach, napisał dla nas reportaż ze Stambułu – premiera w numerze o „polityce ciekawości”.

Stambuł jest doskonałym miastem dla koneserów manekinów. Jest ich tak wiele, że nie dają się zamknąć wich naturalnym środowisku wystaw sklepowych i często wylewają się na ulicę. Gromadzą się na przystankach tramwajowych, kręcą się na stacjach metra i prężą wprzejściach, prezentując aktualne trendy lub demonstrując najnowszy produkt prosto z dalszego Wschodu.

Fot. Dainis Matisons / Flickr
Fot. Dainis Matisons / Flickr

I. Zaproszenie

„Przyjedź do Stambułu”, powiedzieli. „Zrób dla nas coś antyturystycznego”. Nie byłem pewien, czy moi gospodarze w pełni zdawali sobie sprawę z tego, o co proszą, jako że ich Ekscytująca Nowa Publikacja Kulturalna miała być skierowana do publiczności tureckiej. Wydawało mi się, że moja metoda, która sprowadza się właściwie do włóczenia się po okolicy i podnoszenia kamieni, by zobaczyć, co się pod nimi kryje, może obrazić lub co gorsza znudzić ich czytelników1.

Zaryzykowali i dali mi całkowitą wolność artystyczną. A może sami nie byli pewni czego chcą. Jedyne, czego najwyraźniej oczekiwali, to bym napisał coś innego, nie te oklepane bzdury o pałacach i meczetach. Zgodziłem się na ich warunki, by wreszcie pewnego dnia w sierpniu 2012 roku wsiąść do samolotu i polecieć do Stambułu, miasta, w którym nigdy wcześniej nie byłem.

Gdyby moi gospodarze wzięli sobie do serca całą tę kwestię „antyturystyki”, podrzuciliby mnie do jakiegoś podrzędnego hotelu przy międzynarodowym lotnisku Atatürk. Zamiast tego umieścili mnie w przyjemnym mieszkaniu z widokiem na Bosfor. Stąd codziennie podróżowałem ku gwarnemu chaosowi Placu Taksim, a stamtąd dalej, ku odleglejszym obszarom miasta, by rozwijać fantastyczny, arbitralny model Stambułu, który zaczynał się rysować w mojej głowie.

2. Święty relikt

Świątynia Ruchomych Kół i Automatów, lepiej znana jako Muzeum Techniki2, została założona przez tureckiego biznesmena o nazwisku Koç. Nie jestem aż tak stary, by mnie to nie miało rozbawić3. Ale to nie z powodu nazwiska pana Koca wybrałem to muzeum jako pierwsze miejsce do zwiedzania. Powodem była raczej nadzieja, że moim oczom ukaże się równoległy świat niezrozumiałych, lecz zachwycających tureckich maszyn.

Niestety, ogromny kompleks pełen był rzeczy, które zbudowali nie Turcy, lecz moi przodkowie – silniki parowe, automobile i tak dalej. Najwyraźniej pan Koç był fanem Imperium Brytyjskiego. Miał także faszystowską lokomotywę, jakieś łodzie i wrak amerykańskiego myśliwca z drugiej wojny światowej, a nawet wystawę prezentującą ewolucję iPoda. Tureckie osiągnięcia prezentowały się mizernie, choć widziałem jakieś badziewne samochody wyprodukowane w miejscowych fabrykach.

Jednak najważniejszy punkt programu znajdował się na górze, w replice pracowni przemysłowca. Pod szklanym spojrzeniem nieżywej istoty, której głowę przybito do ściany, oraz blisko zdumiewającego, wyglądającego jak żywy, woskowego Koca, leżały święte kalesony Atatürka, Ojca Narodu, dokładnie uprasowane i chronione przed brudnymi palcami obcych szybą gabloty o kontrolowanym mikroklimacie.

W mojej głowie pojawił się natychmiast mętlik: „Zachowali bieliznę Atatürka? I wystawili ją na pokaz?”. Nie bardzo wiedziałem, jak to rozumieć. Wiedziałem, że Turcy byli bardzo zaangażowani w okazywanie szacunku Atatürkowi i że ten szacunek był podparty prawomocnymi karami dla tych, którzy występowali przeciw godności Ojca Narodu. Ale to… to było zaproszenie do naśmiewania się, zupełnie jakby zaplanowano to jako swoisty test. Z pewnością wystawienie tych kalesonów na widok publiczny wymagało wyjątkowego braku wyczucia ironii ze strony pana Koca, nie mówiąc już o jego przekonaniu, że stając naprzeciw dolnych części Mustafa Kemali większość odwiedzających muzeum przybierze podobny jemu kamienny wyraz twarzy. Było to tylko potwierdzenie faktu, że groźbę kary traktowano tutaj bardzo poważnie.

Jedno było pewne: nie mogłem o tym napisać. Moi wydawcy poszliby do więzienia.

 

Przełożyła Agata Mergler

 

Publikowany przez nas tekst powstał na podstawie doświadczenia pobytu Daniela Kadera w Istambule w sierpniu 2012 i nie był nigdzie wcześniej publikowany. Całość można przeczytać w 216 numerze Res Publiki Nowej.

 

white book

POLITYKA CIEKAWOŚCI
W numerze przekraczamy granice zrozumienia i „podróżujemy” między politykami ciekawości m.in. w reportażu Daniela Kaldera ze Stambułu, eseju Davida Harveya o podróżach Kanta, reportażu Iaina Sinclaira ze spaceru wokół londyńskiej obwodnicy, artystycznych „Fabrykacjach” Nazgol Ansarinii, a także artykułach, Marka Sečkařa, Stanisława Skarżyńskiego, Matteo Tacconiego, Jędrzeja Burszty, Wojciecha Przybylskiego, Andrzeja Ledera.
Pobierz za ile chcesz, od 1 zł! »

 

Daniel Kalder

reportażysta, autor dwóch książek anty-podróżniczych "Zagubiony Kosmonauta" (2008) oraz "Dziwne Teleskopy" (2010). Przez 10 lat przebywał w Moskwie, obecnie mieszka w Teksasie.

Dajemy do myślenia

Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.