Ekonomia
Strona główna
Świat
Technologia
Janusz Lewandowski: Jak powinniśmy wykorzystać atuty Polski, by stała się jeszcze silniejsza?
16 kwietnia 2026
31 października 2016
W grudniu ubiegłego roku przywódcy 195 państw zebrani w Paryżu ogłosili wielki sukces. Po blisko dwóch tygodniach intensywnych negocjacji przyjęto nowe porozumienie klimatyczne. Niestety samo wynegocjowanie umowy międzynarodowej nie rozwiązuje problemu zmian klimatu. To od działań przywódców politycznych, międzynarodowych korporacji, miast, społeczności lokalnych i konsumentów, a więc ostatecznie od nas wszystkich, zależy realizacja przełomowego kompromisu osiągniętego w stolicy Francji.
Czym właściwie jest Porozumienie Paryskie? Porozumienie zostało przyjęte 12 grudnia 2015 podczas 21. Konferencji Stron (Conference of the Parties, COP21). Kluczową umową w dziedzinie ochrony klimatu pozostaje Ramowa onwencja Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu (UNFCCC), która weszła w życie w 1994 roku. Konwencja określa cel i podstawowe zasady międzynarodowej współpracy na rzecz ograniczenia emisji gazów cieplarnianych odpowiedzialnych za powstanie zmian klimatu, ale brakuje w niej postanowień określających sposób ich realizacji. Porozumienie paryskie stanowi zatem niezbędne uzupełnienie konwencji. Można powiedzieć, że ma charakter wykonawczy, ponieważ precyzuje ramy współpracy państw na rzecz ochrony klimatu po 2020 roku. Do tego czasu taką rolę pełnić będzie Protokół z Kioto.
Jeden cel, dwa systemy
Żeby zrozumieć na czym polega przełomowy charakter nowego porozumienia klimatycznego, warto go porównać z obecnie obowiązującym systemem wprowadzonym przez Protokół z Kioto. Pierwszą zasadniczą różnicą jest sposób formułowania obowiązków stron porozumienia. Protokół z Kioto dokonuje rozróżnienia pomiędzy państwami rozwiniętymi i rozwijającymi się oraz wyznacza konkretne cele redukcji gazów cieplarnianych wyłącznie dla państw rozwiniętych, zobowiązując je do obniżenia emisji w sumie o 5,2% do roku 2012 w porównaniu do poziomu emisji z 1990 roku.
Porozumienie Paryskie zachowuje to rozróżnienie, ale jednocześnie zobowiązuje wszystkie kraje do przedstawiania ich własnych planów działania na rzecz zmniejszenia emisji. Przy czym to państwa same określają swoje cele redukcyjne, a nie są one z góry narzucane jak do tej pory. Porozumienie formułuje jedynie długoterminowy cel ograniczenia wzrostu temperatury na Ziemi znacznie poniżej 2°C w porównaniu do poziomu sprzed epoki przemysłowej oraz dążenia by ograniczyć ten wzrost do 1,5°C. Oznacza to rezygnację z podejścia odgórnego (top-down) stanowiącego podstawę Protokołu z Kioto, na rzecz oddolnej inicjatywy stron (bottom-up). Co więcej, nowe porozumienie uznaje znaczenie miast, biznesu, organizacji pozarządowych oraz innych aktorów w działaniach na rzecz walki ze zmianami klimatu, tym samym uwalniając rządy centralne od części odpowiedzialności.
Kolejna różnica między tymi dwoma porządkami dotyczy zakresu ich zastosowania. Protokół z Kioto został przyjęty w 1997 roku, natomiast zaczął obowiązywać dopiero od 2005 roku. Można, więc zaryzykować tezę, że już w momencie wejścia w życie był przestarzały i nie odpowiadał realiom początku XXI. wieku. To opóźnienie wynikało z faktu, że Stany Zjednoczone, będące wtedy największym emitentem gazów cieplarnianych, nigdy nie ratyfikowały protokołu, co obniżyło efektywność całego systemu. Między 2013 a 2020 rokiem, Protokół z Kioto dotyczyć będzie zaledwie 14% globalnych emisji. Tymczasem gdy Porozumienie Paryskie, które wejdzie w życie w niecały rok po zakończeniu negocjacji, a dokładniej 4 listopada 2016 roku, pokrywa blisko 99% źródeł globalnych emisji, na podstawie indywidualnych celów redukcyjnych złożonych przez 190 krajów. Co więcej, co pięć lat cele te będą aktualizowane, co ma zachęcać państwa do składania jeszcze bardziej ambitnych zobowiązań. Warto w tym miejscu dodać, że Porozumienie Paryskie, w przeciwieństwie do swojego poprzednika, będzie obowiązywać bezterminowo.
Nowy numer Res Publiki Nowej „Praca – frustracja – radykalizacja”, o niepokojach na rynku pracy i związanej z nimi radykalizacji elektoratu, jest już dostępny w naszej internetowej księgarni.
Zmiana lidera
Jest jeszcze co najmniej jedna zmiana, którą przypieczętowało Porozumienie Paryskie. Przez wiele lat Unia Europejska była postrzegana jako największy orędownik ambitnych rozwiązań na rzecz walki ze zmianami klimatu. Decyzja o nieratyfikowaniu Protokołu z Kioto przez Stany Zjednoczone dodatkowo wzmocniła jej pozycję. Sam protokół stanowi wręcz odzwierciedlenie unijnej logiki, a więc prawnie wiążących celów redukcyjnych oraz kar dla państw niewywiązujących się ze swoich zobowiązań.
Od szczytu klimatycznego w Kopenhadze w 2009 roku, pozycja UE ulegała stopniowemu osłabieniu. W stolicy Danii to Stany Zjednoczone oraz państwa BASIC (Brazylia, Południowa Afryka, Indie i Chiny) grały pierwsze skrzypce. Z czasem i w tej grupie doszło do rekonfiguracji i teraz to głos Stanów Zjednoczonych i Chin znaczy najwięcej. Żadne inne wydarzenie nie wzbudziło tyle zainteresowania, co wspólna amerykańsko-chińska deklaracja z listopada 2014 roku. Na jej podstawie dwaj najwięksi emitenci gazów cieplarnianych, w tym Chiny po raz pierwszy w historii negocjacji klimatycznych, zobowiązali się do konkretnych celów redukcyjnych, co znacznie zwiększyło szanse na to, że rozmowy w Paryżu zakończą się sukcesem. To także te kraje optowały za bardziej elastyczną formułą i odejściem od odgórnie narzucanych celów redukcyjnych na rzecz większego zaangażowania państw rozwijających się.
Tymczasem Unia musi sobie radzić z wewnętrznymi problemami. Mimo że jako pierwsza przedstawiła swój cel 40% redukcji emisji gazów cieplarnianych do 2030 roku, to do tej pory trwają prace nad ostatecznych kształtem unijnej legislacji implementującej, co podważa wiarygodność UE w tej kwestii. Chodzi tu głównie o nowelizację dyrektywy ETS regulującej unijny system handlu emisjami oraz cele redukcyjne dla państw członkowskich w sektorach non-ETS (transport, budownictwo, rolnictwo, odpady, etc.). Sytuację pogarsza referendalna decyzja Wielkiej Brytanii o wyjściu z UE. Brexit sam w sobie nie wpłynie na architekturę Porozumienia Paryskiego, ale na wydłużenie wewnętrznych unijnych negocjacji już tak. Poza tym wprowadza niepewność, ponieważ nie jest jeszcze jasne czy Wielka Brytania – trzeci największy emitent w UE – zdecyduje się na przedstawienie indywidualnego celu redukcyjnego, czy pozostanie w systemie unijnym.
Jest jeszcze więcej niewiadomych przed kolejnym szczytem klimatycznym, który odbędzie się już za kilka tygodni, od 7 do 18 listopada 2016 roku w Marrakeszu. Porozumienie Paryskie nie jest doskonałe i wymaga doprecyzowania kluczowych elementów, tj. system handlu emisjami, czy zasady dotyczące raportowania emisji, dlatego tak istotne będą decyzje podjęte na najbliższym szczycie. To one określą ostateczny kształt globalnej odpowiedzi na zmiany klimatu po 2020 roku. Jedno jest pewne – w walkę ze zmianami klimatu zostaną zaangażowane nie tylko państwa, ale także samorządy lokalne, miasta, biznes i społeczeństwo obywatelskie. Będzie to także kolejny sprawdzian dla jedności i solidarności europejskiej. Pytanie czy Unia Europejska jest do tego testu przygotowana?
Fot. Konferencja klimatyczna w Paryżu COP21 | Wikimedia Commons
Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.