NOWAK: Szukając dźwigni

Bogowie w białych kitlach w takim samym stopniu wywołują nadzieję, jak i strach. O złożonych związakch władzy, wiedzy i medycyny

5 stycznia 2018

Wiedza i władza – trudne nowoczesne dziedzictwo

Archimedes twierdził, że wystarczy poszukać odpowiedniej dźwigni, aby unieść świat. Bruno Latour pokazał, że taką dźwignią mogą być współczesne nauki przyrodnicze i ich symbol – laboratorium[1]. W ten sposób unaocznił nam, jakie miejsce zajęły nauka i wiedza w nowoczesnym świecie. Do czasów Hobbesa wydawało się, że dźwignią poruszającą świat jest Boża Opatrzność i legitymizowana przez nią władza polityczna. Hobbes wymazał Boga ze swych filozoficznych rozważań, dźwignią uczynił zaś moc Państwa – Lewiatana. Ten konieczny „potwór” budował swoją potęgę na tym, że władał nami siłą naszych egoizmów. Musieliśmy godzić się na władzę Państwa, inaczej skończylibyśmy w piekle „wojny wszystkich ze wszystkimi”.

Panowanie czysto ludzkiej władzy nie trwało długo – Hobbesowi udało się obyć bez Boga, ale już nie bez nauki. Bez nauki i jej laboratoriów Lewiatan byłby bezzębny, nie miałby armat, prochu, statków i lekarstw pomagających wzrastać populacji. Takie państwo nie mogłoby być gwarantem wolności obywateli – polityka międzynarodowa wymaga siły. Zrośnięcie się nauki z państwem, wiedzy z władzą, będące nierozłączną cechą nowoczesności, zaczęło się już u jej początków.

Gdy nowoczesne zaklęcie nie wystarcza

Gdy wypowiadamy się na temat związków medycyny i władzy, skrótowo ujmowancyh często jako biopolityka, musimy przyznać jedno – nowoczesna, oparta na faktach medycyna, działa. Nieraz jej zdolność do zmiany świata widać aż nazbyt dobrze. Wielokrotnie musieliśmy borykać się ze skutkami ubocznymi dawniej stosowanych kuracji.

Gdy myślimy o związkach wiedzy i władzy, musimy zauważyć, że uniwersalność nauk laboratoryjnych i ich zdolność do przemiany rzeczywistości legitymizowały praktykę lekarską i politykę zdrowia publicznego. Było to częściowo niezależne od skuteczności nauki i wynikało z faktu, że sami lekarze często tylko w znikomym stopniu są w stanie poprawnie i ściśle odtworzyć laboratoryjne warunki, które gwarantowałyby skuteczność danej terapii[2]. Laboratorium, dźwignia, której można użyć, aby przekształcić świat, stawała się często różdżką czarodzieja powierzoną w ręce jego ucznia.

Społeczne konsekwencje nadużywania legitymizowanej naukowo władzy medycznej są powszechnie znane: przemoc zawarta w procedurach medycznych, eugenika, medykalizacja kolejnych obszarów życia. Ogólnie – procesy określane przez Foucaulta jako ujarzmienie: wytwarzanie tożsamości i ciał podatnych na nowoczesne praktyki medyczne. Państwa przekształcały się w tzw. państwa terapeutyczne[3]. Proces medykalizacji stał się nieodłączną cechą rozwoju nowoczesnych społeczeństw[4]. Te złowrogie przejawy nowoczesności doczekały się surowej krytyki. Tradycyjna, humanistyczna krytyka rozumu instrumentalnego była ważnym składnikiem globalnej rewolucji 1968 roku.

W jej imieniu piętnowano bezduszne stosunki pracownicze, pokazywano alienacyjne konsekwencje nowoczesnego życia, krytykowano władzę nauki i medycyny. Krytyka biowładzy pozwoliła na korektę wielu wypaczeń. Antypsychiatria, ruchy „odszkolniające” społeczeństwo[5], krytyka opresyjnych norm kulturowych i obyczajowych przyniosły wiele dobrego. Dziś wszyscy jesteśmy beneficjantami tamtych wysiłków.

Niestety, ruch ten ma swoje nieoczekiwane konsekwencje. Krytyka sprawdzała się w spełnionej, stabilnej nowoczesności. Miała sens, gdy trzeba było demontować „żelazną klatkę” nowoczesności, by poszerzyć przestrzenie wolności. Dziś jednak pojawia się problem, ponieważ sama nowoczesność jest niepewna. W czasie, w którym „żelazna klatka” nowoczesności jest poważnie skorodowana, krytyka musi być bardzo ostrożna. Nie wiemy, czy zyskamy więcej wolności, waląc w zmurszałe pręty, czy raczej próbując je wzmacniać i odbudowywać.

Dziś jednak wiele z bastionów nowoczesnej pewności padło. Bogowie w białych kitlach w takim samym stopniu wywołują nadzieję, jak i strach. Widać to wyraźnie w dyskusjach wokół najbardziej rozpowszechnionych dziś źródeł lęków społecznych, wywołanych przez kontrowersje medyczne i naukowe: szczepionek, leczenia nowotworów, homeopatii i energetyki jądrowej[6]. W nowej formule sporu nie mamy już dłużej do czynienia tylko z potulnymi pacjentami i antynaukową, ciemną opozycją. Dziś często to ludzie wykształceni i relatywnie zamożni stoją na czele ruchów oporu, takich jak antyszczepionkowcy, przeciwnicy GMO czy zwolennicy różnych nurtów medycyny alternatywnej. Opór przeciwko nowoczesności jednoczy zarówno antynowoczesnych, jak i ponowoczesnych jej krytyków.

Proste, modernistyczne figury i sposoby prowadzenia sporu uległy zatarciu. Niegdyś jedną ze stron był oświecony (lekarz, naukowiec, polityk), drugą – ciemny lud, któremu wtłacza się przemocą wiedzę, praktyki, tożsamość. Dziś jesteśmy już po postkolonializmie, feminizmie, antypsychiatrii, co oznacza, że być może stroną oświeconą jest raczej feministyczna, postkolonialna, antykapitalistyczna krytyczka lekarza, naukowca czy polityka. Nie wszyscy zauważyli zmianę. Wielu nadal tkwi w modernistycznych okopach.

Sama wiedza, podobnie jak nowoczesność, się nie broni. Nie wiedzą też tego ci, którzy z modernistycznym ferworem walczą z ludzkimi lękami[7]. Obaw przez szczepionkami, GMO, energią jądrową nie da się uśmierzyć poprzez odwołanie do racjonalnych, modernistycznych zaklęć. Cóż z tego, że powiemy, że szczepionkę przebadano w laboratorium, kiedy to właśnie samo laboratorium jest źródłem lęku. Przecież nie możemy powiedzieć, że czynimy coś w imię postępu, nasi oponenci aż proszą o taki prezent. Będą mogli od razu wymienić litanię krzywd i opresji, które czyniono w imię postępu. Każdemu według potrzeb i preferencji politycznych: gułagi, kolonializm, eksperymenty medyczne (tak w III Rzeszy, jak i na ludziach ubogich, pozaeuropejczykach), eugenika etc. Gdy nowoczesność się chwieje, pożera samą siebie w akcie nadkrytycznej krytyki, racjonalne mantry i uniwersalistyczne, pobożne życzenia nie wystarczą[8].

Oczywiście warto zapytać, dlaczego w ogóle mamy toczyć jakąś debatę? W imię czego mamy przekonywać innych do swoich racji? Może powinniśmy w końcu uznać postmodernistyczno-kapitalistyczno-konserwatywną „mądrość” i – „let it be” – pozostawić wszystko samoorganizacji? Jest to możliwe, tylko że w wypadku zdrowia publicznego oraz splotu wiedzy i medycyny skutki mogą być przynajmniej dwuznaczne. Na przykład zniszczenie kanonu lektur z języka polskiego czy historii spowoduje, że zamiast jednego narodu będziemy mieć wiele tożsamościowych plemion. Nie jestem wcale pewien, czy to negatywna wizja.

Gorzej jednak, gdy nasza nadkrytyczna krytyka podmyje fundamenty zdrowia publicznego i rozmontuje z takim trudem wytworzone biopolityczne dzieła – medykalizację i wytwarzanie podmiotów-pacjentów. Wtedy może się okazać, że procesy oddolnej samoorganizacji to nie twórczość, spontaniczność i wolność, ale raczej choroby, szarlatani i walka o byt w ramach biopolityki rynku[9]. Cóż z tego, że unikniemy przemocy ze strony „bogów w kitlach”, skoro przyjdzie nam zemrzeć na biegunkę.

Co gorsza – ze względu na specyfikę chorób zakaźnych – decyzje nie mogą być podejmowane jednostkowo. Tak jest na przykład w kwestii szczepień. Ze względu na zjawisko odporności grupowej nie można podczas przeprowadzania szczepień hołdować logice jednostkowego wyboru[10]. Dopiero masowe szczepienia, obejmujące większość populacji (80–90 procent), mogą w jakimś stopniu gwarantować bezpieczeństwo jednostek i eradykację chorób. Biopolityczna logika jest wpisana w samo działanie szczepionek. Podobnie jest w przypadku wodociągów i nieczystości. Nie można w dużym mieście usuwać odchodów w całkowicie indywidualny sposób[11]. Wymagana jest biopolityczna kontrola, na przykład wodociągi i urzędy kontrolujące czystość wody pitnej.

W tym momencie warto powrócić do początku naszych rozważań i zapytać o dźwignię oraz jej punkt podparcia, które pozwolą na zmienianie siebie i naszych społeczeństw. Wiemy już, że ani nadzieje modernistów, ani lęki ich krytyków nie są dobrymi przewodnikami. Gdzie zatem szukać dźwigni? Proponuję poszukać inspiracji w okresie narodzin nowoczesnego zdrowia publicznego.

(…)

Czego możemy się nauczyć od dra Snowa i z historii odkrycia cholery? Po pierwsze, że istnieje wiele rodzajów uzupełniającej się wiedzy. Sukces, który skrótowo nazywany jest „odkryciem naukowym”, to żmudne splatanie wielu rodzajów wiedzy (naukowej i nienaukowej). Po drugie – widzieliśmy, że prawda naukowa nie zawsze wystarcza za środek perswazyjny, warto mieć więc w zanadrzu inne zasoby (polityczne, ekonomiczne), aby przeprowadzić pożądaną zmianę (choć wynika ona z przesłanek natury naukowej). Wreszcie po trzecie – warto pamiętać, że bycie „słusznym naukowo” nie musi oznaczać, że jesteśmy od razu „słuszni politycznie”. Naukowa prawda w pewnych kontekstach politycznych i społecznych może służyć złej sprawie.

Jakiej dźwigni użyć?

Pytanie o wiedzę i władzę do niedawna było postrzegane jako kontrowersyjne, antysystemowe. Dziś główny przedstawiciel takiego podejścia Michel Foucault stał się powszechnie czytanym klasykiem. Co więcej, inspirowane jego myślą krytyki państwa, systemu edukacji, systemu zdrowotnego, wydają się co najmniej dwuznaczne w epoce rozmontowywania państwa socjalnego i ekscesów neoliberalnego kapitalizmu[16].

Zanim zbyt radykalnie przystąpimy do krytyki wiedzy uwikłanej we władzę, musimy pamiętać, jak dalece wiedza naukowa i jej uniwersalistyczne uroszczenia zrosły się z nowoczesnością. Dwuznaczności tej ostatniej przekładały się także na struktury wiedzy, modernistyczne systemy dominacji zostawiły w nich swoje nieusuwalne ślady. Nawarstwianie się w naszej wiedzy kolejnych porządków i związanych z nimi struktur dominacji powoduje, że dzisiejsze nauki społeczne nie mogą być uprawiane bez ustawicznego przemyślania i prób „odmyślania”[17] swojego dziedzictwa.

Dotyczy to także interesującego mnie obszaru medycyny oraz zdrowia publicznego. Krytyka biopolitycznych roszczeń władzy jest częścią tej spuścizny. Bycie nadkrytycznym krytykiem nowoczesności jest ciekawą figurą intelektualną, dopóki stanowi ona element gry w obszarze akademickim. Wtedy może być ona ważna jako mechanizm autorefleksyjności. Sprawy komplikują się, kiedy wychodzimy z naszą postawą krytyczną na ulicę[18]. Te same dyskusje brzmią inaczej, sojusze zaczynają się komplikować, a dotychczasowi sprzymierzeńcy wydają się podejrzani.

Dobrym przykładem są tutaj zwolennicy medycyny alternatywnej, którzy krytykują państwo, wskazując na jego biopolityczny charakter choćby wtedy, gdy używają koncepcji „państwa terapeutycznego” Thomasa S. Szasza[19]. Krytyka władzy państwa popycha ich w sojusze ze zwolennikami radykalnej polityki wolnorynkowej. To powoduje, że krytyka koncernów farmaceutycznych przez ruch antypsychiatryczny i zwolenników medycyny alternatywnej staje się niezrozumiała. Nie zauważają oni bowiem, że państwo jest często jedyną ochroną przed wszechmocą koncernów farmaceutycznych. Co więcej – to właśnie słabość państwa często doprowadza do nadużyć.

Nie oznacza to jednak, że istnieje tylko prosta alternatywa: albo biopolityki państwa, albo biopolityki rynku. Powierzchowne ujęcie tego problemu, uproszczona recepcja Foucaulta i naiwna krytyka biopolitycznego państwa doprowadziły do tego, że: „antypsychiatria sama stała się narzędziem w procesie, który z taką siłą krytykowała. Bez antypsychiatrii nie byłoby bowiem boomu farmakologii, przyspieszonej biomedykalizacji, deregulacji rynku farmaceutycznego”[20].

Krytykując, musimy zwracać uwagę na to, jakie zjawisko i którą z warstw rzeczywistości krytykujemy. Nieuprzejmy, skorumpowany lekarz nie powinien być utożsamiany z nauką laboratoryjną, podobnie jak urzędnik i jego wyalienowany świat. To, że doświadczamy biopolitycznej przemocy, nie oznacza automatycznie, że powinniśmy w akcie nadkrytycznej krytyki pozbawiać się ważnej „dźwigni”, którą są nauki ścisłe, laboratoryjne. Z drugiej strony warto pamiętać, że naiwna scjentystyczna wiara w „prawdę”, która nas wyzwoli, też nie wystarcza. (…) Co więcej – warto też zwracać uwagę na społeczne uwarunkowania medycyny i nauki. Proces odkrycia cholery równie silnie zależał od wiedzy medycznej dra Snowa, co od protosocjologicznych obserwacji dr Whiteheada.

Chcąc się upodmiotowić, pokonać lęki wynikające z wyalienowania we współczesnym technokratycznym i biopolitycznym świecie, potrzebujemy „dźwigni”, „punktów oparcia”. Nadkrytyczna krytyka zbyt często może okazać się zabójcza dla nas samych. Nie będziemy sprawczy, nie osiągniemy jednostkowej czy zbiorowej emancypacji, gdy będziemy bezsilni. Raz musimy użyć dźwigni władzy, raz nauki. Wiedza, kiedy ich użyć, wymaga wyczucia czasu, doświadczenia i mądrości życiowej, którą Arystoteles nazywał roztropnością (phronesis).

O historii doktora Snowa, pastora Whiteheada oraz odkryciu źródeł epidemii cholery w Londynie w 1854 roku przeczytasz w numerze 212 kwartalnika Res Publica Nowa pt. Wszyscy jesteśmy pacjentami.

Andrzej W. Nowak (1974) – doktor filozofii, adiunkt w Instytucie Filozofii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, socjolog. Opublikował między innymi książkę Podmiot, system, nowoczesność


[1] Bruno Latour, Dajcie mi laboratorium, a poruszę świat, [w:] „Teksty Drugie” 2009, nr 1–2.

[2] Krzysztof Abriszewski nazywa ten problem „hipotezą intereferencji laboratoryzacji”, wskazując na niespójności pomiędzy wymogami naukowymi różnorakich procedur medycznych a stosowanymi praktykami leczniczymi. Confer: Krzysztof Abriszewski, Hipoteza interferencji laboratoryzacji [online]. Dostępny w internecie: http://strukturywiedzy.wordpress.com/2012/04/11/hipoteza-interferencji-laboratoryzacji/. Podobną obserwację możemy znaleźć w cytowanym wcześniej artykule Latoura. Zauważył on, że szczepionki Pasteura nie były skuteczne w Rosji i we Włoszech, ponieważ tamtejsi rolnicy i służba nie potrafili osiągnąć poziomu higieny porównywalnego z warunkami laboratoryjnymi, w których Pasteur gwarantował skuteczność szczepionki.

[3] Thomas S. Szasz, Państwo terapeutyczne. Tyrania farmakokracji, [w:] „Laissez Faire” 2007, nr 6, s. 2–9. Dostępny także online: http://mises.pl/wp-content/uploads/2007/06/ laissez_faire_luty_2007.pdf

[4] Confer: Marcin Moskalewicz, Medykalizacja: patogeneza i objawy, „Czas kultury” 2012, nr 6.

[5] Ivan Illich, Odszkolnić społeczeństwo, Fundacja Nowej Kultury Bęc Zmiana, Warszawa 2010.

[6] Confer: Andrzej W. Nowak, Czyje lęki? Czyja nauka? Pomiędzy naukowym analfabetyzmem a technokracją?, „Czas Kultury” 2012, nr 6.

[7] Dobrym przykładem takiej postawy jest dziennikarz naukowy tygodnika „Polityka” Maciej Rotkiewicz. Broni on modernistycznie i scjentystycznie pojmowanej nauki i medycyny, nie zauważając złożonego uwikłania nauki i medycyny w zależności ekonomiczne, finansowe, polityczne.

[8] Szerzej pisałem o tym w tekście Europejska nowoczesność i jej wyparte konstytuujące „zewnętrze”, „Nowa Krytyka. Czasopismo filozoficzne” 2011, nr 26–27.

[9] Porównaj moje autorskie pojęcie homo nyama: Chciałbym zaproponować pojęcie homo nyama na określenie człowieka jako ciała, którego los jest wynikiem przemian kapitalistycznych. Homo nyama to ukryty warunek leninowskiego imperialnego stadium kapitalizmu, ofiara nagiej przemocy, śmierć bezimienna, z głodu, w wyniku powodzi, to śmierć tak „nieważna”, że nawet niedostrzegalna przez biopolityczną aparaturę władzy demograficznej. Homo nyama umiera, często nawet niepoddany formalnej przemocy, opresji państwa. Homo nyama to właściwie efekt, ukryty warunek rozwijającej się nowoczesności, to dramat nagiego życia, mięsa, poddanego władzy głodu, zimna, chorób, niewolniczej pracy na plantacji, opresji w „cienistym wnętrzu” gospodarstwa domowego, bycie sprowadzonym do roli wyzyskiwanego, bitego, gwałconego mięsa. Ibidem, s. 279.

[10] O współczesnych dyskusjach wokół szczepień vide: Paul A. Offit, Deadly Choices: How the Anti-Vaccine Movement Threatens Us All, Basic Books 2011 oraz Seth Mnookin, The Panic Virus: The True Story of the Vaccine-Autism Controversy, Simon & Schuster 2011.

[11] Przykładem są sposoby pozbywania się nieczystości w slumsach, zwane „flying toilets”. Polega to na załatwianiu potrzeb fizjologicznych do torebek foliowych i wyrzucaniu ich jak najdalej. Mam nadzieję, że czytelnicy łatwo wyobrażają sobie, co się dzieje, gdy każdy stosuje taką strategię. Confer: Mike Davis, Planeta slumsów, Instytut Wydawniczy Książka i Prasa, Warszawa 2009.

(…)

[16] Steve Fuller zauważa, że zachwycanie się myślą Foucaulta w thatcherowskiej Anglii i szerzej w epoce neoliberalnego kapitalizmu jest działalnością sprzyjającą władzy neoliberalnego systemu. Confer: Steve Fuller, The New Sociological Imagination, Sage 2006.

[17] Confer: Immanuel Wallerstein, Unthinking Social Science: The Limits of Nineteenth-Century Paradigms, Polity, Cambridge 1991; Richard E. Lee, Knowledge Matters: The Structures of Knowledge and the Crisis of the Modern World-System, Transaction Publishers 2011.

[18] Dotyczy to oczywiście w większym stopniu dyskusji odbywających się w internecie. Porównaj dyskusje toczone ze zwolennikami medycyny alternatywnej przez blogera i dziennikarza obywatelskiego B. Kuzię: www.blogdebart.pl.

[19] Thomas S. Szasz, Państwo terapeutyczne…, op. cit. Confer: Michał Wróblewski, Niezamierzone konsekwencje antypsychiatrii [online]. Dostępny w internecie: http://strukturywiedzy.wordpress.com/2012/06/30/niezamierzone-konsekwencje-antypsychiatrii/ oraz moją odpowiedź krytykom „państwa terapeutycznego”: Pułapki (nad)krytycznego bezrozumu [online]. Dostępny w internecie: http://strukturywiedzy.wordpress.com/2012/06/29/pulapki-nadkrytycznego-bezrozumu/

[20] Michał Wróblewski, Niezamierzone konsekwencje antypsychiatrii, op.cit.

Andrzej W. Nowak

Andrzej W. Nowak – doktor filozofii, adiunkt w Instytucie Filozofii UAM. Interesuje się problematyką z zakresu ontologii społecznej, społecznych studiów nad nauką oraz nieklasycznej socjologii wiedzy (szczególnie teorią aktora-sieci Bruna Latoura). Popularyzator na gruncie polskim teorii nowoczesnego systemu-świata Immanuela Wallersteina. Obecnie kieruje projektem badawczym dotyczącym relacji struktur wiedzy wobec kontrowersji naukowo-społecznych. Autor kilkudziesięciu artykułów naukowych, aktywny uczestnik życia naukowego, społecznego także w blogosferze (http://fronetyczny.wordpress.com/)

Dajemy do myślenia

Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.