Aktualności
Darmowe
RPN
Strona główna
Pastorki: zmiana, której Kościół potrzebuje
4 kwietnia 2026
20 marca 2013
Akademie uczą jak tworzyć, lecz zwykle nie mówią o tym, jak młody artysta ma się poruszać w świecie sztuki. Wydany niedawno „Praktyczny poradnik dla artystów” jest przede wszystkim zbiorem wskazówek i porad skierowanych do młodych adeptów. Równie ważne jest jednak wizja polskiego rynku sztuki, która jest w nim zawarta. To książka o kilku rzeczach niepowiedzianych wprost.
Kilka lat temu, będąc w Poznaniu, nocowałem w akademiku Akademii Sztuk Pięknych. Chciałem przy okazji zobaczyć ważne poznańskie galerie, zaczepiłem więc pierwszego z brzegu studenta i zapytałem, gdzie są galerie Stereo i Pies i jak tam dojechać. Wymigał się z pośpiechem, zagadnąłem więc w czytelni dwie studentki . Ze szczerym i rozbrajającym uśmiechem odpowiedziały, że nie wiedzą.
Ta, być może dość przypadkowa historia niewiedzy, zyskała nieco później potwierdzenie w innych źródłach i rozmowach. Trudno powiedzieć, czy należy tutaj hamować szlachetne oburzenie ze względu na niedobory w programie kształcenia studentów, czy raczej ich skrytykować za brak wiedzy – wydawałoby się dla nich dość przydatnej. Na pewno warto jednak coś z ową niewiedzą zrobić i takie założenie przyświecało Ewie Jarosz, Agnieszce Pinderze i Monice Zielińskiej – twórczyniom Praktycznego poradnika dla artystów – wydanego przez Stowarzyszenie Sztuka Cię Szuka z Torunia.
Większość osób nie zdaje sobie sprawy z ilości problemów i kwestii, z którymi musi radzić sobie artysta – zarówno ten doświadczony, jak i debiutant. Nie chodzi jednak o wiedzę fachową, teoretyczną, lecz o drobne praktyczne sprawy, których rozwiązanie często przesądza o karierze, życiu artystycznym i ewentualnym sukcesie. Wiele osób powie , że „to się przecież wie”. I to prawda. Być może kariery robią tylko ci, którzy wiedzą, jak wiedzieć. To, skąd tak naprawdę „się wie”, jest jednym z wątków Poradnika, choć nie do końca jawnym.
Poradnik składa się z dwóch zasadniczych części: opisu typowych problemów, kwestii do rozwiązania i możliwości rozwoju kariery artystycznej oraz zbioru przykładowych problemów prawnych związanych z prawem autorskim. Książkę uzupełnia leksykon, w którym zebrano informacji o instytucjach oraz programach, o których artysta wiedzieć powinien. Celem Poradnika jest wprowadzenie młodego twórcy w podstawowe informacje o świecie, obiegu artystycznym, w którym właśnie próbuje zacząć funkcjonować.
Brzmi to bardzo ambitnie i jest to niewątpliwie ważna publikacja. Dziwne, że podobnych nie przygotowują ani uczelnie artystyczne, ani ministerstwa, ani liczne instytucje promujące sztukę. Akademie uczą, jak tworzyć, lecz zwykle nie mówią o tym, jak młody artysta ma się poruszać w świecie sztuki.
Autorki Poradnika lekko i przystępnie wprowadzają w różne aspekty życia artysty. Raczej ilustracyjnie niż systematycznie poruszają kolejne kwestie, takie jak zarobki, sposoby utrzymania się, stypendia, rezydencje artystyczne, relacje z galeriami, obecność w obiegu i networking. Wszystko omówione jest w trzeciej osobie, z pozycji chłodnego badacza. Kontrapunktem ocieplającym tekst są liczne i trafne cytaty z wypowiedzi respondentów biorących udział w badaniu, na podstawie którego powstała cała książka.
Poradnik, mimo że nie jest to nigdzie napisane wprost, powstał jako odpowiedź na kilka wyraźnych trendów panujących w polskim życiu artystycznym. Na to, co mówi się o roli mitologizowanego „rynku” i uczestniczenia w nim, „etosie” artysty etc. Jest polemiką z niektórymi obowiązującymi stereotypami.
W Polsce nadal obowiązuje niepisany kodeks postępowania artysty, w kształcie dość romantycznym, odziedziczonym po dziewiętnastowiecznym buncie, walce z komuną i pokłosiem rewolucji kulturalnej lat 60. Młodzi twórcy chłoną taki model zarówno na uczelniach, jaki i poprzez obieg kultury masowej. Wpływa to na ich postawę, często blokując przed działaniem. Ów kodeks określa m.in. co artyście wolno, a czego nie wolno [ponoć artystom wolno wszystko, jak pokazuje Supergrupa Azorro].

Artyście nie wolno się starać. Między innymi.
„Bywanie”, które, jak słusznie zauważają autorki, jest ważnym elementem życia artysty, jest zakazane. Jak zresztą większość zachowań i sytuacji, w których adept sztuk miałby starać się o własny sukces. Tymczasem Poradnik wprost zaleca fizyczne istnienie w obiegu towarzyskim, rozmowy, podtrzymywanie znajomości. Jest rodzajem usprawiedliwienia dla młodych, którym nie wypada „pokazywać się”.
Ważną cechą Poradnika jest jego „szczerość”. Autorki nie ukrywają, a wręcz mówią wprost o trudnościach, jakie napotykają na swojej drodze artyści.
„Prawdopodobieństwo, że portfolio nieznanego artysty zainteresuje właściciela galerii, jest raczej znikome”.
„Wielu artystów musi wykonywać te fuchy, nie ma od tego ucieczki”.
To dosłowne i bezceremonialne potraktowanie problemu ma służyć właśnie wytworzeniu dystansu i zneutralizowaniu tarcia między ambicją artystyczną a koniecznością zarabiania pieniędzy. Ktoś musi w końcu powiedzieć młodemu artyście – to nie jest dyskredytujące, że zarabiasz na życie gdzieś na boku. Autorki starają się też nazwać sytuacje, o których mówią, jasno je określić – czego zwykle się nie robi, uprawiając środowiskową dyplomację.
Bardzo interesująca jest część poświęcona prawu autorskiemu. Wybrane sprawy, kazusy, ilustrują problematykę prawa autorskiego w odniesieniu do działalności artystów, ilustrują sytuacje, z jakimi czytelnik zapewne sam się spotka. Również na tym polu Poradnik uzupełnia prawie całkowity brak publikacji. Do tej pory bardzo trudno było znaleźć jakąkolwiek nie-prawniczą informację, zwyczajne wytłumaczenie. Przywoływane sprawy sporne dają umiarkowany przegląd kwestii, jakich może dotyczyć spór na tle prawa autorskiego.
Ilustracyjna metoda znacznie ułatwia zrozumienie tych problemów. Niestety, rzuca się w oczy wybiórczość przykładów. Wyraźnie brakuje systematycznego wprowadzenia pojęć (mimo, że mimochodem są w tekście wyjaśniane), podstawowych zagadnień i relacji, w jakie wchodzi twórca. Czy można by na podstawie tej wiedzy powiedzieć coś o głośnej ostatnio sprawie Piotra Uklańskiego, który na swojej wystawie wykorzystał prace innych współczesnych artystów polskich? Chyba niestety niewiele. Ale jest to dobry początek.

Poradnik próbuje również odczarować „rynek”, jednocześnie z dystansem prezentując problemy funkcjonowania na nim i ucząc tego dystansu młodego artystę. Autorki artykułują problem łączenia jakości artystycznej z sukcesem komercyjnym.
W ten sposób publikacja wpisuje się w nurt kilku dobrych książek, wydanych w ciągu ostatnich lat (takich jak m.in. Przewodnik kolekcjonera sztuki Piotra Bazylki i Krzysztofa Masiewicza), które próbują przedstawić te zmitologizowane już kwestie jako proste, normalne, i wprowadzić w nie w sposób przystępny. Przełamać barierę między tymi, którzy Wiedzą i „są w środku”, a tymi, którzy Nie Wiedzą.
Innym poruszanym problemem są honoraria za wystawy. Istnieje dość powszechny zwyczaj nie wypłacania przez (zwykle państwowe) instytucje honorariów za udział w wystawach, szczególnie zbiorowych. Przyjmuje się, że „wystawa jest sama w sobie nagrodą dla artysty”. Jest to sytuacja, w której silniejszy wykorzystuje swoją pozycję wobec słabszego. Ponieważ udział w wystawie w prestiżowej państwowej instytucji podnosi znaczenie artysty (oraz w konsekwencji ceny jego prac w wypadku sprzedaży), jest to pożądana przez artystę sytuacja. W związku z tym, nie trzeba bardziej go zachęcać, odwdzięczać się. Duża instytucja, jako dysponent wartości symbolicznej, nie jest zmuszona do negocjacji z artystą. Oczywiście nakładają się na to inne czynniki, takie jak chroniczne niedofinansowanie instytucji, niemniej istnieją tutaj również oddziaływania siłowe. Jest oczywiste, że młody artysta nie odmówi udziału w wystawie w Zachęcie lub Zamku Ujazdowskim.
Problem ten nie dotyczy zresztą, jak pokazały nie tak dawne konflikty z niektórymi wydawnictwami kluczowych warszawskich instytucji artystycznych, wyłącznie młodych artystów. Presja instytucji bywa tak silna, że na walkę z nimi nie decydują się również doświadczeni i ważni artyści. Do wyjątków należy działanie Przemysława Kwieka, który wystosował w tej sprawie list otwarty.
Niestety brakuje w tym przewodniku wyraźnego opisu mechanizmów rządzących obiegiem sztuki, jak choćby powyższy. Poza cytowanym stwierdzeniem brak jest charakterystyki tej sytuacji, analizy oraz porady, jak się w niej zachować. Niewiele można się też dowiedzieć o tym, jak działa budowanie prestiżu, pozycji artysty (wystawy, recenzje, targi etc.), o tym, jakie strategie przyjmują galerie, jakie warunki proponują artystom – co również byłoby dla czytelnika ważną informacją.
Poradnik nie jest również zbyt „praktyczny”. Żaden z rozdziałów nie ma stricte charakteru poradnika. Jest to raczej zbiór zaznaczonych zagadnień i problemów, możliwości i środków, z których może korzystać artysta. Ważny dla artystów system rezydencji omawiany jest zarówno w wynikach badań, jak i w leksykonie. Niestety artysta nie dowie się z niego, jak on funkcjonuje, jak z niego skorzystać, otrzyma tylko informację, że może być przydatny.
Autorki Poradnika zauważają różnicę w funkcjonowaniu różnego rodzaju artystów, ale nie różnicuje propozycji czy porad. W sposobie finansowania życia i twórczości artystów funkcjonuje od jakiegoś czasu coraz silniejszy podział – na artystów żyjących z regularnie powtarzanej i rozwijanej twórczości, oraz artystów, których dzieła nie gwarantują stałego dochodu. Najbardziej widocznym przykładem tych pierwszych są przede wszystkim malarze (ale sytuacja dotyczy wielu innych dziedzin i artystów) – charakter uprawianej przez nich twórczości umożliwia (oczywiście w sprzyjających warunkach) jej regularną sprzedaż. Druga grupa artystów to ci, którzy działają w przestrzeni publicznej, tworzą różnego rodzaju projekty, działania jednorazowo podejmujące jakąś tematykę lub wykorzystujące różne techniki, które często okazują się „niesprzedawalne” (poniżej pewnego poziomu sławy, powyżej którego wszystko, co artysta wykona, może być obiektem handlu). Zwykle to ich mają na myśli autorzy Przewodnika, gdy mówią o twórcach, którzy muszą wykonywać inne zawody, by móc realizować swoją sztukę.
Trudne warunki finansowe czynią tę drugą grupę często podatną na, zdiagnozowaną już częściowo w przypadku organizacji pozarządowych, „grantozę”. Artyści, podobnie jak organizacje, wtłoczeni są w tzw. „projektowy” system działania i finansowania. Jest to mechanizm efektywny pod względem administracyjnym i sprawozdawczym, lecz stwarzający duże pole dla nieporozumień. Wykorzystuje się go do finansowania poszczególnych projektów artystycznych (czyli działań zamierzonych przez artystów, które muszą zostać skrojone zgodnie z wymaganiami czasowymi, finansowymi, oraz administracyjnymi). Niestety staje się on również czasem źródłem utrzymania, które wymusza na artystach realizowanie czegokolwiek, byle się utrzymać. Nie zawsze są to projekty o wysokiej jakości artystycznej. W tym miejscu autorki poradnika mówią raczej o tym, jak znaleźć się w systemie, niż jak dbać o swój rozwój.
Warszawscy (i poznańscy) artyści i studenci sztuki długo czekali na taką rzecz jak Praktyczny poradnik dla artystów. Wreszcie z jednego źródła będą mogli dowiedzieć się, gdzie są muzea, galerie, strony internetowe czasopism albo źródła grantów; dowiedzą się, że jako autorzy mają określone prawa, oraz że pomimo trudnej sytuacji artystów da się jakoś przetrwać i pracować. A to często wcale nie jest oczywiste.
Poradnik jest głosem skargi artystów tego pokolenia – żyjącego w trudnym wciąż okresie przejściowym, przed pełnym rozwinięciem się rynku sztuki, choć już nie w czasach socjalizmu ani wyjątkowo trudnym okresie post-socjalistycznym lat dziewięćdziesiątych. Sytuacja wymaga zmiany postawy – z walki o treść na walkę o byt, istnienie, indywidualne sukcesy. Być może jest to lektura przeznaczona bardziej dla ministrów, dyrektorów, ludzi mających wpływ na życie kulturalne Polski. Mówiąc o tym, z jakimi sytuacjami artyści muszą sobie radzić, jak można rozwiązywać podstawowe problemy: z utrzymaniem, z rozwojem artystycznym, z sytuacjami towarzysko-zawodowymi, w Poradniku równocześnie diagnozuje się sytuację artysty. Jako raport z badań opisowa część Poradnika wypada bardzo dobrze. Czytając ją, ma się wrażenie, że jest również odpowiedzią na głód wypowiedzi artystów, potrzebę poskarżenia się na to, że jest ciężko.
***
Poradniki, przewodniki określa się często mianem vade-mecum– pójdź za mną. Ta starożytna formuła, dzisiaj już włączona w obieg potocznej polszczyzny, zawiedzie tym razem czytelnika. Poradnik wskazuje co prawda, dokąd można pójść, lecz nie jest przewodnikiem, nie wskazuje ścieżki. To raczej zbiór reguł i spis przedmiotów, jakie warto zabrać ze sobą w podróż. Bez nich będzie nasza wycieczka w świat sztuki może być niepotrzebnie kamienista.
Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.