Już wygraliśmy te wybory

Niezależnie od niedzielnego wyniku wielkimi zwycięzcami tych wyborów jesteśmy my - aktywni obywatele.

22 maja 2015

Ostatnie tygodnie kampanii prezydenckiej były wyjątkowo brutalne – obnażyły najgorsze instynkty wśród zwolenników obu kandydatów. Dawno moi znajomi nie byli tak rozpolitykowani i zmobilizowani do działania – o wyborach rozmawiają wszyscy, niemalże jakby chodziło o premierę nowego Wiedźmina.

Z rozmów w moim gronie wynika jasno, że nie mamy w tych wyborach swojego kandydata. Wierzyliśmy dawno temu w zmianę jaką obiecywał PO-PiS, ale przez ostatnią dekadę z obu partii odpłynęło wszystko co było w nich najlepsze. Nie kupujemy labilnej, konfrontacyjnej polityki opartej na zarządzaniu lękiem, ale też trudno nam wmówić że dryf to wizja, a w haśle modernizacji mieści się jedynie infrastruktura.

Część z nas w niedzielę zostanie w domach, część wybierze mniejsze zło (jakkolwiek rozumiane). Jeden z kandydatów wygra o włos. Zwycięstwo urzędującego prezydenta będzie okupione wysoką ceną sprzecznych z polityką rządu obietnic. Jego konkurent z kolei – wygrawszy – będzie musiał w dodatku udowodnić, że nie jest wielbłądem i kto wie czy na tym nie minie mu cała kadencja.

To jednak bez znaczenia. Wybieramy w końcu kandydata na urząd o dość ograniczonych kompetencjach ustrojowych, a przy tym przechodzimy przyspieszony kurs budowania prawdziwego społeczeństwa obywatelskiego. Zwycięzcy wyborów należy szukać gdzie indziej: już dziś wygraliśmy je my: aktywni, rozpolitykowani Polacy, których nie zadowala bylejakość i którym dłużej Kura z Misiem nie będą wciskać kitu. Nie będziemy mieli w poniedziałek lepszego lub gorszego Prezydenta – będziemy mieli co innego – zalążek samoświadomości, a to już jest cholernie dużo.

 

fot. Banksy/animalnewyork.com

Dajemy do myślenia

Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.