Aktualności
Europa
Nowy numer
Polityka
Strona główna
Technologia
Polska dostawcą bezpieczeństwa?
30 maja 2026
21 lutego 2011
Ukraiński dziennikarz rewolucjonista, Anatolij Uljanow rozpoczął nowy projekt. „Promień” jest kontynuacją zamkniętego przez cenzorów czasopisma o sztuce i pornografii „Proza”. Uljanow wraz ze swą towarzyszką broni fotografką Natalią Maszarową od 14 miesięcy podróżuje po Europie. Koczowniczy tryb życia nie przeszkodził im w realizowaniu projektu. Porozmawialiśmy z dziennikarzem o nowym pomyśle, Białorusi, tchórzliwym gównie i kształtowaniu przyszłości.
<134>
Anton Kaszlikow: Czym się różni „Promień” od „Prozy”?
Anatolij Uljanow: „Promień” zaczyna się w miejscu, w którym „Proza” została zamknięta przez cenzurę. W wielu aspektach jest do niej symetryczny. To ewolucyjne przepoczwarzenie „Prozy”. Informacyjny sprzeciw wobec regresu jest kontynuowany, ale na innym, bardziej progresywnym technicznie i estetycznie poziomie. „Promień” kładzie nacisk na najważniejszy aspekt naszych czasów – Technologię. Nie w znaczeniu tych czy innych produktów konsumpcji – urządzeń i gadżetów – lecz w sensie czynnika określającego dynamikę egzystencji człowieka. Informacja i technologia wpływają na dzisiejszy dzień bardziej niż liczba ofiar w Iraku czy socjalna rewolucja w Grecji. Informacja i technologia decydują, jak funkcjonuje i będzie funkcjonowała nasza świadomość. Dlatego „Promień” zwraca szczególną uwagę na utopijne przepoczwarzenie, nowe technologie, transhumanizm i w ogóle na przyszłość.
<234>
W komentarzach na twoim blogu ktoś napisał, że logotyp „Promienia” przypomina „radzieckie gazety z prowincji”. Tymczasem przypomina też logo mińskiej fabryki zegarów. Po co to retro w futurystycznym czasopiśmie?
Nie będę dyskutował o cudzych gustach, interpretacjach i lokalnych skojarzeniach. Jestem zadowolony zarówno z logotypu jako czystej formy, jak i z _designu _całego czasopisma. Wszystko to pochodzi z mojej głowy, to nowy futuryzm. Tak właśnie powinny wyglądać współczesne media – bez słupeczków, rameczek, formeczek i barokowych płaskorzeźb, bez wyrostków robaczkowych i rozlanego ego – ostro i wyraźnie, jedynie dobrze złamana przestrzeń, gdzie nic nie odwraca uwagi od treści, która jest istotą.
Gdzie się teraz znajdujesz i co tam porabiasz? Kiedy ostatni raz byłeś na Ukrainie?
Nie byłem na Ukrainie od kwietnia 2009 roku. Wyjechałem w podróż po Europie. Teraz jestem na Bałkanach, wcześniej jeździłem po Skandynawii. Na Bałkanach czas zatrzymał się w głębokich latach 90. – gęsta mgła, w centrum miasta słychać świerszcze, sklep z bronią w samym środku dworca, kobiety z silikonowymi wargami i biustem, a po ulicach ciągną się furmanki z Cyganami. Podróżujemy z Maszarową niczym Hatifnaty, ze wzrokiem wbitym w wymarzoną płotkę, szukamy. I byłoby całkiem romantycznie, gdyby nie smutny fakt, że z punktu widzenia międzynarodowego reżimu wizowego człowiek z ukraińskim paszportem to gadający pies, zapłodniony karaluchami.
<334>
Jaki jest sens drogi?
Droga to surowe i jednocześnie wspaniałe spotkanie ze sobą, możliwość rozszerzenia świadomości, przełamania swojej indywidualności przez pryzmat różnych kontekstów. Droga to intensywne doświadczenie wewnętrznej przemiany. Lata przeżyte w jednym miejscu można zmieścić w tygodniu podróżowania. Inne miasta, inni ludzie – jest to cenne, ponieważ inne. I poczucie całkowitości, oddania się bez reszty. Droga – to jak upicie się duszy.
Jaka wiadomość z Ukrainy ostatnio wywarła na tobie wrażenie?
Anatolij Uljanow: Żadna. O wszystkim, co się teraz dzieje, pisałem już kilka lat temu w tekstach typu Chujowi zwyciężą, i dlatego putynizacja chutoru wcale mnie nie dziwi. Noc spotyka mrok.
<434>
Przez miesiąc kręciłeś się po Mińsku incognito, można więc uznać cię za zakonspirowanego eksperta od wrażeń na temat Białorusi. Co będzie z Białorusią za 16 lat?
Białoruś to Korea Północna Europy Środkowej; to absolutnie nie jest kraj, który można stopniowo zmieniać. To więcej niż regres, to głęboki czerwony rak – trzecie stadium. To nie jest życie, a porżnięty przez cenzurę film porno o KGB. „Za to ulice czyste”.
<534>
Napisałeś, że „szkoła rodzi mieszczucha, uniwersytet przemienia go w siłę roboczą”. Co z rodzicami, którzy to rozumieją i chcą dla swoich dzieci lepszej przyszłości? Jak powinien wyglądać system edukacyjny w świecie idealnym?
Uważam, że dziecku należy zapewnić „nie program edukacyjny, ale edukacyjny kontekst, opierający się na zainteresowaniu wiedzą, a nie na przymusie. Do tego niezbędne są parki rozwoju. System oceniania powinien być skasowany razem z nerwicami i panicznymi lękami, które za sobą niesie. Nauka powinna odbywać się zawsze przy pomocy socjalnych i indywidualnych gier. Otwarte pracownie, wykłady nad jeziorem, wszędzie jelenie i pedagogiczne roboty. Na łączce – kapsuły z dostępem do cyberprzestrzeni i obserwatoria. Czytelnia pod wierzbą płaczącą, a niedaleko niej – otwarte pokoje dla wyobraźni; sale kinowe, biblioteki i laboratoria – w otoczeniu topoli i klombów. Nic tak dobrze nie wpływa na proces poznawczy, jak czyste powietrze i nowe technologie”.Więcej w nadchodzącym numerze RPN. Przełożyła Katarzyna Kwiatkowska. Tekst pochodzi z 34 multimedia magazine
Artykuł ukazuje się w ramach programu Partnerstwo Wolnego Słowa. Projekt jest finansowany w ramach programu Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności w Regionie” – RITA, realizowanego przez Fundację Edukacja dla Demokracji.
Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.