Dwie strony podestu

Wydarzenia wokół spektaklu „Golgota Picnic” dowodzą, że część polskiego pluralistycznego społeczeństwa potrafi skorzystać z konstytucyjnie gwarantowanych praw. W piątek zrobiła to po dwóch stronach podestu na Placu Defilad. Reżyser spornej sztuki, Rodrigo Garcia, przyznał, że w Polsce nie miała miejsca bezpośrednia cenzura „katolicka”. Miała za to miejsce autocenzura dokonana przezRead more

28 czerwca 2014

Wydarzenia wokół spektaklu „Golgota Picnic” dowodzą, że część polskiego pluralistycznego społeczeństwa potrafi skorzystać z konstytucyjnie gwarantowanych praw. W piątek zrobiła to po dwóch stronach podestu na Placu Defilad.

Reżyser spornej sztuki, Rodrigo Garcia, przyznał, że w Polsce nie miała miejsca bezpośrednia cenzura „katolicka”. Miała za to miejsce autocenzura dokonana przez organizatora poznańskiego festiwalu Malta, który zrezygnował z wystawienia „Golgoty” po otrzymaniu od policji orientacyjnych statystyk dotyczących planowanych protestów oraz wniosku o zmianę miejsca i terminu wystawienia spektaklu. Decyzja Merczyńskiego paradoksalnie spowodowała szersze upowszechnianie tekstu sztuki w ramach, co ważne, darmowych wydarzeń w wielu miastach, w trakcie których odczytywano scenariusz lub odtwarzano zarejestrowany spektakl.

W Warszawie sztukę zaprezentowano w ramach czytania i koncertu w Nowym Teatrze, nagrania w Teatrze Rozmaitości oraz próbowano ją odczytać na Placu Defilad. „Gazeta Wyborcza” w sobotnim wydaniu zamieściła pełen tekst dramatu.

Choć wstęp na projekcję był w założeniu darmowy i przeznaczony dla wszystkich (także dla tych, którzy nie widzieli sztuki wcześniej lub nie mogli sobie pozwolić na zakup biletu), pracownik TR nieoficjalnie przyznał, że kasa musiała wcześniej zakończyć rozdawanie wejściówek w obawie, że niechętni sztuce wtargną na nią i zakłócą odtwarzanie. W tym kontekście warto przytoczyć wypowiedź samego reżysera, który w rozmowie z „Dwutygodnikiem” mówi: „wkurza mnie to, że robię teatr dla bogatych głupków. Marzę o tym, aby na moje spektakle przychodzili robotnicy i studenci, ale nie mam na to wpływu, bo nie ja tworzę system”. Na jego spektakle zazwyczaj przychodzi wyższa klasa średnia. Garcia przyznaje również, że jego celem jest wkurzenie widza i sprawienie, by czuł się niekomfortowo, co mogłoby zostać zrealizowane, gdyby wejście na spektal w TR zostałoby umożliwione również przeciwnikom.

fot. Katarzyna Łuszczyk
fot. Katarzyna Łuszczyk

Przed drewnianym podestem przy schodach do Pałacu Kultury rozstawiono krzesła dla widowni, która miała wysłuchać odczytu scenariusza „Golgoty Picnic”. Zanim jednak zebrała się publiczność, za podestem i barierkami modlili się protestujący. Po przyjściu widzów, zaczęli nawoływać do widowni z megafonu („Jesteśmy tutaj, aby pomóc wam wyrwać się z tego”), skandowali także „hańba”. Zdecydowana większość relacji z tego wydarzenia skupia się na działaniu protestujących. Warto jednak zwrócić uwagę na zachowanie samej widowni, która w pewnym sensie wchodziła w interakcję (na pewno nie dialog) z grupą za podestem. Skandowała hasło „wolność słowa”, ale to również z widowni padały komentarze „śpiewajcie”, „spadaj” (po którym nastąpiły oklaski). Po wypowiedzi protestującego „to, co się dzieje, nie mieści się w żadnych standardach”, pewien pan krzyknął „w pale się nie mieści”. W pierwszym rzędzie z boku stała grupa osób trzymająca transparent „Koalicji ateistycznej”. Ktoś pokazywał środkowe palce protestującym. Ktoś przebrany za Chucka Norrisa trzymał transparent „Krzyżowcy zlitujcie się”.

Gdy aktorzy wyszli z Teatru Studio na scenę rozstawioną przed Pałacem, przerwano modlitwy na rzecz ogłuszającego hałasu: talerze, gwizdki, gwizdy oraz wuwuzela utworzyły niesamowity jazgot. Widownia z drugiej strony oklaskiwała wchodzących na drewniany podest, którzy rozłożyli krzesła tyłem do protestujących. Hałas trwał przez cały czas odczytu „Golgoty”, w trakcie którego doszło do dwóch niejasnych incydentów. W pewnym momencie policjanci wkroczyli do protestujących, szykując się do obstawienia ich kordonem (do czego ostatecznie nie doszło) oraz miała miejsca próba wejścia na podest osoby protestującej. W trakcie odczytu aktorzy zostali oblani również wodą święconą. Po zakończeniu czytania jedna z aktorek podziękowała publiczności za obecność.

Tomasz Karolak, zapytany o odczucia po wydarzeniu, powiedział, że nie rozumie tych protestów, bo scenariusz był czytany publicznie po to, by pokazać, że w tekście nie ma nic obrazoburczego, nic, co mogłoby obrazić uczucia religijne. Według aktora, reżyser jest zafascynowany religią, porównuje cierpienie Jezusa do naszego cierpienia w dzisiejszym świecie. Z całą pewnością stwierdził, że nikt z protestujących sztuki nie widział, a ich protesty wynikają z odwoływania się wyłącznie do tytułu. Zestawił otwartość na różne prądy kulturowe z myśleniem ze średniowiecza. Aktor powiedział też, że protestujący zaczęli się bić z policją. Warto jednak odnotować, że sam Karolak siedział zwrócony tyłem do zebranych katolików.

Piątkowe wydarzenia potwierdzają, że część polskiego społeczeństwa potrafi korzystać z wolności słowa i realizuje swoją wolność sumienia. Dziwne jednak było ustawienie dwóch grup, które przyszły na odczyt na Plac Defilad – jedni, protestujący za podestem, widzący plecy aktorów, i drudzy, obserwujący zgromadzenie jak przedstawienie, dystansujący się od nich i poniekąd wyśmiewający ich (po przyjęciu założenia z góry) niższe kompetencje kulturowe.

Kiedy nie można stosować przemocy bezpośredniej, to ironia inteligetnych pozwala na pozbywanie się z przestrzeni publicznej gorzej sytuowanych warstw, które aktywizują się w momencie poczucia naruszania ich podstawowych wartości.

Katarzyna Nowicka

studentka prawa i socjologii w ramach Kolgium MISH. Recenzentka w portalu kulturalnym „Magazyn”, publikująca także na łamach portalu „Jagielloński24.pl”. Wolontariuszka w „Skarbie Solidarności” oraz w Stoczni. Interesuje się szeroko rozumianą kulturą, zwłaszcza literaturą i architekturą, a także ruchami społecznymi.

Dajemy do myślenia

Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.