Aktualności
Europa
Polityka
Ekstremalna kohabitacja – Czechy na krawędzi kryzysu konstytucyjnego
14 lutego 2026
20 sierpnia 2025
W erze, gdy globalna szachownica drży pod ciężarem rosyjskiej agresji, a Stany Zjednoczone pod wodzą Donalda Trumpa wracają do transakcyjnej dyplomacji, nieobecność przedstawicieli Polski i innych państw Europy Środkowej na kluczowych spotkaniach w Waszyngtonie może wydawać się strategicznym faux pas.
A jednak, patrząc na ostatnie wydarzenia – od kontrowersyjnego szczytu Trump-Putin na Alasce po dramatyczne negocjacje z udziałem Wołodymyra Zełenskiego – można dojść do wniosku, że ta nieobecność miała też swoje zalety. Naszym zasadniczym celem jest zdystansowanie się od pułapek symbolicznej normalizacji rosyjskiego imperializmu i niepodejmowanie dodatkowych zobowiązań finansowych ponad pomoc, jaką udzielamy już Ukrainie, a przekonanie do większego zaangażowania ze strony partnerów na Zachodzie Europy. W świecie, gdzie polityka to przedłużenie wojny innymi środkami, jak mawiał Carl von Clausewitz, a dla Kremla dyplomacja służy jedynie maskowaniu agresji, taka ostrożność może okazać się cnotą.
Zacznijmy od Alaski, gdzie Trump przyjął Władimira Putina z honorami godnymi sojusznika, a nie agresora. Administracja amerykańska zakładała, że marchewka w postaci prestiżowego powitania – zdjęcia na lotnisku, uściski dłoni, wspólna podróż limuzyną – połączona z kijem groźby sankcji wtórnych, które mogłyby zrujnować i tak chwiejną gospodarkę Rosji, skłoni Moskwę do konstruktywnych rozmów. Rosjanie, jak się okazało, kalkulowali inaczej. Putin (lub, jak spekulują niektórzy, jego sobowtór) zgarnął trofea – symboliczne fotografie, które w rosyjskiej propagandzie posłużą do legitymizacji władzy – i odleciał, zanim doszło do zaplanowanych dyskusji o gospodarce. Co zyskał? Kolejny krok w kierunku normalizacji nowego ładu międzynarodowego, w którym siła dyktuje granice, a słabsze narody stają się pionkami w grze o dominację. Dla Kremla, gdzie hierarchia władzy zależy od ciągłej wojny, każda taka okazja to paliwo dla narracji o "wielkiej Rosji" przeciw "dekadenckiemu Zachodowi".