Aktualności
Europa
Polityka
Strona główna
Bułgaria głosuje, a Rosja ma nadzieję na nowego Orbána
18 kwietnia 2026
21 maja 2014
Piękne słońce i ulewne deszcze, które na przemian gościły na londyńskim niebie w połowie maja, mogą posłużyć za metaforę losów głównych partii politycznych w okresie przedwyborczym.
Wiodące media podejmowały próby zwrócenia uwagi na inne aspekty pełnego członkostwa w Unii Europejskiej, ale spełzły one na niczym – najważniejszym tematem pozostaje imigracja, tuż obok ogłoszenia składu angielskiej drużyny na piłkarskie mistrzostwa świata. To ukazuje istotę problemu. Dopóki przeciętni brytyjscy wyborcy nie czują bezpośredniego wpływu kwestii europejskich na ich życie, nie zajmują one wysokiej pozycji na liście zadań. Jednak nawet ci niezainteresowani zdają się mieć mocno wyrobione zdanie w tym temacie.

Niczym nie zrażone dziesiątki tysięcy kart do głosowania powędrowały do brytyjskich domów. Według zasad „zostań w domu” demokracji, mieszkańcy będą je wypełniać zgodnie z instrukcją … umieść wypełniony formularz A w kopercie B, uważając, by adres umieszczony na odwrocie był widoczny przez okienko z przodu koperty. Następnie umieść kopertę B… Kontynuować? Jeśli istnieje sposób, aby odwieść ludzi od głosowania drogą pocztową, jest nim właśnie to szkolne ćwiczenie. Można się zastanawiać, ile kopert 22 maja zostanie wypełnionych jedynie częściowo.
Co do bardziej pozytywnych akcentów: The Daily Paragraph, pupilek konserwatywnej prawicy i centrum, opublikował dwustronicowy artykuł o – zgadza się – imigracji, pytając, czy jest ona dobra dla Wielkiej Brytanii. Muszę powiedzieć, że okazał się on mocno przeciwny utrzymywaniu poziomu imigracji – chyba że jesteś Polakiem. The Telegraph informuje, że – mimo obietnicy prezydenta Camerona dotyczącej zmniejszenia liczby przyjeżdżających do „dziesiątek tysięcy” przed wyborami w maju 2015 – w zeszłym roku na Wyspy zawitało 209 tys. obywateli Unii Europejskiej, o 60 tys. więcej niż w roku poprzednim. To oczywiście zniweczyło jego wcześniejsze deklaracje, ale 111 tys. z tego ogółu stanowili Polacy. Przybyło także Francuzów odżegnujących się od ataków fiskalnych Hollande’a na klasę bogatych, a część Londynu – szczególnie bogatsze okolice – stała się miejscem rozkwitu francuskich kawiarni i szkół.
Jednak pomimo nierównego przyrostu, Polacy nie trafili pod ostrze krytyki. Wręcz odwrotnie. Czy Pan Parker (biznesmen z Walii) uważa, że napływ Polaków kosztował Brytyjczyków ich stanowiska pracy (pierwsza linia ataku UKIP w tym i następnym tygodniu)? Nie, zupełnie nie. Pan Parker stwierdza, że – Polacy pracują znakomicie. Duma, jaką z tego czerpią jest niezwykła. Dbają o maszyny, a my mamy z nich przez to większy pożytek. Wydajemy mniej pieniędzy, robimy więcej interesów i w końcu zatrudniamy więcej ludzi. Jak można polemizować z tą teorią ekonomiczną? Jednak pierwotny wpływ i koszt niekontrolowanej imigracji zawierają się w zmianie społecznej.
Krytyka imigrantów staje się ostrzejsza szczególnie w miastach. Pan Parker jest z wiejskiej Walii i tu pojawia się paradoks: prowincja zdaje się lepiej asymilować i przystosowywać cudzoziemców niż miasta. Podobnie dzieje się w przypadku przeludnionych blokowisk biedoty, które mija się pociągiem w drodze do centrum Paryża. The Telegraph informuje więc o rosnącej liczbie raportów policyjnych z całego kraju, opisujących zachowania antyspołeczne w przeludnionych dzielnicach, a także pijaństwo i przemoc, szczególnie tam, gdzie ściągnęła duża liczba młodych mężczyzn. To głównie miasta na północy kuszące imigrantów niższymi kosztami utrzymania i nadzieją na nadmiar pracy.
Ta dychotomia między przeważnie pozytywnym stosunkiem do tłumnie osiedlających się Polaków a krytyką wobec cudzoziemców innych narodowości, których liczba jest zdecydowanie mniejsza, rodzi pytanie: czy Wielka Brytania jest krajem rasistowskim?
Przeprowadzony niedawno sondaż daje dodatkowo do myślenia: najwyższy poziom krytycyzmu wobec brytyjskiej polityki migracyjnej utrzymuje się wśród osób nieznających imigrantów – 71% z nich opowiada się za zdecydowanymi działaniami rządu w celu ograniczenia nadmiernej imigracji (widzianej przez nich jako niekontrolowanej). Liczba procentowa spada do 58 wśród ludzi, którzy znają imigrantów. Chociaż Telegraph przedstawia dane jako informację pozytywną, faktem jest, że średnio 64% Brytyjczyków domaga się kategorycznych działań – to w tym punkcie główne i centrowe partie znajdują się pod największą presją. Nie mają znaczenia rzeczywiste czy dostrzegane korzyści lub problemy związane z imigracją do Zjednoczonego Królestwa, w czasie zbliżających się wyborów w maju 2014 roku trwa walka o wybory powszechne 2015. Partie centrowe nie odniosą się więc do tego zagadnienia, ani nie wyciągną politycznych wniosków na przyszłość. Uniki i wątpliwe zagrania w tej kwestii tylko pomagają UKIP w zdobyciu przewagi.
Nie powinniśmy jednak popadać w rozpacz. Pan Tuczyński, 37-letni żonaty Polak, zapytany skąd pochodzą robotnicy stawiający jego nowy dom (którego nie ma już czasu wybudować samodzielnie) stwierdził: To walijscy robotnicy. Walijscy chłopcy. Można na nich polegać. Dobrze się spisują. Czy świadczy to o tym, że Polacy zabierają miejsca pracy brytyjskim budowniczym czy też raczej stwarzają je, ciężką pracą budując swój dobrobyt? Dobrobyt, który w ramach redystrybucji dóbr trafia potem w ręce brytyjskiej siły roboczej zmuszonej teraz dorównać zmienionym standardom, aby dostać pracę? Oczywiście, może to również ilustrować prostą zależność: oni też płacą i wymagają. Albo role się odwracają.
Felieton przetłumaczyła Joanna Zawada.
Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.