Honor elit przywódczych

Specjalny status klasy politycznej Tak rozumiana idea honoru odchodziła w zapomnienie wraz z demokratyzacją i mieszaniem się środowiska z niegdysiejszymi klasami niższymi. W dzisiejszym społeczeństwie egalitarnym honor w takim sensie, w jakim go rozumiały elity II Rzeczypospolitej, jest przeżytkiem i nie może normalnie funkcjonować, nie istnieje bowiem żadna mniejszość naRead more

27 stycznia 2012

Specjalny status klasy politycznej

Tak rozumiana idea honoru odchodziła w zapomnienie wraz z demokratyzacją i mieszaniem się środowiska z niegdysiejszymi klasami niższymi. W dzisiejszym społeczeństwie egalitarnym honor w takim sensie, w jakim go rozumiały elity II Rzeczypospolitej, jest przeżytkiem i nie może normalnie funkcjonować, nie istnieje bowiem żadna mniejszość na tyle silna, by odgrodzić się od reszty murem zasad i rytuałów. Mobilność jednostek uniemożliwia znalezienie wspólnego solidnego fundamentu, podobnego do tego, na którym budowali swoją tożsamość przedwojenni gentlemani.

A jednak, nawet w dzisiejszej liberalnej demokracji mieszczańskie prawo nie do końca wyparło feudalny honor. Choć pojedynki są nie tylko zakazane prawnie – tak było już w XIX wieku – ale i nieakceptowane społecznie i choć sam kodeks honorowy uległ rozmyciu, pojawiły się nowe rytuały pełniące funkcję minionych pojedynków i stanowiące próbę obrony specjalnego statusu klasy politycznej. Obraza z pozoru jest dzisiaj jedynie aktem agresji słownej, który może z powodzeniem znaleźć satysfakcjonujące zadośćuczynienie w sądzie. Trudno jednak pozbyć się wrażenia, że obrona własnej godności przed atakami adwersarzy znajduje się wciąż w sferze zgoła irracjonalnej. Rzekomy honor klasy politycznej zdaje się nadal, w jej własnych oczach, wyróżniać ją na tle reszty społeczeństwa. Jako że prawo dominuje formalnie nad kodeksem honorowym, współczesne zatargi honorowe pojawiają się zazwyczaj pod płaszczykiem zachowań niezgodnych z prawem. I to prawo staje obecnie najczęściej na straży „honoru”.

Godność – nie honor – posiadają wszyscy, prawo do jej obrony z urzędu już jednak tylko nieliczni. Znieważenie Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej jest przestępstwem ściganym z urzędu (art. 135 k.k.) i zagrożonym karą do trzech lat pozbawienia wolności. Podobnie znieważenie funkcjonariusza publicznego w związku z pełnieniem przez niego obowiązków podlega karze grzywny bądź pozbawienia wolności do roku (art. 226 k.k.). Formalnie, wedle polskiego prawa, zniewagą jest naruszenie czyjejś godności, chodzi przy tym o godność samego urzędu, a nie osoby. Czy jednak nawet w ten sposób ujęte przestępstwo znieważenia prezydenta oraz funkcjonariusza publicznego to nie jest przypadkiem feudalny anachronizm, sprzeczny z zasadami równości i wolności słowa?

Najczęściej chyba obrażanym i obrażającym się prezydentem był Lech Kaczyński. Obrażali go dziennikarze polscy (np. Michał Figurski: „mały, niedorozwinięty, głupi człowiek”), niemieccy („Die Tageszeitung”: „kartofel”), politycy (m.in. Stefan Niesiołowski: „mały, zakompleksiony człowiek”; Janusz Palikot: „cham”), bezdomni (Hubert H.: wulgarnie) oraz były prezydent (Lech Wałęsa: „dureń”). Co ciekawe, we wszystkich tych przypadkach prokuratura nie dopatrzyła się znamion znieważenia, często pomimo zażaleń płynących ze strony Kancelarii Prezydenta RP. W innych sprawach bywało różnie i kończyło się na przykład grzywną (Andrzej Lepper za nazwanie prezydenta Kwaśniewskiego „największym nierobem w Polsce”).

Prawo i honor – procesy o zniesławienie

Znacznie ciekawszą formą obrony honoru są dzisiaj procesy o zniesławienie (wszczynane z oskarżenia prywatnego), za które, o ile skutkuje ono poniżeniem w oczach opinii publicznej, grozi kara do dwóch lat więzienia (art. 212 k.k.). Gustują w nich szczególnie politycy, gdyż za obrazy tego rodzaju nie domaga się zazwyczaj satysfakcji wśród zwykłych obywateli (pomijając, rzecz jasna, bójki). Można wręcz odnieść wrażenie, że stanowią one substytut niegdysiejszych pojedynków, gdyż są nowoczesną hybrydą dwóch porządków: honorowego i prawnego.

Przykłady można by mnożyć: były szef MSWiA Janusz Kaczmarek przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu (m.in. za „agenta śpiocha”), Lech Wałęsa przeciwko Lechowi Kaczyńskiemu (za „Bolka”), Donald Tusk przeciwko Jackowi Kurskiemu (za sugestie o nielegalnym finansowaniu kampanii prezydenckiej), Jarosław Kaczyński kontra Palikot (za „spreparowanie” afery hazardowej), ten sam Kaczyński kontra Giertych (za zbieranie „haków” na Tuska), Majchrowski kontra Ziobro (za „zwykłego nieudacznika”) itd., itp. Tego rodzaju procesy nie dotyczą zresztą tylko polityków, lecz także innych grup o wyodrębnionym, przywódczym statusie w określonych środowiskach (Zbigniew Boniek pozywający Jana Tomaszewskiego) lub po prostu stanowiących jakąś elitę (prezes NBP Sławomir Skrzypek kontra Jan Winiecki, za dyplom „wydębiony psim swędem”, czy ks. Henryk Jankowski kontra Paweł Huelle, m.in. za „Gauleitera”). Pomimo pozornych różnic we wszystkich tych przypadkach zarówno powód, jak i pozwany uznają się za równych sobie przedstawicieli tej samej wyróżnionej grupy. Podobne słowa wypowiedziane przez zwykłych śmiertelników nie stałyby się zapewne zaczątkiem procesu, pojedynkowanie się z kimś nierównym rangą nie mieści się bowiem w kanonie zachowań honorowych.

Łukasz Kielban

Łukasz Kielban (1983), historyk męskości, doktorant i wykładowca podyplomowych gender studies na UAM w Poznaniu. Bada wzorzec zawarty w etosie oficerskim w Polsce międzywojennej jako jeden z dominujących w tym okresie modeli męskości. Autor blogu poświęconego historii męskości: www.czasgentlemanow.pl

Dajemy do myślenia

Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.