Aktualności
Demokracja
Europa
Polityka
Strona główna
Wygrał Magyar. Jaka będzie Europa bez Orbána? Koniec wymówek, że Budapeszt blokuje
14 kwietnia 2026
13 sierpnia 2014
Bieżąca sesja parlamentarna zbliża się ku końcowi: członkowie brytyjskiego parlamentu spakowali już swoje torby i z niecierpliwością oczekują ucieczki od trosk o swój elektorat wyborczy oraz od świadomości, że w ciągu najbliższego roku mogą stracić swoją pracę.
Pilnowanie dyscypliny partyjnej nie wydaje się iść w parze z demokracją. Oczywiście, jest mnóstwo ludzi pracujących w stresie, którzy, aby poradzić sobie z presją życia publicznego, potrzebują wsparcia ze strony Królowej. Niemniej, wewnątrz politycznego establishmentu Wielkiej Brytanii oznacza to również proces, który wymusza na członkach parlamentu zgodne z prawem posłuszeństwo i podporządkowanie swoich sumień stanowisku partii. Nie różni się to niczym od tak wielu tak zwanych „demokratycznych procesów” na całym świecie. Ostatnia znakomita ilustracja realiów amerykańskiej polityki w serialu „House of Cards” w roli głównej obsadziła Kevina Spacey wcielającego się w fikcyjną postać, odpowiadającą brytyjskiemu rzecznikowi dyscypliny partyjnej („whip”). Na nieszczęście, naszym nowym Kevinem Spacey jest były Minister Edukacji – Michael Gove. Stwarzający podziały, zadufany w sobie i destrukcyjny polityk jakim jest Gove, został teraz przeprogramowany, aby dyscyplinować członków Partii Konserwatywnej do zajęcia wspólnego stanowiska i nadania kształtu jego partii – wszystko to, mając na względzie zbliżające się w maju 2015 wybory.

Wybór Davida Camerona zaskoczył wielu komentatorów. Gove będzie musiał zmagać się z kilkoma kluczowymi kwestiami, w większości podnoszonymi przez nową opozycję – Partię Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (United Kingdom Independence Party, w skrócie UKIP – przyp. red). Jeśli bowiem, w chwili obecnej Partia Pracy prezentuje się jako wyjątkowo bezwładna i umiarkowana opozycja, to nie można tego powiedzieć o Nigelu Farage. Świeżo po triumfie w wyborach do Europarlamentu, UKIP twierdzi, że jest już na tyle dojrzała, aby wejść do parlamentu z grupą posłów, których Brytyjczycy, jak mają nadzieję, wybiorą w maju przyszłego roku. Już teraz pracują ciężko nad deklaracjami wyborczymi, które zostaną ujawnione po powrocie z wakacji, na jesieni. Ich centralnym punktem będą zapewne obietnice dotyczące imigracji i przyszłości Wielkiej Brytanii w Europie – a więc dwa najważniejsze pola debaty krajowej. Zadaniem Michela Gove będzie zagwarantowanie, aby żaden Torys nie wystąpił z szeregu i nie poparł programu UKIP.
Partia Torysów emanuje jednością, która nie przystaje do realiów rzeczywistości. Pod płaszczykiem powierzchownej dyscypliny, wielu Konserwatystów sympatyzuje ze stanowiskiem UKIP – kierownictwo partii zabrania im jednak manifestować tego publicznie. Oni również chcą ograniczyć imigrację w stopniu znacznie większym, niż ma to miejsce obecnie oraz zamknąć granice Zjednoczonego Królestwa dla europejskich migrantów chcących rozpocząć tu nowe życie i, w oczach wielu, nadszarpnąć system zdrowia i opieki społecznej, który i tak jest już na skraju upadku. W pojedynczych okręgach wyborczych, gdzie UKIP reprezentuję realną opozycję, pojawi się pokusa osłabienia tej partii przez przyjęcie jej programu – i tam też będzie wkraczał Gove. Wybór bezdusznej i nieposiadającej przyjaciół rozgrywającego, dokonany przez Camerona, wynika z przekonania, że potrzebne jest twarde stanowisko a jego „utwardzanie” wymaga politycznej siły – innymi słowy Gove stanie się tym, kim dla Torysów jest Królowa zadająca ból i karę, które mają pomóc partii Torysów wygrać kolejne wybory. Oczywiście przywołuje to różnego rodzaju wyobrażenia Gove’a ubranego w czarną skórę – w każdym razie, na mnie tak to działa – zapraszającego „błądzącego” parlamentarzystę do lochu, aby porozmawiać z jego sumieniem i udzielić mu lekcji.
Jak często twierdzę w moich listach, Polacy zajmujący w Wielkiej Brytanii szczególną pozycję i mający duży wpływ na jej wewnętrzną politykę, powinni zechcieć swojego wpływu użyć. Zrozumienie dlaczego tego nie robią, jest wciąż przedmiotem mojej fascynacji. Jeśli ich głos wyborczy zostanie zmobilizowany w jakimkolwiek określonym kierunku jest pewne, że mogliby odegrać znaczącą rolę – albo wspierając Gove’a, albo utrudniając mu wypełnianie jego misji. Ostatnio miałem styczność z projektem badawczym pod nazwą „Aspire” i z niecierpliwością czekam na podzielenie się z Wami jego rezultatami w następnym liście, gdy płyty tektoniczne polityki Wielkiej Brytanii będą kontynuować swoje ruchy w kierunku Maja 2015 roku.
Tłumaczenie: Maria Radziejowska
Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.