Wataha i zagrożenia internetu

Oglądanie przyzwoicie wyprodukowanej „Watahy” może wprowadzić w świąteczny błogostan widza „nawróconego” na polskie seriale. Warto mieć jednak na uwadze, że system „wideo na życzenie” niesie za sobą szczególne zagrożenie. Jakub Wencel Za serial Wataha zabrano się ze szczególną pilnością i ambicjami. Ta pierwsza całkowicie oryginalna produkcja polskiego oddziału HBO miała wyróżniaćRead more

30 grudnia 2014

Oglądanie przyzwoicie wyprodukowanej „Watahy” może wprowadzić w świąteczny błogostan widza „nawróconego” na polskie seriale. Warto mieć jednak na uwadze, że system „wideo na życzenie” niesie za sobą szczególne zagrożenie.

Jakub Wencel

Za serial Wataha zabrano się ze szczególną pilnością i ambicjami. Ta pierwsza całkowicie oryginalna produkcja polskiego oddziału HBO miała wyróżniać się z zalewu europejskich thrillerów ze względu na specyfikę miejsca akcji (polsko-ukraińskie pogranicze) i dobór aktorów kojarzonych ze polskim współczesnym kinowym realizmem (Bartłomiej Topa, Marian Dziędziel). Jednocześnie równała do innych produkcji amerykańskiego giganta, łącząc popularne „kino gatunków” z ambitnymi konwencjami dramatycznymi.

plakat serialu
plakat serialu

Historia rozpoczyna się od eksplozji ładunku wybuchowego, który został podłożony pod jedną spod górskich stanic. W zamachu ginie cała załoga stacjonującego tam oddziału Straży Granicznej z wyjątkiem kapitana Wiktora Rebrowa (Leszek Lichota). Szybko staje się on głównym podejrzanym w oczach związanej ze śledztwem prokurator Igi Dobosz (Aleksandra Popławska). Tymczasem Komendant Straży Granicznej powierza zorganizowanie nowego zespołu oficerowi ze Szczecina, majorowi Konradowi Markowskiemu (Andrzej Zieliński), w skład którego wejdą m.in. nowicjuszka Natalia Tarkiewicz (Magdalena Popławska) i doświadczony kapitan oraz stary znajomy Rebrowa Adam Grzywaczewski (wspomniany już Bartłomiej Topa).

Pod względem scenariusza i walorów produkcyjnych Wataha stoi zdecydowanie wyżej od tego, co oferuje polska „wielka czwórka”, TVP 1 i 2, Polsat oraz TVN. Trudno jednak nie dostrzec jej toporności w zapożyczaniu zagranicznych i polskich kodów gatunkowych. Od pierwszych minut widać zakorzenienie produkcji w kulturze amerykańskich seriali – na szczęście bliższe serialowi Homeland niż starszym produkcjom takim jak Alias czy 24. Gdyby Watahę kręcono za oceanem, znalazłaby się w paśmie stacji Showtime jako „serial środka”, lokujący się między ugrzecznionymi propozycjami network television, a ofertą stacji kablowych w rodzaju AMC czy HBO. Sensacyjny charakter Watahy jest też równoważony przez silne inspiracje polskim thrillerem po 1989 roku. Instytucja Straży Granicznej, wraz z jej idealistycznymi, ale również i targanymi wewnętrznymi demonami szeregowymi funkcjonariuszami oraz uwikłaną w cyniczne intrygi „górą” umiejscawia się gdzieś pomiędzy politycznym katastrofizmem Smarzowskiego a brudnym, zmęczonym heroizmem bohaterów Pasikowskiego.

cover

Mobilizacja internetowej widowni

Na Watahę warto spojrzeć w kontekście przemian polskiego rynku telewizyjnego, które stwarzają rodzimej telewizji szansę odzyskania „ambitniejszej” grupy odbiorców, utraconej, wydawałoby się bezpowrotnie, na rzecz Internetu. Polskie stacje telewizyjne do tej pory ignorowały ten sektor widzów. Eksperymenty w rodzaju TVN-owskiego „Naznaczonego” nie spotkały się z uznaniem publiczności. Wataha jest pierwszą spektakularną próbą skapitalizowania tego sektora. I to próbą – przynajmniej pod względem komercyjnym – niezwykle udaną.

Pierwszy odcinek serialu obejrzało przez pierwsze kilka dni od premiery aż 1 milion 80 tysięcy widzów, z czego ponad połowa dzięki platformie HBO GO. Tak duży udział internetowej widowni sygnalizuje, że Wataha nie przyciągnęła oddanych widzów Fali zbrodni, lecz widzów zupełnie niezainteresowanych tym, co przez ostatnie lata miała do zaoferowania polska telewizja. Widać to zresztą w kampanii promocyjnej serialu: wyjątkowo intensywnej w Internecie i niemal zupełnie niewidocznej w innych środkach przekazu. Komunikat jednoznacznie kierowano do widza, który, mając właściwie nieograniczony dostęp do bogatego zagranicznego rynku telewizyjnego, przestał w ogóle zwracać uwagę na jego rodzime parafrazy.

Intensywna mobilizacja internetowej widowni to trend światowy, w który Polska tylko się wpisuje. Po sukcesach Netflixu i Amazon Prime, również HBO zaplanowało uruchomienie własnego systemu video na życzenie. System telewizyjnych subskrypcji może być ratunkiem dla niszowych, bardziej wymagających od widzów produkcji, które do tej pory umiarkowanie dobrze radziły sobie w systemie mierzenia oglądalności Nielsena i szybko schodziły z ramówek stacji. Większe wyspecjalizowanie rynku może doprowadzić do podwyższenia standardu produkcji telewizyjnych.

Porzucenie konwencjonalnych form dystrybucji na rzecz platform internetowych niesie za sobą jednak szczególne zagrożenie. To zjawisko prowokuje pytania o równe traktowanie treści dostępnych w internecie. Zasada neutralności internetu (net neutrality lub net equality) zakłada, że dostawcy usług internetowych i rządy traktują wszystkie dostępne w Internecie dane w sposób jednakowy, bez zróżnicowania ze względu na rodzaj użytkownika, treść, czy rodzaj platformy lub aplikacji, za pomocą których są prezentowane. I chociaż Netflix twardo stoi za zasadą net neutrality, stanowisko HBO nie jest równie klarowne. Jeff Bakes, prezes korporacji Time Warner, do której należy HBO, zamiast o równym dostępie do treści woli mówić „o owocnej, finansowej współpracy z dostawcami Internetu”.

Jak to zwykle bywa w przypadku internetowych rewolucji, obietnicy ułatwienia dostępu do wysokiej jakości treści niesie ryzyko, że ostatecznie skończy się na jego ograniczaniu.

Polecamy:

Oliwia Bosomtwe | Emancypacja „bąbelkowej pupy”

Marcin Czardybon | Dizajn w służbie społeczeństwu

Tomasz Kasprowicz | Modne bzdury

Jakub Wencel

Student filozofii na Uniwersytecie Warszawskim. Zajmuje się krytyką muzyczną i filmową oraz pisze o grach komputerowych. Publikował teksty między innymi na łamach serwisów i czasopism „Res Publika Nowa”, „Dwutygodnik”, „Krytyka Polityczna”, „Wakat”, „Filmweb”, „Gry-OnLine”, „Polygamia”, „Porcys” „Książę i żebrak”. Wyróżniony w XIV, XV i XVIII edycji Konkursu im. Krzysztofa Mętraka.

Dajemy do myślenia

Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.