Wietrzenie w Teatrze Żydowskim

Nie można odmówić Gołdzie Tencer odwagi, która była niezbędna, żeby powierzyć Kleczewskiej jubileuszową premierę. Z nadzieją traktuję "Dybuka" jako zwiastun nowego w Teatrze Żydowskim

12 maja 2015

Krąży anegdota, że Gołda Tencer, wieloletnia aktorka, a od niedawna dyrektorka Teatru Żydowskiego w Warszawie, zaprosiła Maję Kleczewską do realizacji „Dybuka” na jubileusz 65-lecia teatru mówiąc, że „chce przewietrzyć ten teatr bez robienia przeciągu”.

Słynąca z odważnych, skandalizujących spektakli Kleczewska wzięła sobie do serca te słowa – na scenie Teatru Żydowskiego powstał jeden z najbardziej zachowawczych i, niestety,  jeden z najsłabszych spektakli w jej karierze.

Słowo „Dybuk” po hebrajsku oznacza „przylgnięcie”. W tradycji żydowskiej Dybukiem nazywa się zagubione w obcych ciałach dusze zmarłych. Należący do klasyki jidyszowego dramatu tekst Szymona An-skiego, to oparta na ludowej legendzie opowieść o duszy zmarłego ucznia jesziwy, Chunona, wcielającej się w ciało ukochanej Lei. Dybuk wnika w ciało dziewczyny w dniu jej ślubu, by dokończyć swoje przerwane przedwcześnie życie, a przede wszystkim by ukarać jej ojca, wdowca Michaela, który wcześniej przyrzekł ją jemu. Pełny metafizyki dramat Dybuka rozgrywa się na pograniczu świata żywych i umarłych. Stanowi wstrząsające świadectwo przeciwko unicestwieniu, śmierci, zapomnieniu, zdradzie.

Napisany w 1920 roku tekst An-skiego jest dziełem niesamowicie pojemnym, posiadającym ogromne możliwości interpretacyjne oraz inscenizacyjne, odbijającym w swojej głębi metaforę tragicznych losów Holocaustu, który spowodował unicestwienie, przedwczesne przerwanie, milionów ludzkich istnień.

„Co się dzieje z nagle przerwanym, ludzkim życiem”? „Kto przeżywa je za nas”? – pyta Dybuk.

„I ciągle widzą ich twarze, ustawnie w oczy ich patrzę – ich nie ma – myślę i marzę, widzę ich w duszy teatrze”. Kleczewska przywołuje cytat z Wyspiańskiego, jako motto, klucz, do swojego spektaklu wiążąc mocno swoją interpretację „Dybuka” ze znajdującym się w centrum dawnego getta warszawskiego Teatrem Żydowskim, wzbogacając tekst An-skiego o relacje ofiar Holocaustu oraz fragmenty z tekstów Primo Leviego.

Przestrzeń gry odwzorowuje salę prób teatru: słynna, drewniana podłoga, gołe ściany, z tyłu duże lustro odbijające przestrzeń sceny i widownię. Fragmenty modlitw oraz żydowskich pieśni aktorzy wykonują w jidysz oraz po hebrajsku. Na scenie Lea pojawia się w trzech postaciach: mamy Leę „właściwą”, w którą wstępuje Dybuk, graną przez Magdalenę Koleśnik, ale pojawia się też Gołda Tencer w czarnej, żałobnej sukni, oraz Joanna Przybyłowska (obie, przed laty, grały rolę Lei na tej samej scenie). Lea Przybyłowskiej, milcząca, w przerysowanym, mocnym makijażu przypomina Leę Lili Liany ze słynnej, przedwojennej ekranizacji „Dybuka” z 1937 r. w reżyserii Michała Waszyńskiego – pierwszego pełnometrażowego filmu w języku jidysz zrealizowanego w Polsce.

rekl_ts
Reklama

Przewodnikiem, wprowadzającym widzów w świat opowieści jest Meszulach – figura spoza czasu, wykluczona, tajemnicza, obca, pozbawiona tożsamości, ale obecna niemal przez cały czas na scenie.

Po mocnej, otwierającej spektakl scenie śmierci Chunona i wniknięcia jego duszy w ciało Lei, spektakl niebezpiecznie skręca w stronę farsy. Nawiązujący do komicznych występów w Żydowskim Henryk Rajfer w roli Rabina przegania aktorkę śpiewającą „Jidł min’t fidł” pogardliwym „A idź, cepelia”. Autotematyczne żarty aktorów z teatru i samych siebie sprawiają, że metafizyka ulatnia się i w kluczowych scenach Sądu Tory oraz odegranego z ogromnym poświęceniem opętania, spektakl nie unosi powagi tekstu.

Wyświetlane z tyłu fotografie przedstawiające Plac Grzybowski, Aleje Jerozolimskie, obszary dawnego getta – dybuka Warszawy – nie wystarczają, aby osadzić przedstawienie we współczesnym dyskursie na temat Zagłady. Nie wystarczają też aby poruszyć, pozwolić wybrzmieć dodanym przez reżyserkę i dramaturga świadectwom ofiar.

Nierówny, chaotyczny, pozbawiony metafizycznej głębi spektakl trudno uznać za udany– ale nie można odmówić Gołdzie Tencer odwagi, która stoi za decyzją o powierzeniu Kleczewskiej jubileuszowej premiery tak ważnego tekstu. Z nadzieją traktuję „Dybuka” jako zwiastun nowego, otwartego na młodych artystów, kierunku jej dyrektury w Teatrze Żydowskim.

Dajemy do myślenia

Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.