W każdych czasach coś pęka inaczej

Z okazji 25-lecia Gazety Wyborczej poproszono Jacka Żakowskiego o napisanie artykułu. Miał on stanowić odpowiedź na tekst tego samego autora zatytułowany Coś w Polsce pękło, coś się skończyło, opublikowany dokładnie 20 lat temu. Tamten artykuł przedstawiał gorzką zadumę autora nad stanem ducha polskich elit politycznych w kilka lat po transformacji ustrojowej. Żakowski nieRead more

9 czerwca 2014

Z okazji 25-lecia Gazety Wyborczej poproszono Jacka Żakowskiego o napisanie artykułu. Miał on stanowić odpowiedź na tekst tego samego autora zatytułowany Coś w Polsce pękło, coś się skończyło, opublikowany dokładnie 20 lat temu. Tamten artykuł przedstawiał gorzką zadumę autora nad stanem ducha polskich elit politycznych w kilka lat po transformacji ustrojowej.

Żakowski nie szczędził w nim słów krytyki środowisku postsolidarnościowemu. Nawoływał do głębokiej refleksji dotyczącej zasad etycznych, które powinny przyświecać działalności publicznej. Gdyby tę samą dyskusję ponownie podjął po kolejnych dwudziestu latach, z pewnością stworzyłby artykuł przykuwający uwagę. Zdecydował się jednak – z zastosowaniem nawiązującego do tamtego tekstu tytułu Coś znów pękło, coś się zaczyna – poruszyć temat bezkrytycznego przez wiele lat stosunku środowiska Gazety Wyborczej do kierunku i kształtu reform gospodarczych w Polsce. Pozornie tematy zdają się mieć ze sobą niewiele wspólnego. Należy jednak założyć, że nawiązanie nie było przypadkowe. Oba artykuły uzupełniają się, tworząc swoisty bilans 25 lat przemian, dokonany przez pryzmat postaw elity życia publicznego, która wykształciła się w czasie transformacji gospodarczej i ustrojowej.

Jacek Żakowski, fot. Radosław Cetra / wikipedia.org
Jacek Żakowski, fot. Radosław Cetra / wikipedia.org

Jubileuszowy tekst Żakowskiego to akt oskarżenia skierowany wobec osób, które wpływały na linię polityczną Gazety przez większość jej dotychczasowej historii – w tym wobec samego autora. Polska wchodziła w nowy etap dziejów, kiedy sformułowany został Konsensus Waszyngtoński. To zbiór zasad prowadzenia polityki gospodarczej, do dziś obowiązujący w Międzynarodowym Funduszu Walutowym i Banku Światowym. Z dzisiejszej perspektywy coraz rzadziej traktowany jest jednak jako aksjomat. Przez lata ten zdecydowanie liberalny dokument programowy był Świętym Graalem środowiska Gazety Wyborczej. Na jego podstawie  przeprowadzano procesy transformacji gospodarczej nie tylko w Polsce, ale m.in. w państwach Ameryki Łacińskiej. Dopiero nadejście kryzysu gospodarczego w 2008 roku spowodowało stopniową zmianę orientacji ideowej redaktorów z Czerskiej. Jacek Żakowski żałuje wielu okazji, jakie zmarnowano, nie słuchając głosu tych, którzy narrację Wyborczej negowali: „Nie chcieliśmy się niczego dowiedzieć od Leppera, Kaczyńskich, Giertycha, Wałęsy, Ikonowicza. (…) A oni mieli masę głupich pomysłów, ale mieli trafne spostrzeżenia”.

Nie jest moim celem streszczanie najważniejszych tez Żakowskiego. Tym bardziej, że nie jest on jedynym, który tego rodzaju poglądy głosi w ostatnim czasie. O wiele ważniejsze w kontekście dwóch tekstów, które dzieli dwadzieścia lat, wydaje mi się podkreślenie różnicy pomiędzy istotą problemów opisywanych przez autora. W 1994 roku problemem elity życia publicznego była jej wewnętrzna jakość. Niewypracowane standardy etyczne, skłonność do prywaty, osłabione poczucie honoru – wartości, na której szczególny kryzys zwracał wówczas uwagę Żakowski. Pół roku po likwidacji PGR-ów, w czasie, kiedy inflacja wynosiła ponad 30% rocznie, a bezrobocie rosło bezlitośnie – redaktor ubolewał nad problemem naruszonego etosu. Dziś zdaje się zauważać, że przez zapatrzenie w świat idei – wolnego rynku, demokracji, samorządności, przejrzystości, liberalizacji – przegapił świat, który tworzył się niezależnie od niego i jego redakcyjnych kolegów. Odwołując się do Demokracji w działaniu Roberta Putnama, Żakowski krytykuje obecnie polską reformę samorządową, którą traktuje jak „skok na główkę do pustego basenu”. Brakującą wodą w tym basenie ma być kapitał społeczny. To przez lata budowana kultura zaangażowania obywateli w inicjatywy podejmowane przez społeczność. Oparcie reformy na sprawnych instytucjach i rozwiązaniach prawnych przeniesionych z zagranicy nie przyniesie rezultatów, jeżeli tych społeczno-kulturowych podstaw zabraknie.

W ten sposób Żakowski zdaje się krytycznie odnosić do własnych słów sprzed dwudziestu lat. Nic się wówczas nie skończyło. Chciałoby się rzec, że wówczas jeszcze coś ważnego – budowanie kapitału społecznego – nie zaczęło się. Ówczesne zaskoczenie, że ludzie ze wspaniałymi opozycyjnymi kartami załatwiają dzięki stanowiskom prywatne korzyści dla siebie i całej rodziny, może zderzyć się z dzisiejszym zrozumieniem, że ludzie ci zyskali władzę w społeczeństwie pozbawionym kultury sprawowania władzy. Wieloletniej partycypacji obywateli w kształtowaniu rzeczywistości i podejmowaniu decyzji nie udało się zastąpić szeregiem ustaw i technicznych zmian. Pozostaje mieć nadzieję, że już nic więcej nie będzie musiało w Polsce pękać, w szczególności zaś czaszka – po kolejnym skoku na główkę do pustego basenu.

Kacper Van Wallendael

Student II roku prawa w ramach studiów międzywydziałowych w Kolegium MISH Uniwersytetu Warszawskiego. Przez wiele lat aktywny w organizacjach społecznych, stawiających sobie za cel aktywizację młodzieży i kształtowanie postaw obywatelskich. Interesuje się tym, co znajduje się na styku prawo-społeczeństwo, a także absolutnie wszystkim, co ma związek z edukacją, w szczególności - nowymi technologiami w edukacji.

Dajemy do myślenia

Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.