Europa
Nowy numer
Polityka
Strona główna
Polska bomba jądrowa? Najkrótsza droga do katastrofy
6 czerwca 2026
22 października 2014
Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa nie poszukuje poparcia wśród tradycyjnych wyborców Partii Konserwatywnej. Hasła partii wskazują raczej na chęć zdobycia głosów klasy robotniczej, typowego elektoratu Partii Pracy – o podobieństwach i różnicach między Nigelem Farage i Januszem Korwin-Mikkem pisze Kacper van Wallendael.
9 października 2014 roku zapisze się jako historyczny dzień w dziejach Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (United Kingdom Independence Party, UKIP). Tego dnia odbyły się wybory uzupełniające do Izby Gmin w okręgu Clacton, w których zwyciężył kandydat UKIP, Douglas Carlswell.
Carlswell wcześniej zrezygnował z mandatu w tym samym okręgu, ponieważ przeszedł z Partii Konserwatywnej do UKIP. Przyzwyczajeni do zmian barw partyjnych wśród naszych parlamentarzystów, możemy być zaskoczeni tym, że Carlswell postanowił oddać decyzję o swojej reelekcji w ręce wyborców. Decyzja była o tyle łatwiejsza, że system jednomandatowych okręgów wyborczych wymusza przeprowadzenie wyborów uzupełniających – nowemu-staremu parlamentarzyście nie groziło, że jego miejsce zajmie kolejna osoba na liście.

Wprowadzenie, po raz pierwszy, posła do Izby Gmin przez UKIP stanowiło największy w historii brytyjskiej polityki wzrost poparcia dla partii w danym okręgu pomiędzy jednymi wyborami a drugimi. W wyborach decydujące znaczenie miała kandydatura Carlswella – sondaże przeprowadzone w maju, przed jego przejściem do UKIP, wskazywały na zwycięstwo torysów.
Warto zwrócić uwagę na kwestie, które przyczyniają się do wzrostu popularności Partii Niepodległości w brytyjskim społeczeństwie, który był widoczny już w zwycięskich dla UKIP wyborach do Parlamentu Europejskiego. Wiosną do zwycięstwa doprowadziły ją hasła likwidacji Unii Europejskiej i przekazania władzy rządom poszczególnych krajów. Nie bez znaczenia pozostaje także sama postać lidera partii, Nigela Farage’a. Charyzmatyczny, obficie używający barwnych metafor, w eleganckich, nieco dandysowatych ubraniach; Polakowi nie sposób uniknąć skojarzeń z Januszem Korwinem-Mikkem, którego dosadny język, krytykujący cały polityczny establishment, z łatwością trafia do młodych wyborców. UKIP, podobnie jak Kongres Nowej Prawicy, odwołuje się do idei konserwatywnych, od których – zdaniem przedstawicieli partii – odeszli w ostatnich latach torysi.
Na tym jednak podobieństwa zdają się kończyć. Najważniejszą różnicą nie jest nawet to, że Farage to zagorzały zwolennik demokracji w jej najbardziej bezpośrednich formach. Przede wszystkim jednak UKIP nie poszukuje poparcia wśród tradycyjnych wyborców Partii Konserwatywnej. Hasła partii wskazują raczej na chęć zdobycia głosów klasy robotniczej – typowego elektoratu Partii Pracy.
UKIP podkreśla, że nie zamierza prywatyzować National Health Service – odpowiednika polskiego NFZ – ani wprowadzać opłat za świadczenia medyczne. W swoich antyimigranckich hasłach UKIP twierdzi, że miejsca pracy, które dziś zajmowane są przez imigrantów, staną się w pierwszej kolejności dostępne dla obywateli Wielkiej Brytanii. Chcąc powstrzymać napływ siły roboczej z innych krajów Unii Europejskiej, politycy UKIP występują w istocie przeciwko swojej domyślnej, wolnorynkowej orientacji politycznej.
Nigel Farage, choć jego ubiór, język i bagaż doświadczeń wskazywałyby na izolację od klasy robotniczej – uczęszczał do prestiżowej Dulwich School, a potem pracował jako makler na giełdach towarowych – często widziany jest z piwem w lokalnych pubach. Choć zdaje się tam czuć jak ryba w wodzie, to nie sposób nie odnieść wrażenia, że to chwyt podobny do tego, który ostatnio zastosował Janusz Korwin-Mikke, pokazując się w garniturze i muszce na meczu Piasta Gliwice.
W czasie kampanii w wyborach uzupełniających w Heywood and Middleton (ostatecznie przegranych różnicą sześciuset głosów) UKIP porównywała się z laburzystami, przekonując na swoim profilu na Facebooku: „Labour have let you down” (Partia Pracy was zawiodła). Nic w tym dziwnego, biorąc pod uwagę, że mandat z tego okręgu zawsze obejmowali właśnie politycy Partii Pracy. Oba miasta wchodzące w jego skład to dawne ośrodki przemysłu tekstylnego, z przeważającym udziałem klasy robotniczej i wysokim poziomem uzwiązkowienia.
Statystyki z 2001 roku wskazywały, że 38% ludności Heywood nie posiada żadnego, formalnego wykształcenia. Okręg wyborczy, w którym zwyciężył Carswell, również jest charakterystyczny – po pierwsze, to okolice nadmorskiej miejscowości Clacton, zamieszkałej prawie wyłącznie przez białych Brytyjczyków, w znacznej mierze na emeryturze. Ponadto w skład okręgu wchodzi m.in. wieś Jaywick, która według badań z 2010 roku stanowiła najbardziej zubożałe miejsce w całej Wielkiej Brytanii, z bezrobociem sięgającym 50%. Tegoroczna, największa w historii konferencja UKIP odbyła się w Doncaster – mieście znanym z kopalni węgla, w większości zamkniętych w czasach rządów Margaret Thatcher.
Wybory parlamentarne w maju przyszłego roku pokażą, czy UKIP będzie w stanie stać się ważną partią na brytyjskiej scenie politycznej. System jednomandatowych okręgów wyborczych sprzyja dwupartyjnemu status quo, o czym doskonale przekonała się w 2010 roku partia Liberalni Demokraci. Ugrupowanie Nicka Clegga otrzymało 23% głosów, ale zdobyło zaledwie 57 miejsc w Izbie Gmin. Partia Pracy, z wynikiem o 6 punktów procentowych lepszym, wprowadziła 258 posłów.
Wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego i ostatnich wyborów uzupełniających wskazują jednak, że Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa stara się wykorzystać możliwość zdobycia głosów zwolenników obu głównych partii. Wywodząc się z Partii Konserwatywnej, jednocześnie uderza w populistyczny ton, próbując zaskarbić sobie łaski klasy robotniczej.
Ta strategia może być bardzo skuteczna, choć ryzykiem jest doprowadzenie do utraty wiarygodności partii. Dobrym przykładem jest sprzeciw UKIP wobec wprowadzonego przez rząd torysów tzw. podatku sypialnianego (bedroom tax), choć świeżo wybrany poseł Carlswell był jego zdecydowanym zwolennikiem. Na szczęście dla partii jej nowy, robotniczy elektorat zdaje się o tym nie wiedzieć. Przynajmniej na razie.

Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.