Przeszło, minęło

Pośród protestów społecznych przetaczających się od paru lat przez świat Polska wygląda rzeczywiście jak zielona wyspa. Nie jest tak, że nie ma przeciwko czemu protestować, ale Ci, którzy mają powody do oburzenia, nie wyszli wcale na ulice. Nie zmienią tego sowicie opłacani związkowcy pana Dudy. Nie tak dawno pisałem o tym,Read more

23 września 2013

Pośród protestów społecznych przetaczających się od paru lat przez świat Polska wygląda rzeczywiście jak zielona wyspa. Nie jest tak, że nie ma przeciwko czemu protestować, ale Ci, którzy mają powody do oburzenia, nie wyszli wcale na ulice. Nie zmienią tego sowicie opłacani związkowcy pana Dudy.

Nie tak dawno pisałem o tym, co się będzie działo we wrześniu – próba sił dwóch słabnących potęg – związków zawodowych i partii rządzącej. Starcie wynika nie do końca z wzajemnej animozji czy przeciwstawnych interesów, lecz jest walką o życie poprzez wykazanie swej siły w obliczu utraty popularności. Choć jeszcze wcześnie, możemy wstępnie szacować wyniki tego starcia.

©KevinVanden/flickr
©KevinVanden/flickr

Zatem związkowcy przeszli w największej manifestacji od lat – nikt nie wie dokładnie, ile osób w nich uczestniczyło, ale najczęściej podawana liczba to 100 000 osób. Wielkie wydarzenie jak na Polskę, ale w szerszej perspektywie już nie tak porażające. Hiszpania – kraj o porównywalnej wielkości – wygenerował protesty, w których brało udział pięć razy więcej osób, zaś demonstracje porównywalne do warszawskiej miały miejsce w mniejszych miastach, takich jak Walencja. Na mapie protestów świata przygotowanej przez redakcję „Guardiana” Polska wygląda na jeden z najspokojniejszych regionów.  Mówienie zatem o przebudzeniu społeczeństwa jest chyba przedwczesne – można raczej mówić o ziewnięciu.

No, ale na użytek wewnętrzny takie ziewnięcie może być uznane za wystarczające – wszystko zależy od tego, jak się je zinterpretuje. W ostatnim dniu protestów media były entuzjastycznie nastawione do protestujących. Komentatorzy nie przestawali mówić o nadchodzących zmianach. Dziś kilka dni później niewiele słychać o związkowcach i ich postulatach, które w większości są nie do spełnienia. Kompromitacja komisji Macierewicza przykryła dokładnie niedawne protesty. Wielkie wydarzenie idzie chyba w zapomnienie. Rząd górą?

Głównym błędem związkowców wydaje się być upojenie sukcesem. Pan Duda ze łzami w oczach mówił, jaki jest szczęśliwy w związku z przebudzeniem się związków. Zasadniczo jednak poza tym, że mamy sukces, w Polskę nie poszedł żaden komunikat zapowiadający co dalej. Co się stanie, jeśli rząd się nie ugnie: kolejna demonstracja? Groźba zablokowania wszystkich dróg w kraju jest wyrazem słabości – najwyraźniej związkowe oceny skuteczności ogłoszenia strajku generalnego są pesymistyczne. Blokady dróg to objaw bezsilności, zaś wdrożenie ich w życie spowodowałoby wybuch agresji przeciwko związkom – nie rządowi.

Najbliższe tygodnie pokażą jak zostanie skonsumowane to zwycięstwo związków. Każdy uciekający dzień to strata dla związków. Każdy tydzień poza Komisją Trójstronną to brak dialogu i zaostrzenie sporu. Wygląda na to, że kurs na zwarcie musi zakończyć się klęska związków bo chyba związki na następną 100-tysięczną demonstrację nie ma siły – szczególnie że nadciąga jesień i zima. Na wiosnę będzie już za późno. Czas działa na korzyść rządu – piłka po stronie związków.

Zaś polityczna porażka związkowców to korzyść dla przedsiębiorców. Utrata wpływu na polityków oznacza powrót do korzeni związków, czyli dialogu z pracodawcami i rozwiązywanie problemów na miejscu – w zakładach pracy. Dziś przyjęta strategia to wymuszanie ustępstw na wszystkich zakładach pracy poprzez wpływ na legislaturę. Odgórny przymus ma doprowadzić do poprawienia doli pracowników, a powoduje zazwyczaj wzrost bezrobocia – zwłaszcza wśród grup w najgorszej sytuacji – nisko wykwalifikowanych i bez doświadczenia, mieszkających w obszarach najbardziej zagrożonych bezrobociem.

Uregulowania ustawowe niszczą możliwość lokalnego dostosowania się do warunków geograficznych i branżowych. Do tego jednak potrzebny jest partner do dyskusji na miejscu. Trudno się z partnerem dogadywać, jeśli skupia się na wyjazdach do Warszawy.

Tomasz Kasprowicz

Redaktor naczelny Res Publiki Nowej, wiceprezes Fundacji Res Publika. Doktor finansów, absolwent Southern Illinois University, National Louis University, wykładowca akademicki z doświadczeniem na trzech kontynentach. Publicysta zajmujący się ekonomią i nowymi technologiami publikujący w Polsce i za granicą. Autor raportów dotyczących m.in. Metawersum, Euro, perspektyw finansowych UE. Przedsiębiorca prowadzący firmę zajmującą się informatyzacją i automatyzacją procesów biznesowych.

Dajemy do myślenia

Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.