Aktualności
Demokracja
Europa
Polityka
Strona główna
Wygrał Magyar. Jaka będzie Europa bez Orbána? Koniec wymówek, że Budapeszt blokuje
14 kwietnia 2026
28 października 2014
Historia samouczka do nauki języka angielskiego, w którym jako przykłady zastosowania angielskich czasów autor odmieniał zdanie „Tom gwałci Lindę”, która bardzo się z tego cieszy, pojawia się w mediach od około dwóch lat.
W ostatnich dniach Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego złożyło skargę do Komitetu ds. Likwidacji Dyskryminacji Kobiet ONZ na to, że prokuratura najpierw odmówiła wszczęcia śledztwa w tej sprawie śledztwa z art. 255 par. 3 kodeksu karnego (tj. publicznego pochwalania przestępstwa), a później, zmuszona nakazem sądu, wszczęła je, by ponownie je umorzyć.

Zdaniem prokuratury – autorzy samouczka po prostu dokonali „niefortunnego doboru przykładów”. Ot, o co tyle hałasu?
Hałas jest potrzebny. Sytuacja ze wspomnianym samouczkiem wpisuje się bowiem w ciąg antykobiecych wydarzeń w polskiej polityce. Najwyraźniejszym przykładem kultury gwałtu, w której żyjemy, jest opór polskiego parlamentu wobec ratyfikacji Konwencji o przeciwdziałaniu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet.
Kultura gwałtu pozwala żartować z przemocy seksualnej wobec kobiet, premiuje mężczyzn dopuszczających się przemocy jako silnych i atrakcyjnych, a skrzywdzonym kobietom wmawia, że „same chciały”, miały za krótką spódnicę lub „prowokowały”.
Jeśli – za Bruno Latourem – zdefiniujemy politykę jako sposób układania życia w społeczeństwie i budowania wspólnoty, okaże się, że nie tylko parlament, ale my wszyscy uczestniczymy w uprawianiu polityki. Tym samym wszyscy stajemy się odpowiedzialni za jakość życia innych członków i członkiń naszej wspólnoty – najbardziej tych, którzy narażeni są na przemoc. Sędziowie, prokuratorzy, autorzy podręczników, wszyscy i wszystkie – powinniśmy troszczyć się o to, by nie reprodukować mechanizmów kultury gwałtu.
W amerykańskim feminizmie ofiary przemocy ze względu na płeć określa się często mianem survivor. Na język polski należałoby przetłumaczyć je – w odniesieniu do kobiety – „ocalała”. Przymiotnik ten jednak nie oddaje w pełni treści tego słowa.
To survive znaczy tyle co przeżyć, przetrwać coś, jakąś trudną sytuację. Tym samym survivor to osoba, która nie tyle została ocalona, co przetrwała sytuację przemocy – gwałt w klubie czy wieloletnią przemoc ze strony męża.
Określenie survivor, używane pierwotnie wobec Żydów, którzy przeżyli wojnę na terenach okupowanych przez III Rzeszę, odniesione do kobiet podkreśla traumatyzujący wymiar przemocy seksualnej. Treści typu „Linda była szczęśliwa, że zostanie zgwałcona” potęgują problem, utrwalając stereotypy dotyczące przemocy seksualnej – choćby usprawiedliwiającą sprawcę fantazję, że ofiara gwałtu „tak naprawdę” czerpie z niego przyjemność.
W działaniach podjętych przez prawników z Polskiego Towarzystwa Antydyskryminacyjnego w sprawie nieszczęsnego samouczka nie chodzi o to, żeby zakazywać mówienia o gwałcie i innych formach przemocy seksualnej. Wręcz przeciwnie – trzeba o tym mówić wyraźnie i głośno, ale nie tak, by odbierać głos ofiarom i tym, którzy starają się zapobiegać aktom przemocy na tle seksualnym.
Słowo „gwałt” ma jasno ustalone znaczenie w języku polskim i dużo złej woli wymaga przekonywanie, że używanie go w samouczku języka angielskiego jest możliwe do usprawiedliwienia. Lekkomyślne używanie słowa banalizuje je, a tym samym utrudnia lub wręcz uniemożliwia osobom (tak kobietom, jak mężczyznom), które doznalły gwałtu, mówienie o nim.
Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.