Aktualności
Demokracja
Europa
Polityka
Strona główna
Wygrał Magyar. Jaka będzie Europa bez Orbána? Koniec wymówek, że Budapeszt blokuje
14 kwietnia 2026
26 stycznia 2016
Wybór szefa Stowarzyszenia Ordynacka na przewodniczącego SLD jest – oby! miejmy nadzieję! trzymajmy kciuki! – ostatnim rozdziałem w historii tego ugrupowania. Dla polskiej lewicy to przede wszystkim dobra, a w niewielkim stopniu zła wiadomość.
Dobra, ponieważ lewica w końcu przestaje być zakładnikiem struktur, pieniędzy i mentalności partii postkomunistycznej.
Dobra, ponieważ na emeryturę przechodzą nestorzy lewicy postkomunistycznej – Leszek Miller, Włodzimierz Czarzasty, Jerzy Wenderlich i wszyscy inni, którzy uparcie odmawiali przyjęcia standardów zachowania nie stojących w sprzeczności z lewicowymi ideałami. Seksistowskie żarciki, brednie o islamie czającym się na polskie dzieciątka czy ostentacyjne bogactwo zapewne nigdy nie znikną, ale można być pewnym, że te kompromitujące zachowania przestaną być częścią normy i sposobu bycia polskiej lewicy.
Dobrą wreszcie, ponieważ razem z seniorami postkomuny do historii przechodzi dziedzictwo rządu Leszka Millera, które od lat ciągnęło lewicę na dno. Przy okazji każdych wyborów jak kula u nogi wypływały te same sprawy – przede wszystkim: więzienia CIA i zdemolowanie Funduszu Alimentacyjnego – które były kompletnie sprzeczne z wartościami dzisiejszej lewicy i musiały odbierać jej wiarygodność.
Czy społeczeństwo zagrożone jest przez obecny kształt gospodarki ? O tym w najnowszym numerze Res Publiki Nowej: Szał Bankiera. Zamów go tutaj.
Pogrzeb SLD to zła wiadomość dla lewicy głównie dlatego, że następuje tak późno. Rzeczywisty, bieżący problem wynika z tego tylko jeden: lewica traci dostęp do jakiejkolwiek organizacji terenowej i funduszy, które nie są przeznaczone na spłatę wcześniejszych zobowiązań. Sojusz będzie zajmował się rozprowadzaniem partyjnej dotacji wśród wymierających działaczy i nie ma sensu liczyć na to, że jego struktury i zasoby posłużą jeszcze kiedyś w politycznej walce o równość i sprawiedliwość społeczną.
Dużo gorsze jest to, że dekada dogorywania SLD to dla lewicy zmarnowany czas i stracone szanse. SLD umierało przez cały polityczny cykl koniunkturalny i to Leszek Miller – który przez dekadę nie mógł skończyć swojego bon motu o kończącym mężczyźnie! – jest głównym winnym tego, że kiedy wyborcy znów przekonali się do koncepcji państwa opiekuńczego i biorącego na siebie odpowiedzialność za słabszych członków społeczności, to powierzyli misję jego tworzenia nie lewicy, ale Prawu i Sprawiedliwości, które zagospodarowało cały socjalny elektorat.
Najgorszą zaś wiadomością jest to, że plotki o śmierci SLD zawsze mogą być przedwczesne. Tyle razy już Polacy zaganiali to monstrum do grobu, i tyle razy się ono z niego wyczołgiwało, że trzeba przyglądać się tej mogile z uwagą, szpadel mając w pogotowiu.
fot. „Polityka przy kawie” TVP1. Włodzimierz Czarzasty zwykle w mediach pojawiał się w żółtych swetrach, jednak w poniedziałek po wyborach do Małgorzaty Serefin przyszedł ubrany w partyjną czerwień.
Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.