Aktualności
Europa
Polityka
Strona główna
Bułgaria głosuje, a Rosja ma nadzieję na nowego Orbána
18 kwietnia 2026
24 czerwca 2014
Nowa ministra kultury, bazując na tym, co zostawił jej poprzednik, może jednak mocniej zastanowić się nie tylko nad tym, jaki poziom kultury nas satysfakcjonuje, ale także w jaki sposób chcemy z niej korzystać.
Małgorzata Omilanowska przejęła stanowisko z rąk Bogdana Zdrojewskiego – najdłużej trzymającego tekę kultury ministra od 1989 r. i będzie pełniła swoją rolę przez kilkanaście najbliższych miesięcy. To zbyt mało czasu na wielką rewolucję, a też trudno spodziewać się, aby taka była jej zdaniem potrzebna. Nowa minister kultury, bazując na tym, co zostawił jej poprzednik, może jednak mocniej zastanowić się nie tylko nad tym, jaki poziom kultury nas satysfakcjonuje, ale także w jaki sposób chcemy z niej korzystać. Innymi słowy – czy zależy nam na kulturze jako usłudze publicznej zwiększającej jakość życia, czy kulturze uznawanej za istotny czynnik rozwoju społecznego i gospodarczego?
Zmiana na stanowisku Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego praktycznie w ogóle nie cieszyła się zainteresowaniem mediów. Można co najwyżej uznać, że została odnotowana. Trudno, żeby było inaczej – z jednej strony afera taśmowa, a z drugiej charakter tej zmiany. Minister Omilanowska nie jest politykiem w polskim rozumieniu tego słowa. Konkretna, profesjonalna, konsekwentna, niekontrowersyjna i w ciągu ostatnich dwóch lat pracująca jako urzędnik. Ten zestaw cech sprawia, że dla opinii publicznej stała się przeźroczysta i niewielu komentatorów jest w stanie sformułować swoją opinię o nowej ministrze (a o oczekiwaniach w ogóle możemy zapomnieć). Nie bez znaczenia jest także fakt, że obejmowany przez nią resort również ma dzisiaj małe znaczenie. W przeciwieństwie do spraw finansów, transportu, rozwoju regionalnego, rolnictwa kultura jest dziś uważana za dodatek, a nie istotny dla szerokiej grupy osób temat. Nie ma się co dziwić – w dwóch ważnych komentarzach poświęconych nowej ministrze kultury – Roman Pawłowski i Piotr Sarzyński za największe wyzwania stojące przed Omilanowską z jednej strony uznają potrzebę wzmocnienia roli kultury, ale z drugiej szybko sugerują postęp w rozwiązywaniu problemów sektorowych – finansowania, programowania i przekonywania.

W efekcie może się wydawać, że Omilanowska będzie bezbarwną ministrą techniczną. Jej głównym zadanie będzie po prostu przetrwać i administrować dostępnymi zasobami i związanymi z nimi oczekiwaniami w duchu Zdrojewskiego. Były minister politykę resortu zbudował wokół trzech kwestii – infrastruktury, edukacji artystycznej oraz rozbudowy sieci instytucji kultury i ich widowni. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że zastał kulturę drewnianą, a zostawił murowaną – prawie 2 mld złotych wydane na miliardy metrów kwadratowych zbudowanych bądź odnowionych murów dla kultury robi różnicę. Otwarcie Ministerstwa na dialog z obywatelami i rozszerzanie i ulepszanie programów dotacyjnych też nie powinno ujść naszej uwadze. Trzeba sobie jednak jasno powiedzieć, że jego najważniejsze działania były skierowane do wewnątrz sektora kultury i skoncentrowane na jego jakości.
Swoją politykę Zdrojewski podsumował podczas nieKongresu Animatorów Kultury, podczas którego powiedział m.in., że MKiDN „to resort petentów, w którym albo ktoś coś ma, albo chce mieć, albo coś miał i stracił i chce odzyskać – pod tym względem jest to zgromadzenie bardzo skomplikowanych elementów, które trudno pozbierać. Ale muszę powiedzieć, że moja przewaga [jako Ministra Kultury-AC] jest przewagą, którą doceniam podczas wyjazdów zagranicznych – bo minister rolnictwa pojedzie i zobaczy ubojnię, minister ochrony środowiska zobaczy oczyszczalnię ścieków, minister obrony narodowej zobaczy poligon, a ja posłucham Krystiana Zimmermana w La Scali i jestem naprawdę wtedy usatysfakcjonowany.”
Sytuacja wokół spektaklu „Golgota Picnic” pokazała jednak, że kultura nie może funkcjonować w próżni i żaden minister kultury nie może czuć się usatysfakcjonowany, gdy zarządzany przez niego system umożliwi mu udział w celebracji sukcesów w Nowym Jorku, Londynie czy Tokio. Co więcej okazuje się, że po siedmiu latach budowania takiej satysfakcji wracamy do najbardziej podstawowych problemów. Co z tego, że mamy dzisiaj gdzie grać, jeśli nam nie wolno tego robić? A nawet jeśli wolno, bo akurat niczyje uczucia religijne nie są potencjalnie obrażane, to dzisiejsza satysfakcja szybko może przemienić się w rozpacz. Spadające wskaźniki uczestnictwa w kulturze, alarmujące dane o umiejętności czytania ze zrozumieniem i chaos przestrzenny odzwierciedlający nasze potrzeby estetyczne szybko mogą sprawić, że za kilkanaście lat zbudowane dzisiaj mury trzeba będzie burzyć. Brak publiczności sprawi, że trudno będzie znaleźć uzasadnienie dla utrzymywania przestrzeni, a wyedukowani w Polsce młodzi artyści będą wyjeżdżać zagranicę by móc tworzyć w lepszych warunkach i dla świadomej publiczności.
Można ratować się dosypywaniem do sektora coraz większej ilości pieniędzy i satysfakcją wynikającą z liczby rosnących beneficjentów. Jednak przecież wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że w kulturze nie pieniądze, a myślenie jest najważniejsze. I jeżeli chcemy, aby kultura stała się ponownie ważna dla życia publicznego, to nie wystarczy powiedzieć, że tak jest. Trzeba pokazać, że kultura może rozwijać i satysfakcjonować nie tylko siedzącego w La Scali Ministra, ale jest elementem budowania wspólnoty mieszkańców. Trzeba pamiętać, że kultura i dobra polityka kulturalna w niczym nie ustępują cieszącej się ostatnio dużym zainteresowaniem urbanistyce i dobremu planowaniu przestrzennemu. O ile dobrze zaprojektowany plac zachęci ludzi do przebywania w nim, to kultura sprawi, że w krótkim czasie tłum może zamienić się w społeczność. Mając taki potencjał kultura nie powinna bać się zajmowania stanowisk w sprawach w sprawach istotnych dla rozwoju naszych miast i kraju.
Kultura jest ważna, kultura się liczy – taki komunikat płynie dzisiaj z ministerstwa kultury. To wszystko prawda – trzeba jednak również sobie jasno powiedzieć, że kultura ma znaczenie. Ma znaczenie dla rozwoju polskich miast i jest warta poświęceniu jej osobnego wątku w Krajowej Polityce Miejskiej. Ma znaczenie dla spójności społecznej i wymaga odważnego myślenia ramię w ramię z administracją odpowiedzialną za sprawy polityki społecznej. Ma znaczenie dla powodzenia procesów rewitalizacji i Narodowy Plan Rewitalizacji nie ma prawa jej pominąć. Ma znaczenie dla naszej aktywności obywatelskiej, bo pomaga przesuwać barierę wyobraźni i angażować ludzi we wspólne działania. Ma w końcu znaczenie dla gospodarki – i to nie tylko jako jej obszar, ale jako czynnik umożliwiający wyjście z kryzysu ekonomicznego i zapobieganie mu w przyszłości.
Pierwsze okazje do manifestacji takiego definiowania kultury już są – można i trzeba wesprzeć dążenia do ujęcia kultury jako czynnika zmiany społecznej w Krajowej Polityce Miejskiej oraz włączyć się w prace nad Narodowym Planem Rewitalizacji (pracuje nad tym Zespół ds. Miejskich Polityk Kulturalnych przy Narodowym Centrum Kultury). Pilnie trzeba także spotkać się w jednym miejscu z reprezentantami samorządów i zastanowić się wspólnie nad synchronizacją narodowych, marszałkowskich, powiatowych i gminnych działań w dziedzinie kultury i polityki kulturalnej. Różne szczeble naszej administracji rządowej i samorządowej potrzebują formy współpracy, która umożliwi międzysektorowe wykorzystanie kultury do osiągania zakładanych celów polityki publicznej w dziedzinie kultury w sposób spójny i konsekwentny.
Myślenie o kulturze jako czynniku zmiany nie jest więc tylko zabawą w przelewaniu pustego w próżne i tworzeniem nowych narracji, które na chwilę odciągną uwagę od rzeczywistych opinii i działań. To jest otwarte pytanie o to, jakie cele publiczne stawiamy kulturze finansowej z publicznych pieniędzy. Minister Omilanowskiej może zabraknąć czasu, aby udzielić na nie pełnej odpowiedzi. Może jednak rozpocząć działania, dzięki którym będziemy mogli powiedzieć, że zastała kulturę murowaną, a zostawiła społecznie potrzebną.
Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.