Aktualności
Demokracja
Europa
Polityka
Strona główna
Wygrał Magyar. Jaka będzie Europa bez Orbána? Koniec wymówek, że Budapeszt blokuje
14 kwietnia 2026
18 września 2014
Jeśli Polacy myślą, że polityka ich nie dotyczy, to muszą się ocknąć i dojrzeć do trudnej rzeczywistości Zjednoczonego Królestwa. Kosmopolityczne, międzynarodowe i ultrademokratyczne państwo, do którego przyjechali, mierzy się dziś z reakcją konserwatywnej prawicy – o tym, dlaczego Szkoci z Polski nie walczą o niepodległość, pisze z Londynu Philip Bujak.
Cokolwiek Szkoci postanowią dziś w referendum, nic nie będzie tak samo. Starcia między zwolennikami niepodległości i unionistami rzadko docierały “na południe”, czyli do Londynu, jako najważniejsze zagadnienia polityczne, choć trwają od setek lat. Zatem co się zmieniło i jak Polacy mają odnaleźć się w tej zmianie tektoniki stosunków między dwoma narodami, dotąd złączonymi kartką papieru?

Historia jest prosta – kiedyś angielscy królowie i angielscy żołnierze podbili Celtów z północy i siłą włączyli ich do Korony. W tym sensie Szkocja nie różni się od dziesiątek innych krain w Europie, które zostały połknięte przez większych sąsiadów. Choć część tych ludów podkreśla swą odrębność narodową, to tylko kilku z nich udało się wybić na niepodległość bez pomocy zewnętrznych sił lub innych narodów.
Przypadek Szkocji jest inny, gdyż zgodę na dzisiejsze referendum wydał David Cameron, brytyjski premier o szkockim nazwisku. Teraz Szkoci muszą dokonać wyboru, choć można założyć, że dla tysięcy z nich referendum nie ma znaczenia, a równie wielu nie chce być zmuszonymi do wybierania. Nie każdy jest niepodległościowcem lub unionistą – niektórzy chcą po prostu żyć dalej. Szkoccy Polacy – w szczególności.
Polskę wiąże ze Szkocją długa historia stosunków handlowych, politycznych i ludzkich. Polacy handlowali ze Szkocją, odwiedzali Szkocję i osiedlali się w niej. Niektórzy w ucieczce przed prześladowaniami w XVIII wieku, inni w kolejnym stuleciu, w poszukiwaniu szczęścia.
Jednak to XX wiek był świadkiem największej dotąd fali imigracji Polaków ze wszystkich. Przypominało to czasy, gdy polskie siły zbrojne stacjonowały w Szkocji na czas przegrupowania i doposażenia, zanim powróciły do walki hitlerowskimi Niemcami. Podobnie jak setki tysięcy w Anglii i Walii, Polacy nie szukali w Szkocji miejsca, aby odtwarzać swoją ojczyznę. Wręcz przeciwnie – wybierali asymilację i korzystali z szansy, by rozpocząć nowego życia na nowej ziemi. Choć w większości zachowywali przynajmniej część swych zwyczajów i uczyli dzieci polskiego alfabetu, to co do zasady stawali się Szkotami z Polski.
Podobnie jak Polacy emigrujący do Anglii, szkoccy imigranci z Polski nie angażowali się i nie angażują w politykę. Wygląda to tak, jakby przed polityką uciekli. Być może dzieje się tak dlatego, że to polityka skazała ich na wojenną tułaczkę, lub też dlatego, że historia Polski jest z walką i polityką nierozerwalnie związana. Polacy w Szkocji kochają wolność, ale nie kochają polityki, która pozwoliła tę wolność stworzyć. Choć w Anglii i Szkocji głosy Polaków mogą decydować o losie wyborów, to oni nie wybierają się do urn.
Zwolennicy niepodległości w Szkocji dostrzegli tę możliwość i podjęli działania, mające zachęcić Polaków do głosowania. Szczerze wątpię, żeby przyniosło to jakiś efekt. Zmiana postaw i poglądów młodszych Polaków nie nastąpi w ciągu jednej nocy. Niedawno dowiedziałem się, że tylko 2 procent uprawnionych do głosowania szkockich Polaków zamierza zagłosować w referendum, w którym stawką jest niepodległość Szkocji. To oczywście tragedia dla demokracji, która potrzebuje zaangażowania tych dziesiątek tysięcy, które przybyły do Szkocji w ciągu ostatniej dekady. Opinia Polaków, że cokolwiek się stanie, nie wpłynie na ich życie, nie tylko jest błędna, ale będzie również nieodwracalna.
Postępowanie młodych Polaków, którzy imigrują do Wielkiej Brytanii, częściowo tłumaczy to, że nie głosowali oni również w Polsce. Frekwencja wyborcza w Polsce wynosi około 40 procent, dlatego nie powinno dziwić, że w Szkocji Polacy również nie interesują się polityką. Dodatkowo, duża część z nich pochodzi ze wschodnich regionów Polski, gdzie wskaźniki udziału w wyborach są niższe niż w dużych miastach.
Chciałbym wiedzieć, czy Polacy rzeczywiście sądzą, że będą mogli tak jak dotąd swobodnie pracować, przyjeżdżać i wyjeżdżać kiedy mają ochotę, cieszyć się owocami swojej pracy, a kto inny weźmie na swoje barki ciężar odpowiedzialności za decyzję? To oczywiste, że stanie się częścią nowego społeczeństwa może to wszystko zmienić.
Dwie rzeczy są dla mnie uderzające. Po pierwsze, że Szkocja już nigdy nie będzie taka sama. Ten, kto przegra to głosowanie, będzie wiecznie prześladowany przez jego wynik. Podobnie jak w przypadku Irlandii Północnej, zawarty zostanie rozejm, który będzie jednak stale podmywany przez temat niepodległości. To będzie centralne zagadnienie najbliższych lat – to wszystko zaszło zbyt daleko, aby przestać dzielić Szkocję i z czasem Polacy będą musieli wziąć udział w tej debacie.
Druga myśl dotyczy Polaków w innych częściach Wielkiej Brytanii, którzy są podobnie niewrażliwi na politykę. Ich kolej na uniki przed zaangażowaniem politycznym nadejdzie w maju przyszłego roku, gdy w Wielkiej Brytanii napierw przeprowadzone zostaną wybory parlamentarne (jakkolowiek to będzie wyglądać), a wkrótce później – referendum dotyczące Unii Europejskiej. Ponownie, jeśli Polacy w Anglii i Walii myślą, że nie będzie ich to dotyczyć i nie wpłynie na ich możliwości ekonomiczne – muszą się obudzić i dojrzeć do trudnej rzeczywistości Zjednoczonego Królestwa.
Wielka Brytania szybko się zmienia. Kosmopolityczne, międzynarodowe i ultrademokratyczne państwo, do którego przyjechali Polacy, mierzy się z reakcją konserwatywnej prawicy, która bez wątpienia chciałaby zmiany miejsca Wielkiej Brytanii w Europie, a być może nawet jej opuszczenia. Znów – osiemset tysięcy uprawnionych do głosowania Polaków w Zjednoczonym Królestwie może być się kluczowe dla wyniku i decyzji, czy będzie tak jak jest, czy dokona się olbrzymia zmiana.
Jeśli nie zrobią nic – to będzie dla Anglii tragedia, przy której “Hamlet” jest szkocką komedią.
_
Tłumaczenie: Stanisław Skarżyński
Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.