Münchau jest optymistycznie nastawiony do innych perspektyw, ale nie do naszych

Wolfgang Münchau o strategicznym zaprzeczeniu Europy i merkantylistycznym ślepym zaułku Niemiec

8 listopada 2025

Rozmawiamy z autorem książki Kaput: Koniec niemieckiego cudu gospodarczego i współzałożycielem Eurointelligence. W rozmowie z Wojciechem Przybylskim Wolfgang Münchau opowiada o neomerkantylistycznym ślepym zaułku Niemiec, o coraz większych barierach i punktach krytycznych w odniesieniu do relacji z Chinami i o tym, dlaczego europejskie wsparcie dla Ukrainy jest wciąż niewystarczające.

***

Wojciech Przybylski: Czy z natury jesteś pesymistą?

Wolfgang Münchau: Nie. Generalnie jestem optymistą, nawet jeśli chodzi o Stany Zjednoczone w dłuższej perspektywie. Od dawna obserwuję Europę i dostrzegam pewien powtarzający się schemat. Kontynent został zintegrowany jedną walutą i jednolitym rynkiem, a mimo to wciąż nie potrafimy rozwiązywać wspólnych problemów. Niektóre państwa, w tym Polska, nie uczestniczą w integracji w pełni. Uruchamiamy programy opatrzone wielkimi nazwami i wyposażone w wielkie budżety, ale służą one wyłącznie tuszowaniu  problemów. Fundusz odbudowy po pandemii miał zwiększyć produktywność. Nie zwiększył. Stał się po prostu kolejnym europejskim funduszem transferowym.

Niemcy są w ogromnym stopniu uzależnione od zaledwie kilku sektorów gospodarki, z czego wynika ich zależność od Rosji i Chin. Europa jako całość jest bardziej zdywersyfikowana niż Niemcy, ale nie potrafi wykorzystać tej przewagi. Nie jesteśmy jak Stany Zjednoczone, gdzie Kalifornia opiera się na zaawansowanych technologiach, a Nowy Jork na finansach, ale gospodarka jako całość nie jest zależna od żadnego z tych sektorów. Europa funkcjonuje inaczej. Znajdujemy się dziś w okresie spowolnienia gospodarczego, pod presją zarówno Stanów Zjednoczonych, jak i Chin, a jednocześnie brakuje nam instrumentów i jedności politycznej, aby skutecznie reagować.

W Kaput piszesz o zależności Niemiec od przemysłu i o neomerkantylistycznej polityce, która przez dekady stanowiła fundament niemieckiego modelu politycznego i gospodarczego. Dlatego zapytałem, czy z natury jesteś pesymistą. Wygląda na to, że uważasz się za optymistę. To dobrze. Ostatnie trzy dekady były okresem rozkwitu globalizacji, a Niemcy odniosły dzięki niej ogromny sukces. Co poszło nie tak, że Niemcy nie są w stanie powtórzyć tego gospodarczego cudu?

Ekonomiści przez lata nie dostrzegali skutków dystrybucyjnych globalizacji. Koncentrowali się na agregatach i średnich – takich jak PKB per capita – zamiast na grupach społecznych, które na globalizacji straciły. Po kryzysie finansowym luzowanie ilościowe pompowało ceny aktywów i giełdy, podczas gdy polityka oszczędnościowa osłabiała usługi publiczne. W latach 2000-2015 Niemcy sprawiały wrażenie kraju prosperującego, ale ich merkantylistyczny model gospodarczy wymagał stałych nadwyżek handlowych, by uniknąć recesji. Niemcy uzależniły się od tych nadwyżek niczym narkoman od kolejnej dawki. To uzależnienie sprawiło, że stały się wyjątkowo podatne na wstrząsy, nad którymi nie miały kontroli.

Brexit i pierwsza kadencja Donalda Trumpa były pierwszymi sygnałami ostrzegawczymi, których Berlin nie potraktował poważnie. Niemcy nie wierzyły, że Trump utrzyma się politycznie; zakładano, że rynek i giełda skorygują sytuację i wszystko wróci do normy. Tak się jednak nie stało. Trump został wybrany ponownie – nie w 2020, lecz w 2024 roku – a jego polityka celna stała się trwałym elementem globalnej gospodarki.

Bardziej szokujące okazały się jednak Chiny. Z komplementarnego partnera Niemiec stały się ich bezpośrednim konkurentem. Dziś to Chiny osiągają ogromne nadwyżki handlowe względem niemieckiej gospodarki. Konkurują już nie tylko ceną, ale także jakością – również w sektorach takich jak przemysł maszynowy czy motoryzacja, które przez lata były domeną Niemiec. Nie jest to już imitacja, jak długo sądzono w Europie. Chiny nauczyły się wykorzystywać globalizację na własnych warunkach, a w niektórych obszarach zaczynają Europę wyprzedzać.

Nie chodzi jednak wyłącznie o gospodarkę, lecz o całą strategię polityczno-gospodarczą chińskiego kierownictwa, prawda? Komunistyczna Partia Chin wykorzystuje pełen arsenał narzędzi państwowych, by dominować w eksporcie poprzez systemową nadprodukcję – niezależnie od kosztów ponoszonych wewnętrznie. Nie chciałbym jednak stawiać znaku równości między modelem niemieckim a chińskim. Niemcy nigdy nie miały politycznej ambicji, by „wygrać globalizację” w taki sposób jak Chiny. Z europejskiej perspektywy trudno dziś mówić o Chinach jedynie jako o konkurencie. To raczej agresywny rywal – również ze względu na jego wsparcie dla Rosji.

Zachód przez dekady błędnie interpretował Chiny. Deng Xiaoping był przedstawiany jako reformator, ale w rzeczywistości nim nie był. Wykorzystał zachodnie mechanizmy gospodarcze po to, by wzmocnić system komunistyczny. Żaden z chińskich przywódców nigdy nie odrzucił komunizmu. Strategia Xi Jinpinga jest jeszcze bardziej ambitna. Nie można go postrzegać jako technokraty optymalizującego gospodarkę. Podejmuje działania, które wielu ekonomistów uznałoby za długofalowo nie do utrzymania. W istocie realizuje model przypominający niemiecki merkantylizm – tyle że na sterydach i z wyraźnym celem globalnej dominacji.

Widać to choćby na przykładzie niedawnej próby nacjonalizacji holenderskiego producenta chipów Xperii. Chiny odpowiedziały niemal natychmiast: ograniczyły eksport, wywołując zakłócenia w europejskich łańcuchach dostaw i grożąc paraliżem produkcji niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego. Jak słyszeliśmy jeszcze kilka dni temu, niemieckie fabryki samochodów mogą w krótkim czasie stanąć z powodu problemów z dostawami – podobnie jak w czasie pandemii.

Kiedy jeden z europejskich rządów próbował prowadzić grę geopolityczną, Chiny odpowiedziały błyskawicznie. Z całym szacunkiem dla Holendrów, którzy tego próbowali – oni nie mają doświadczenia geopolitycznego. Niemcy zresztą również nie. Teoretycznie takie działania mogłaby prowadzić Unia Europejska, ale nie jest do tego instytucjonalnie przygotowana. Strategie przemysłowe pozostają domeną państw narodowych. Niemiecki merkantylizm, który opisuję w swojej książce, był właśnie polityką narodową. Niemcy budowały Nord Stream 2 bez konsultacji z Polską.

Nie obwiniałbym wyłącznie Komisji Europejskiej. Oczywiście popełnia błędy – czasem bardzo poważne – ale to nie jest sedno problemu. Europa stworzyła klasyczny problem wspólnego działania, którego sama Komisja nie jest w stanie rozwiązać. Wymagałoby to zupełnie innego modelu organizacji Unii i znacznie większej centralizacji procesu decyzyjnego. Tymczasem pozostajemy w politycznym impasie.

Coś musi się zmienić – ale w ramach obecnych reguł to się nie wydarzy. Gdy europejscy przywódcy odwiedzili Biały Dom i wszyscy siedzieli wokół biurka Donalda Trumpa, wyglądało to żenująco, a ostatecznie okazało się również całkowicie nieskuteczne. I właśnie tak dziś wygląda Europa.

Pierwsza Komisja Ursuli von der Leyen określała siebie mianem „Komisji geopolitycznej”, choć w praktyce była to raczej komisja geoekonomiczna. Powstały nowe instrumenty – od Aktu o surowcach krytycznych po Instrument Przeciwdziałania Przymusowi – ale zgadzam się z twoją diagnozą, że Europa wciąż nie ograniczyła swojej podatności ani na wpływy Chin, ani Stanów Zjednoczonych. Oba te państwa zmieniły reguły gry na własną korzyść, kosztem Europy. 

Na papierze Unia Europejska dysponuje wieloma narzędziami działania. Problem w tym, że niemal z nich nie korzysta. Instrument przeciwdziałania przymusowi istnieje, przewiduje możliwość nakładania sankcji i środków odwetowych, ale do tej pory nie został realnie użyty ani razu. Jeśli Chiny odetną Europę od dostaw metali ziem rzadkich, europejski projekt odbudowy zdolności obronnych może się załamać – chyba że zaczniemy kupować surowce od Stanów Zjednoczonych, które same są uzależnione od Chin. Chiny wykorzystują takie zależności szybko, zdecydowanie i bez wahania. Unia Europejska nie jest na to przygotowana.

Nawet jeśli Komisja Europejska posiada odpowiednie podstawy prawne, brakuje jej realnej swobody działania i uprawnień uznaniowych. W skrajnym scenariuszu należałoby choćby wydalić chińskich inżynierów czy zastosować znacznie dalej idące środki ochronne – a są to działania, które teoretycznie leżą w kompetencjach Komisji. Problem polega jednak na tym, że jej możliwości pozostają ograniczone. Może nakładać cła za zgodą Rady, ale skali tych narzędzi ani tempa reakcji nie da się porównać z tym, czym dysponują Chiny.

Europa pragnie konkurencyjności i wiarygodności militarnej, ale jest w fazie przejściowej. Nazwałeś zdjęcie z Białego Domu „żenującym”. Nie zgadzam się z Tobą w jednej kwestii. Udało im się na pewien czas wpłynąć na nastawienie Trumpa do Europy i Ukrainy. Europa pokazała narzędzia, jakimi można wpływać na politykę USA wobec Ukrainy. Nie da się tego porównać do zdarzenia, gdy prezydent Polski w poprzedniej administracji Trumpa pochylał się nad biurkiem, aby podpisać z nim notatkę, podczas gdy ten wygodnie siedział. Zupełnie jak w Ojcu Chrzestnym.

François Mitterrand i Helmut Kohl nigdy by czegoś takiego nie zrobili.

Nie zgadzam się. Angażowanie Trumpa w sprawy Europy jest daremne; to się nie powiedzie. Zawsze wraca do poprzednich stanowisk. Nie powiedziałbym, że stoi po stronie Władimira Putina, ale jest politycznie jednakowo odległy, a pod względem osobistym – bliższy Putinowi niż Wołodymyrowi Zełenskiemu. Stany Zjednoczone wspierają Ukrainę jako sojusznika w NATO i partnera Europy, ale Europejczycy kurczowo trzymają się przekonania, że Ameryka zawsze nas uratuje, tak jak robiła to wcześniej. To duży błąd.

Gdyby Europa poważnie traktowała Ukrainę, działałaby odpowiednio. W ostatnich miesiącach zmniejszyły się europejskie dostawy broni. Europa nie rekompensuje niedoborów ze strony USA – tak naprawdę wydaje mniej niż wcześniej. W Niemczech partia Olafa Scholza nigdy nie zgodziłaby się na cięcia na wydatki  socjalne, by zwiększyć wydatki na obronność. We Francji, pomimo silnej retoryki, poziom poparcia jest niski. Myślę więc, że my, Europejczycy, jesteśmy hipokrytami, ku uciesze Rosji. Ale ostatecznie bez USA nie ma drogi do zwycięstwa Ukrainy. Europa zapewnia wsparcie, ale nie przedstawia strategii, która określałaby cel militarny i nie pokazuje sposobu, w jaki miałby zostać osiągnięty.

Jeśli pragniesz zwycięstwa, akceptujesz koszty i ryzyko. Europa nie jest skłonna do podejmowania znacznego ryzyka, w tym ryzyka eskalacji konfliktu z Rosją. Nikt nawet nie rozważa zaangażowania się w konflikt z Rosją, ponieważ mogłoby to doprowadzić do rozszerzenia konfliktu, a ludzie doszli do wniosku, że nie podejmą takiego ryzyka.

Jeśli pragniesz zwycięstwa w Ukrainie, musisz ponieść pewne ofiary. To kosztuje. Europa powinna była co najmniej wcześniej zapewnić obronę powietrzną i rakiety średniego zasięgu. Nie sądzę, żeby wysłanie niemieckich rakiet do Ukrainy w tym momencie odwróciło losy wojny. Myślę, że jesteśmy już w sytuacji, w której będzie na to bardzo późno.

Czas przywództwa Europy być może minął, a wraz z nim – przywództwo Niemiec. Twierdzisz, że niemieckie elity polityczne i przemysłowe nie są zdolne do strategicznych posunięć na konieczną skalę. Europa nie jest gotowa na wojnę. Warto odnotować pewne wydarzenia. W 2023 roku Niemcy opublikowały swoją pierwszą narodową strategię bezpieczeństwa oraz strategię dotyczącą Chin. UE ma strategię bezpieczeństwa gospodarczego. Wielka Brytania, Japonia i Australia również. Biorąc pod uwagę małe kroki Niemiec, jak optymistycznie oceniasz tę zmianę kierunku?

Spójrzmy na taki przykład. Fińska firma planuje budowę czołgów w Kraju Saary. Pięć niemieckich landów zaprotestowało, ponieważ mają tam siedzibę zakłady Rheinmetall. Nawet w sytuacjach kryzysowych instynktownie chroni się lokalną produkcję przed konkurencją. Niemcy to robią, podobnie jak UE.

Tak, mamy Monachijską Konferencję Bezpieczeństwa. Robimy to i tamto – ale rzeczywistość jest taka, że nadal nie mamy zdolności, co oceniam na podstawie danych. Nie obchodzi mnie, co robią. Oceniam na podstawie rezultatów działań. W innym programie Komisji Ursula von der Leyen nazwała Unię Europejską aktorem geopolitycznym – to głupota. Albo my jesteśmy głupi, że w to wierzymy, albo ona jest głupia, że ​​to mówi, prawdopodobnie po części jedno i drugie.

Komisji brakuje narzędzi i budżetu uznaniowego. Uścisk dłoni na szczycie G7 lub G20 nie czyni Komisji aktorem politycznym.

Niemcy podnoszą wydatki na obronę, być może o 0,2 do 0,3 punktu procentowego PKB rocznie. Lepsze to niż nic, ale zdecydowanie niewystarczające. Europejskie wydatki na obronę są mniej efektywne niż rosyjskie, ponieważ podwajamy potencjał. Francusko-niemiecki projekt myśliwca utknął w martwym punkcie z powodu podziału prac. Gdyby podchodzili do tego poważnie, liderzy wybraliby projekt, zlecili realizację i poszliby dalej. UE tak nie działa.

Aby dorównać wydatkom Rosji na obronę, prawdopodobnie musielibyśmy zwiększyć nasze inwestycje wojskowe do, powiedzmy, biliona dolarów. Ale nie robimy tego na poważnie, bo obawiamy się możliwych reperkusji. Budujemy więc coś w rodzaju obligacji subprime, podobnych do instrumentów, które wywołały globalny kryzys finansowy. To skomplikowane, nikt tego tak naprawdę nie rozumie, ryzyko jest ukryte i nikt nie wie, kto ostatecznie ponosi odpowiedzialność. Tak się nie wygrywa piłek.

Dlatego sądzę, że nie traktujemy Ukrainy poważnie, a jedynie udajemy. W tym sensie stanowisko Trumpa jest właściwie bardziej uczciwe i spójne. Nie pomaga Ukrainie i nie udaje, że jej pomaga. Czy to właściwa decyzja, to inna kwestia, ale przynajmniej jego stanowisko jest spójne.

To, co robimy, jest gorsze. Nie jesteśmy gotowi na prawdziwe poświęcenia, ponieważ priorytetowo traktujemy własne fabryki. To nastawienie merkantylistyczne . Jesteśmy merkantylistami. Dla nas to okazja biznesowa. Trump mówi o tym cały czas, na swój zuchwały sposób, o Gaz-a-Lago i tak dalej, i jesteśmy przerażeni jego językiem. Ale robimy to samo. Jesteśmy merkantylistami. I nawet w sytuacji, która – za obopólną zgodą i którą podzielam – ma dla nas najwyższe znaczenie strategiczne, nadal nie podejmujemy działań.

UE nie postępuje zgodnie z obietnicami. Więcej jest pustych słów niż sprzętu. Mimo to, niesprawiedliwe byłoby stwierdzenie, że wsparcie Europy dla Ukrainy było nieistotne.

Było nieistotne. Kiedy idziesz na wojnę, nie pytasz, czy to dużo; pytasz, czy to zadziała. A jeśli nie, to jest nieistotne. Przepraszam. Nie chodzi o to, jak to się ma do tego, co zazwyczaj robimy – to europejski sposób myślenia: „och, zrobiliśmy więcej niż w zeszłym roku”. To nie ma znaczenia. Żaden amerykański strateg nie powiedziałby: „Zwiększyliśmy nasz budżet wojskowy o sto miliardów; tak, przegrywamy wojnę, ale całkiem nieźle sobie poradziliśmy, prawda?”.

Jeśli myślisz strategicznie, stosujesz zupełnie inne kryteria oceny. Tak, jest to nieistotne, bo mogli potroić albo poczwórnie zwiększyć nakłady. Mogli zrobić to, co było potrzebne, aby być strategicznie decyzyjnym. Pieniądze są dostępne; nie jest tak, że nie możemy tego zrobić. Po prostu odmawiamy płacenia, to wybór. Słabość Europy to wybór, a nie rzecz narzucona przez Amerykę. Sami wybraliśmy taką drogę, wmawiając sobie, że posiadanie programu czy konferencji jakoś zastępuje realną władzę.

Chciałbym zakończyć, skupiając się konkretnie na Niemczech i Europie Środkowej, a zwłaszcza na Niemczech i Polsce. Gospodarki Europy Środkowo-Wschodniej zostały zbudowane na łańcuchach dostaw i wartości, które są ściśle powiązane z modelem niemieckim. Nie przeczę, elementy podejścia merkantylistycznego występują we wszystkich krajach Europy Środkowo-Wschodniej; być może tak jest. Jednak skutki, interakcje i tarcia polityczne między tymi krajami a Niemcami stały się bardzo widoczne. Jaka jest z ekonomicznego punktu widzenia natura napięć, które obecnie obserwujemy między Niemcami a Polską, a być może także innymi krajami regionu?

Oczekiwano, że wraz z wyborem Friedricha Merza stosunki polsko-niemieckie poprawią się po trudnym okresie rządów Olafa Scholza. I do pewnego stopnia tak się stało. Scholz, Merz i Donald Tusk podzielają szerokie poparcie dla polityki Unii Europejskiej.

Jednak podobnie jak wielu niemieckich kanclerzy przed nim, Scholz jest zasadniczo nacjonalistą w kwestiach gospodarczych. W kwestii migracji, ostatnie kroki dotyczące granicy podjęto niemalże bez uwzględnienia wpływu na Polskę. Działanie bez rozważenia skutków transgranicznych świadczy o niedbalstwie i braku szacunku.

Decyzje Niemiec powodują skutki uboczne w łańcuchach dostaw. Tak jak Niemcy były uzależnione od tego, czy inni będą absorbować ich nadwyżki, tak Polska i Słowacja stały się uzależnione od eksportu do Niemiec. Ten model jest dziś mniej zrównoważony. Dywersyfikacja w równym stopniu dotyczy Niemiec, Polski i Słowacji. Jestem umiarkowanie optymistyczny, pod warunkiem, że przepisy dotyczące rynku pracy i biurokracja nie staną się sztywnymi ograniczeniami.

Niemcy mają trudności z dywersyfikacją, ponieważ prawo pracy chroni każdą fabrykę. Zamykanie zakładów jest trudne. Dziesięć lat temu Berlin mógł wdrożyć strategię dotyczącą pojazdów elektrycznych lub pozwolić sektorowi motoryzacyjnemu się skurczyć i skierować zasoby gdzie indziej. Nie zrobił ani jednego, ani drugiego. Zamiast tego rząd nadal zwołuje szczyty przemysłu samochodowego u kanclerza. To nie jest strategia obejmująca całą gospodarkę. Jeśli chcesz się dywersyfikować, nie rozmawiasz z jednym sektorem; musisz myśleć na dużą skalę. Od lat 50. XX wieku, a już na pewno od czasów Gerharda Schrödera, polityka priorytetowo traktowała istniejące gałęzie przemysłu. Nord Stream był jedynie dodatkiem do tego sposobu myślenia.

Przed wojną sprzeciwiałem się budowie Nord Streamu. Teraz prawie wszyscy się mu sprzeciwiają, ale przed wojną większość polityków i komentatorów popierała gazociąg. Zieloni byli krytyczni wobec gazu głównie ze względów klimatycznych. Postaci takie jak Reinhard Bütikofer podnosiły kwestie geopolityczne; Robert Habeck uczynił to później, gdy stanowisko partii zmieniło się po inwazji Rosji na Ukrainę.

Dla Polski, Słowacji i Czech lekcja jest jasna: nie pogłębiajcie zależności od Niemiec; dywersyfikujcie je. Nadal mogą istnieć pośrednie korzyści. Jeśli niemiecka firma ograniczy produkcję, może zatrzymać polski zakład i zamknąć niemiecki. W praktyce jednak zamknięcie mniej wydajnego zakładu w Niemczech jest trudniejsze i bardziej kosztowne niż zamknięcie bardziej wydajnego zakładu za granicą ze względu na ochronę wewnętrzną. To chroni miejsca pracy w krótkiej perspektywie, ale blokuje dywersyfikację.

Świat nagradza szybkość i różnorodność. Nie polegajcie na jednym sektorze. Dążcie do zrównoważonej gospodarki w całym przemyśle i usługach. Unikajcie brutalnej polityki przemysłowej. Odpowiedzią na zależność od Chin nie jest autarkia, ale zdywersyfikowane zależności. Zabezpieczcie alternatywne źródła kluczowych materiałów. Europie wciąż brakuje poważnej polityki wobec Afryki. Ameryka Łacińska się liczy. Porozumienie Mercosur mogłoby pomóc. Sprzeciwianie się mu z powodu możliwości obniżenia kosztu wołowiny lub niechęci pięciu niemieckich landów do konkurencji ze strony fińskiego koncernu zbrojeniowego jest krótkowzroczne. Porozumienie Mercosur otworzyłoby kolejny ważny region dla partnerstwa i surowców. Dlatego blokowanie go jest błędem.

Foto.: Visegrad Insight. 

Artykuł został opublikowany w jęz. angielskim 8 listopada 2025 roku na Visegrad Insight.

Wojciech Przybylski

Wojciech Przybylski prowadzi największy w Europie Środkowej program foresightu strategicznego na temat polityk europejskich. Jest redaktorem Visegrad Insight w Fundacji Res Publica w Warszawie. W przeszłości redaktor naczelny Res Publiki Nowej, a następnie EUROZINE - paneuropejskiej sieci magazynów kultury. Wykłada gościnnie dla Foreign Service Institute for U.S. Government, Central European University Democracy Institute, Katolickim Uniwersytet Pázmánya w Budapeszcie. Absolwent MISH UW, Europe’s Future Fellow w IWM - Instytucie o Człowieku w Wiedniu. Członek rady doradczej LSE IDEAS Ratiu Forum, Europejskiego Forum Nowych Idei i Międzynarodowego Forum Strategii Schmidt Futures i Stowarzyszenia Inkubator Umowy Społecznej. Publikował m.in. w Foreign Policy, Politico Europe, Journal of Democracy, Project Syndicate, EUObserver, VoxEurop, Hospodarske noviny, Internazionale, Zeit, Dzienniku Gazecie Prawnej, Gazecie Wyborczej. Pojawia się także w BBC, Al Jazeera Europe, Euronews, TRT World, TVN24, TOK FM, Szwedzkim Radiu i innych. Publikacje książkowe pod jego redakcją: Understanding Central Europe, Routledge (2017) oraz On the Edge. Poland, Culturescapes (2019).

Dajemy do myślenia

Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.