Aktualności
Europa
Polityka
Strona główna
Bułgaria głosuje, a Rosja ma nadzieję na nowego Orbána
18 kwietnia 2026
1 lipca 2014
„Mamy pamiętliwego i rewizjonistycznego sąsiada, który nie uważa, że europejski ład, ustalony przeszło 25 lat temu przez wyzwolonych ludzi, powinien trwać.” – Przemówienie Prezydenta Estonii, Toomasa Hendrika Ilvesa, wygłoszone 23 czerwca 2014 roku podczas obchodów Dnia Zwycięstwa w Valdze.
Równo 95 lat temu estońskie siły zbroje, wraz z łotewskimi oddziałami, pokonały naszego wspólnego wroga – znanego jako Landeswehra – w bitwie pod Võnnu. Cēsu kaujas. [1]
Jednak nazwijmy Landeswehrę i Armię Czerwoną – naszego innego oponenta w Wojnie Niepodległościowej – we właściwy sposób. Wśród nich byli zarówno obrońcy imperium, grabieżcy, jak i terroryści.
Jeżeli zrozumiemy, że nasze zwycięstwo nad nimi jest tym, co stanowi esencję Dnia Zwycięstwa; jeżeli będziemy mieli świadomość, czym było to, że Estończycy i Łotysze walczyli tutaj, na Południowym Froncie, wtedy zdamy sobie sprawę z tego, jak niewiele zmienił się świat przez ostatnie 95 lat.

Nie żyjmy iluzją. Fundamenty systemu bezpieczeństwa, o które opieraliśmy się razem z naszymi sojusznikami przez ostatnie 23 lata, są przeszłością. Byliśmy ciągle uspokajani przez ludzi, którzy utrzymywali, że żadne terytoria w Europie nie będą już anektowane, że żadne państwa nie będą zbrojnie atakowane.
Okazuje się jednak, że państwa są nadal atakowane, a ich terytoria – okupowane i anektowane. W ciągu ostatnich 6 miesięcy wszystkie najważniejsze traktaty gwarantujące niepodległość państw europejskich zostały pogwałcone. Agresja, brutalne użycie siły, niesprawiedliwość przykrywana kłamstwami, bezwstydną propagandę i przeinaczanie faktów – wszystko, z czym walczyła młoda Republika Estońska pięć pokoleń wstecz, nadal istnieje. Jedynie przez ostatnie ćwierćwiecze mogliśmy cieszyć się w Europie pokojem i rozwojem, gwarantowanym przez zabezpieczenia konstytucyjne, uzasadnione oczekiwania czy wzrost dobrobytu.
To, co dzieje się obecnie we Wschodniej Ukrainie, miało też miejsce w Estonii w 1940 i 1919 roku. Nie umiemy, a często nawet nie chcemy pojąć tego, jak kruchy jest dobrobyt, do którego się przyzwyczailiśmy; jak nietrwały jest nasz pokój, niezależność, wolność. Tak samo jak nikt nie zdawał sobie z tego sprawy w kawiarniach w Tartu czy we wsiach w Valgamaa w 1938.
Teraz wiemy, jak bardzo złudne było to poczucie bezpieczeństwa.
Dzień Zwycięstwa, który upamiętnia odwagę naszych przodków sprzed niemal wieku, jest nie tylko preludium obchodów Dnia Świętego Jana. Jest przede wszystkim okazją dla nas, by zatrzymać się i pomyśleć.
Estonia zawsze odznaczała się postawą zdrowego sceptycyzmu wobec pozimnowojennego ładu światowego i wizji wiecznego pokoju w Europie. Przeszłość uczyniła nas przezornymi.
Dlatego też, nawet w trudnych ekonomicznie czasach, zawsze udawało się nam znaleźć fundusze na obronę. Dlatego też braliśmy udział w misjach NATO w odległych częściach świata.
Teraz widzimy, że te inwestycje były tego warte. Teraz podczas szczytów ministrów NATO Estonię podaje się za wzór.
Okazuje się, że mamy pamiętliwego i rewizjonistycznego sąsiada, który nie uważa, że europejski ład, ustalony przeszło 25 lat temu przez wyzwolonych ludzi, powinien trwać. I którego wysłannicy deklarują, że tolerancja jest tylko oznaką dekadencji a demokracja liberalna – dziwactwem i wymysłem zachodniej cywilizacji.
Dyskusja o imperium powraca. Machina propagandowa działa na pełnych obrotach.
NATO także nie śpi. Jeżeli 20 lat temu rola NATO była kwestionowana w jakikolwiek sposób, teraz sojusz powraca na pole swoich podstawowych zadań – ochrony terytorium i wolności swoich sojuszników.
NATO jest obecne w Estonii – na naszych wodach, w przestrzeni powietrznej, na terytorium.
Niektórzy mają wątpliwości: czy Estonia otrzyma pomoc w momencie poważnego zagrożenia?
Otrzymamy ją, zapewniam Was. W Estonii NATO broni samego siebie. W przeciwnym wypadku, żaden z członków sojuszu nie mógłby czuć się chroniony. Zasada „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” stworzyła sytuację, w której żaden kraj nie ośmieliłby się zaatakować członka NATO.
Dlatego też Estonia, jak i każde inne państwo należące do NATO, może czuć się silnie.
Tym razem każdy wie, jak wygląda aktualna sytuacja.
Tym razem jesteśmy gotowi stawić opór, jeżeli będzie to konieczne.
Tym razem, razem z naszymi sojusznikami.
Drodzy Estończycy.
Estonia ma siły gotowe do walki obronnej, które mogą w potrzebie wdrożyć dziesiątki tysięcy doskonale wyszkolonych mężczyzn i kobiet.
Mamy Ligę Obrony zdeterminowaną do obrony naszego kraju.
To jest odpowiedź dla tych, którzy kwestionowali znaczenie obowiązkowej służby wojskowej. To jest także odpowiedź dla tych, którzy myśleli, że członkowie Ligi Obrony są niczym mali chłopcy, lubiący bawić się w wojnę i biegać wkoło z bronią, zamiast robić coś pożytecznego.
Tak jak powiedziałem, mamy swoich sojuszników. Mamy siły powietrzne NATO – najnowszą i najnowocześniejszą flotę powietrzną w Europie. Mamy sprzymierzone okręty wojenne na Morzu Bałtyckim. Sprzymierzone korpusy wojskowe stacjonują wraz z naszymi w estońskich bazach, w estońskich bazach wojskowych podlegających NATO.
Drodzy Estończycy.
Dzień Zwycięstwa jest dniem szacunku dla członków Ligi Obrony i Kobiecej Ligi Obrony Kraju (Naiskodukaitse) – ludzi, którzy poświęcili swój wolny czas i wolną wolę po to, by chronić wolność nas wszystkich.
Wydarzenia mające miejsce na Ukrainie potwierdzają niezbędność Ligi Obrony. Na Ukrainie nie zaczęto tworzenia, szkolenia i wyposażania dobrowolnych jednostek obrony zanim przemoc nie zaczęła rozszerzać swojego zasięgu.
W Estonii Liga Obrony powstała po I Wojnie Światowej, kiedy ludzie byli świadkami władzy rzeszy zdemobilizowanych żołnierzy carskich na Łotwie. Nasza Liga Obrony powstała aby zapobiec takim wydarzeniom w Estonii.
Wolną wolą Ligi Obrony są działania na rzecz odstraszania potencjalnych agresorów. Postawa kobiet i mężczyzn, którzy bronią swoich domów jest całkowicie różna od postawy„zielonych ludzików”, najemników czy przestępców.
Każdy potencjalny nieprzyjaciel wie, że jego najpoważniejszym zagrożeniem jest naród zaangażowany w obronę swoich wartości i sposobu życia. Możemy znaleźć na to dowody zarówno w historii, jak i teraźniejszości.
Drodzy Estończycy.
Najważniejsza lekcja, jaką Ukraina może dać Estonii, zawiera się w pytaniu, które każdy naród i społeczeństwo musi zadawać sobie każdego dnia.
Pytanie to brzmi: czy nasz styl życia, nasza wolność jest warta obrony? Czy jest warta poświęcenia?
Tylko my możemy odpowiedzieć na to pytanie – każdy z nas, niezależnie od wieku czy płci, profesji czy miejsca zamieszkania, pochodzenia etnicznego czy ojczystego języka.
Jestem dumny z całego narodu estońskiego, ponieważ odpowiedź ta była jednomyślna, od Supilinna do Lasnamäe, od Narwy do Valgi.
Tak, we własnym kraju decydujemy o sobie i dokonujemy własnych wyborów.
Estonia musi zrozumieć, że to prawo do samostanowienia jest ciągle kwestionowane. Według niektórych, wiedzie nam się zbyt pomyślnie, jesteśmy zbyt niezależni, zbyt uparci, zbyt europejscy, zbyt anty-sowieccy.
Estończycy dowiedli, że te wolności – wolność słowa, opinii, zgromadzeń, wraz z rządami prawa, niezawisłością sądownictwa i demokratycznymi wyborami – przynoszą postęp.
Ucieleśniamy wszystkie rzeczy, które nasz sąsiad uważa za egzystencjalne zagrożenie dla siebie. Dla tego kraju, Estonia i Łotwa są państwami, które stały się symbolem największej katastrofy XX wieku.
Drodzy Estończycy.
Mam teraz pytanie: czy jesteśmy gotowi? Czy jest w nas wola, by uczynić jeszcze więcej w imię obrony naszej wolności?
Czy jesteśmy gotowi, aby porzucić pewne korzyści czy przedwyborcze obietnice? Czy jesteśmy gotowi by być bardziej przyjaznymi i wyrozumiałymi wobec siebie? Czy umiemy trzymać się razem?
Estonia jest państwem. To nasza niezależność, nasza wolność osobista, nasze domy i rodziny. Obrona Estonii nie leży w interesie nikogo innego.
Estonia to nasz interes, interes nas wszystkich.
Estonia zasługuje na to, by być ceniona i chroniona.
Elagu Eesti. Niech żyje Estonia.
Przełożyła Julia Krzesicka
[1] Łotewska nazwa bitwy.
Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.