Aktualności
Darmowe
RPN
Strona główna
Pastorki: zmiana, której Kościół potrzebuje
4 kwietnia 2026
27 lipca 2012
Gdy w Warszawie zamykano główne ulice w centrum miasta w związku z budową centralnego odcinka drugiej linii metra, media wieściły komunikacyjny koniec świata. Nie bardzo się komukolwiek mieściło w głowie, że zamknięcie arterii przecinających sam środek miasta, takich jak ulice Świętokrzyska czy Marszałkowska, będzie miało jakiekolwiek nienegatywne konsekwencje. Tymczasem życie nieco zweryfikowało te przekonania, lub przynajmniej pokazało pewne aspekty sprawy, które dotychczas znajdowały się poza zasięgiem wzroku chyba zarówno władz miasta, jak i mediów oraz zwykłych mieszkańców.
Po zamknięciu obu ulic przejazd samochodem przez centrum rzeczywiście stał się trudniejszy, z tym trudno polemizować. Po jakimś czasie kierowcy przyzwyczaili się jednak do nowych tras, a zamknięcia ulic zostały niejako przyjęte przez nich do wiadomości. Natomiast fakt, że ulice te zostały nagle uwolnione od ciągłego potoku pędzących samochodów otworzył zupełnie nowe wymiary percepcji miasta przez ludzi, którzy nie siedzą w samochodzie, lecz poruszają się komunikacją zbiorową, na rowerze lub po prostu pieszo.
Fragmenty miasta, wyspy, na które Warszawa poszatkowana jest szerokimi arteriami, oddzielone od siebie nieprzekraczalnymi wąwozami ulic z wartkim nurtem hałasujących samochodów, nagle bowiem się do siebie niebywale wręcz zbliżyły. Odległości w linii prostej stały się odległościami faktycznymi, a przestały być hipotetycznymi. Na chwilę, zanim stanęły płoty, okazało się, że mieszkańcy północnej strony Świętokrzyskiej mieszkają prawie w parku Świętokrzyskim. Nagle okazało się, że Ściana Wschodnia przy Marszałkowskiej stoi przy samym placu Defilad i nie trzeba poświęcać wielu minut na nadkładanie drogi, aby się tam dostać. Nagle obie strony Świętokrzyskiej między Nowym Światem i Marszałkowską zostały ze sobą „zszyte” – pieszy, który dostrzegł znajomego po drugiej stronie ulicy, nie musiał już poświęcać czasu na zastanowienie się, jak się do niego dostać. Mógł po prostu do niego podejść. I porozmawiać z nim normalnym tonem, nie przekrzykując drogowego hałasu.
Dodatkowy kamyczek do tego ogródka odkryć, jak wielkie fragmenty miasta są zupełnie niedostępne dla większości osób poruszających się po nim wniosły zamknięcia ulic związane z EURO. Nagle ludzie odkryli, jakby to było, gdyby duża część przestrzeni między budynkami była im dostępna. Okazało się, że byłoby to całkiem przyjemne. Stan zastany, przez lata niekwestionowany przez nikogo, w którym znakomita część przestrzeni publicznej, z chodnikami włącznie, oddana jest potrzebom indywidualnego ruchu samochodowego, został zakwestionowany. Po raz pierwszy na tę skalę dało się zobaczyć, jak Śródmieście funkcjonowałoby, gdyby nie było zdominowane przez samochody. I okazało się, że wcale nieźle.
Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.