Co oznacza nowa nominacja w gabinecie Orbána?

Czy Viktor Orbán mianował członka gabinetu cieni, aby zdobyć fundusze unijne, czy też rzeczywiście zamierza zmienić nadzór nad wydatkowaniem funduszy, które UE wciąż wstrzymuje?

13 czerwca 2022

Jaka będzie rola Tibora Navracsicsa po jego powrocie do rządu i jaka będzie rola równie doświadczonego Jánosa Lázára w zapewnieniu Węgrom dostępu do funduszy, które do tej pory w większości nie dotarły do kraju z powodu obaw o korupcję? Sprawdziliśmy, w jaki sposób nowa struktura rządu może wpłynąć na stosunki z UE i – co najważniejsze – na zmniejszenie obaw związanych z praworządnością.

Człowiek Orbána

Na papierze Viktor Orbán, tworząc swój piąty rząd powierzył znaczące role swoim dwóm sprawdzonym ludziom. Tiborowi Navracsicsowi i Jánosowi Lázárowi przypadł nadzór nad realizacją inwestycji publicznych z wykorzystaniem funduszy unijnych. W ramach tej funkcji będą oni pozyskiwać, negocjować i renegocjować dotacje i pożyczki, których UE jeszcze nie wypłaciła. Ich zadaniem będzie dopilnowanie, aby pieniądze były wydawane w sposób niebudzący zastrzeżeń – przynajmniej pozornie. Nominacja ta ma tym większe znaczenie, że Komisja Europejska zatwierdziła w środę polski plan naprawy gospodarczej, pozostawiając Węgry jako jedyny kraj, którego plan nie został jeszcze zatwierdzony przez organ wykonawczy UE.

Navracsics jest ministrem odpowiedzialnym za wykorzystanie funduszy unijnych. Pracuje w Kancelarii Premiera, ale – zapewne nie bez powodu – jest od niej oddzielony, korzystając z odrębnej klasyfikacji. Były komisarz UE, dając popis swojej długoletniej europejskiej postawy, już podczas przesłuchania ministerialnego oświadczył, że nie chce angażować się w ideologiczne debaty z przedstawicielami UE.

Navracsics był wicepremierem i ministrem administracji publicznej i sprawiedliwości po 2010 roku. W latach 2014–2019 pełnił funkcję członka Komisji Europejskiej, a teraz jest odpowiedzialny za rozwój regionalny i fundusze unijne. Powiedział, że będzie ściśle zarządzał tymi dwoma obszarami, a także zamierza przygotować się na okres po zakończeniu okresu budżetowego UE w 2027 roku. Jego zdaniem, najpilniejszą sprawą jest podpisanie do końca tego roku dwóch umów z UE dotyczących cyklu rozwojowego i funduszu naprawczego. Twierdzi, że „ma w tym zakresie rutynę”.

„Istnieje potrzeba budowania zaufania między instytucjami UE a Węgrami oraz rozstrzygania sporów w taki sposób, aby żadna ze stron nie czuła się przegrana. Niektóre z nich mają charakter techniczny, inne wynikają z braku zaufania. Konflikty te trwają od dziesięciu lat i potrzebny jest proces budowania wzajemnego zaufania. Chcę znaleźć porozumienie. Moim celem jest podpisanie porozumienia w sprawie wstrzymanych funduszy rozwojowych do końca tego roku” – powiedział Navracsics podczas przesłuchania ministerialnego. Choć intencje wydają się jasne, a fakt, że stary-nowy minister był wcześniej członkiem Komisji Europejskiej, może działać na jego korzyść, polityk ponownie mianowany na głównego negocjatora stoi przed poważnymi wyzwaniami. Na przykład wkład Navracsicsa w rozwiązanie sporów dotyczących procedury praworządności może zostać przyćmiony przez fakt, że odegrał on kluczową rolę w budowie węgierskiego systemu politycznego po 2010 roku. Jedno z działań dotyczyło bardzo krytykowanej reformy sądów.

Mimo to Navracsics jest wciąż jednym z najbardziej wpływowych proeuropejskich polityków Fideszu. Być może świadczy o tym również fakt, że jego pierwsza podróż ministerialna zaprowadziła go na kongres Europejskiej Partii Ludowej, którą Fidesz opuścił, aby zapobiec wyrzuceniu z niej. Jak się okazało, Navracsics – członek Fideszu od 1994 roku – wykorzystał swoje podwójne obywatelstwo w KDNP. (partia mniejszościowa w koalicji z Fideszem, która zachowała swoje miejsce w EPL).

Nowe pomysły, stare intencje

Jednocześnie ważną kwestią pozostaje to, jaką zmianę przyniesie jego powrót. Zgodnie z pomysłami przedstawionymi przez Navracsicsa podczas przesłuchania, chciałby on uprościć i uczynić bardziej przejrzystym system dostępu do funduszy, a także zamierza go usprawnić i wyeliminować powielanie działań. Jednocześnie instytucje zarządzające będą teraz podlegać Kancelarii Premiera, w której znalazł się także sam Navracsics.

Taki układ nieco zaciemnia prawdziwe intencje Orbána, ponieważ wielu interpretowało powrót Navracsicsa jako rodzaj konsolidacji. Sam premier niemal to odrzucił, mówiąc, że jego stary towarzysz broni Navracsics „ma największe szanse, by nie zginąć między kołami młyńskimi brukselskich biurokratów i węgierskich posłów”.

Trudno będzie jednak nie wpaść w pułapkę między Kancelarią Premiera a innymi ministerstwami mającymi uprawnienia w zakresie kształtowania polityki gospodarczej i instytucjami UE, ponieważ zakres obowiązków Ministerstwa Finansów uległ pewnej zmianie w porównaniu z poprzednim cyklem. Nadzór nad programami unijnymi zostanie przeniesiony do specjalnej jednostki w Kancelarii Premiera. Jednak ani personel, ani mechanizmy zgłaszania zarzutów korupcyjnych nie uległy zasadniczym zmianom.

Tak przynajmniej wydaje się wynikać z przepisów dotyczących struktury rządu, które zmuszają ministerstwa – kierujące w dużej mierze węgierską gospodarką dzięki środkom unijnym –- do współpracy w wielu dziedzinach. Pracę Navracsicsa bez zaplecza instytucjonalnego może utrudniać fakt, że w zasadzie każdy większy projekt jest prowadzony przez inne ministerstwo, a on sam niekoniecznie będzie miał udział w merytorycznym nadzorze nad najbardziej krytycznymi problemami, takimi jak najważniejsze inwestycje.

Podejrzenia o korupcję a restrukturyzacja

Ponadto, oprócz Navracsicsa, za fundusze unijne będzie odpowiadał Szabolcs Ágostházy. Również w Kancelarii Premiera. Pracuje on jako sekretarz stanu ds. rozwoju UE, a za fundusze unijne odpowiadał także w poprzedniej strukturze rządu. Choć negocjuje z instytucjami unijnymi w umiarkowanym tonie (podobnie jak Navracsics), nie ma na swoim koncie wielkich sukcesów, np. w przypadku wielokrotnie zmienianego Planu Odbudowy i Odporności.

Jeszcze większym problemem jest to, że na krótko przed powołaniem nowego rządu pojawiła się informacja, że urzędnicy Ministerstwa Finansów i jeden z wysokich rangą urzędników Kancelarii Premiera są podejrzani o łapówkarstwo w związku z wypłatą funduszy unijnych i związanymi z tym audytami, w które zaangażowane były oba ministerstwa. Sprawa jest tym bardziej interesująca, że osoba aresztowana w maju pod zarzutem korupcji pracowała nad funduszami unijnymi wstrzymanymi z powodu przekupstwa. Sprawa obejmuje obecnie 20 podejrzanych, z których siedmiu to obecni lub byli urzędnicy ministerstwa. Pięciu podejrzanych zostało aresztowanych, a jeden trafił do aresztu śledczego.

Podział zadań w samym rządzie jest jednak tak skomplikowany, że utrudnia powodzenie misji Navracsicsa. Wyzwanie, jakie stoi przed nim, wydaje się ogromne, ponieważ wiąże się z koniecznością wzięcia na siebie potencjalnych obaw i już istniejących, dość zaognionych sporów na linii Bruksela–Budapeszt, a także przełożenia decyzji rządowych na „europejskie” i uzyskania konkretnych zezwoleń na finansowanie.

Tymczasem, Judit Varga, minister sprawiedliwości, której przyznano prawo weta we wszystkich sprawach – z dość nietypowym zwolnieniem z odpowiedzialności – przygotowuje się do kolejnych unijnych batalii prawnych.

W Ministerstwie Sprawiedliwości János Bóka, jako sekretarz stanu ds. UE, będzie odpowiadał za kwestie praworządności i inne spory unijne kwestionujące działania rządu, które nie podlegają Navracsicsowi. Do tej pory pracę Bóka nadzorował sam Orbán, który był sekretarzem stanu premiera do spraw UE.

Czy János Lázár zagwarantuje nadzór nad dużymi inwestycjami?

Co ważniejsze, wpływ na pracę Navracsicsa może mieć „stary przyjaciel”, János Lázár. Inny wielki powracający do rządu wypadł z łask w 2018 roku. Były minister w Kancelarii Premiera spędził ostatnie cztery lata jako komisarz rządowy i często powtarzał, że jego sercem jest polityka lokalna, obszary wiejskie i rolnictwo. Podczas przesłuchania kandydatów na ministrów mówił o tym, co zamierza zrobić jako nowy minister bez teki ds. budownictwa i inwestycji.

Ponieważ inwestycje i duże projekty publiczne, czyli budownictwo, realizowane na Węgrzech od momentu przystąpienia tego kraju do UE w 2004 roku, były finansowane głównie ze środków unijnych i to właśnie takie priorytetowe przedsięwzięcia rządowe przyciągnęły uwagę instytucji unijnych, jest oczywiste, że Lázár będzie miał pełne ręce roboty w ciągu najbliższych czterech lat. Oczywiście, głównym pytaniem dotyczącym decyzji nowego ministra jest również to, jak będzie wyglądał legislacyjny podział pracy z Gergásem Gulyásem.

Na papierze to nie Lázár czy Navracsics, lecz Kancelaria Premiera jest odpowiedzialna za nadzór nad publicznymi projektami budowlanymi o wartości ponad 10 milionów forintów węgierskich, programami Węgierska Wieś, Nowoczesne Miasta i Aktywne Węgry, a także kolejami jednoszynowymi. Mimo to powracający minister powiedział podczas przesłuchania, że jego celem jest zwiększenie efektywności i przewidywalności, zreformowanie systemu inwestycji publicznych i promowanie przejrzystości we wszystkich obszarach.

Pieniądze potrzebne coraz pilniej

Polityka unijna nowego rządu Orbána jest istotna przede wszystkim dlatego, że czołowi analitycy gospodarczy, a nawet sam rząd przyznają, że Węgry będą potrzebowały coraz więcej środków unijnych. Według naszych źródeł, od czasu wyborów negocjacje nabrały tempa. Nabrały tempa także wydarzenia. Po stronie węgierskiej jest większa otwartość na ewentualne kompromisy, co zdaniem urzędników UE wynika głównie z tego, że sytuacja fiskalna Węgier bardzo się zmieniła w ciągu ostatniego roku.

Mimo że sytuacja budżetowa jest daleka od optymistycznej, gabinet Fideszu wciąż nie wypełnił zaleceń, które są warunkiem nie tylko wypłaty środków z tzw. funduszu naprawczego, ale także wprowadzenia równoległego mechanizmu praworządności, którego domaga się Unia.

Parlament Europejski bacznie przygląda się również Komisji Europejskiej, ponieważ większość parlamentarzystów UE jest bardzo niezadowolona ze stanu prac nad procedurą mającą na celu ochronę europejskich środków finansowych, ale również zapewnienie niezależnego sądownictwa. Mimo że posłowie ponownie wezwali do natychmiastowego uruchomienia mechanizmu po zakończeniu postępowania sądowego w UE, Komisja poprosiła o czas na przyjęcie wytycznych wyjaśniających praktyczne zastosowanie przepisów.

Wytyczne te zostały ostatecznie przyjęte 2 marca, usuwając w ten sposób ostatnią przeszkodę w stosowaniu przepisu, ale zdecydowana większość PE uznała, że Komisja podjęła działania zbyt późno, a w kilku wystąpieniach i rezolucjach dała jasno do zrozumienia, że PE jest poważnie zaniepokojony faktem, że Węgry szkodzą interesom finansowym Unii Europejskiej, ponieważ żadne konkretne przypadki korupcji nie znalazły rozstrzygnięcia przed sądem.

Innymi słowy, jest niemal pewne, że Navracsics będzie musiał złożyć poważną ofertę, aby zabezpieczyć fundusze unijne w tym roku, zgodnie z obietnicami, które złożył podczas przesłuchania ministerialnego. Rząd węgierski formalnie przedstawił swoją propozycję funduszu naprawczego w połowie maja ubiegłego roku, nie dotrzymując pierwotnego terminu kwietniowego, ale i tak będąc 15. z 27 państw członkowskich UE, które to uczyniły. Wówczas chciał uzyskać od Brukseli 2 500 mld forintów w formie dotacji i choć w maju 2021 roku informowaliśmy, że rząd planuje pobrać 13-procentową zaliczkę z funduszy do końca lata, Komisja przedłużyła termin przyjęcia planu, a następnie ogłosiła, że nie zostanie on przyjęty w obecnej formie. Didier Reynders, komisarz UE ds. sprawiedliwości, powiedział, że węgierski rząd musi przeprowadzić reformę sądownictwa, aby nie było wątpliwości co do jego niezawisłości i wolności od wpływów politycznych, oraz zapewnić odpowiednie gwarancje, że władze krajowe będą prowadzić dochodzenia w sprawach korupcyjnych wykrytych przez Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF).

Rządowe służby komunikacji i propagandy zareagowały na to, mówiąc, że nie zaakceptowały planu naprawczego ze względu na węgierską ustawę anty-LGBTQ, która wywołała duże poruszenie w UE. Mimo, że „brukselscy biurokraci” przez cały czas temu zaprzeczali, pozostało to w głównym nurcie retoryki, reprezentowanym przede wszystkim przez Judit Vargę. Dlatego też zaskoczeniem było, gdy po długim okresie sporów, w tym samym czasie, gdy epidemia koronawirusa wygasała i wybuchała wojna rosyjsko-ukraińska, Viktor Orbán zmienił zdanie i napisał list do Ursuli von der Leyen, przewodniczącej Komisji Europejskiej, w którym stwierdził, że linia kredytowa UE, która została odrzucona w zeszłym roku, zostanie uruchomiona.

Rząd węgierski nie otrzymał nawet zgody Komisji Europejskiej na uruchomienie środków, ponieważ gabinet nie obiecał ani nie wdrożył żadnych istotnych działań antykorupcyjnych w minionym roku, a Komisja nie zatwierdziła planu naprawczego przedstawionego pierwotnie przez rząd. Orbán zwrócił się jednak do Komisji o „bezzwłoczne zatwierdzenie planów odbudowy i rekonstrukcji, umów partnerskich i programów operacyjnych państw członkowskich Unii Europejskiej chroniących wschodnie granice” oraz o „umożliwienie szybkiego, ukierunkowanego i elastycznego wykorzystania środków z budżetu UE poprzez zniesienie ograniczeń w zakresie prefinansowania, współfinansowania i relokacji”.

Tymczasem rząd nie przesłał jeszcze do komisji nowego planu. Mimo że Ursula von der Leyen odwiedziła niedawno Viktora Orbána w Budapeszcie, fundusz naprawczy był przypuszczalnie omawiany równolegle z planem wprowadzenia embarga na ropę, ale nie jest znany żaden oficjalny dokument dotyczący intencji rządu. Dlatego Komisja nie odpowiedziała na nieformalną prośbę premiera ani przed wyborami, ani po nich, ani od czasu wyborów. Nie tylko dlatego, że komunikacja rządu nie była zgodna z rzeczywistością, ale także dlatego, że żadna z krytycznych uwag dotyczących planu naprawczego – wyniki dochodzeń, które doprowadziły do uruchomienia mechanizmu praworządności – ani nawet zalecenia dla poszczególnych krajów wydane dla Węgier nie mają nic wspólnego z tzw. ustawą o ochronie dzieci, która według rządu jest powodem, dla którego Węgry nie otrzymują funduszy unijnych.

Główny problem z planem naprawczym polegał na tym, że rząd nie wydawał pieniędzy w przydzielonych obszarach i nie dawał gwarancji, że środki te zostaną wykorzystane bez korupcji. W 2021 roku pieniądze zostałyby wypłacone bez żadnych warunków wstępnych, gdyby rząd węgierski przedstawił odpowiedni plan. Natomiast od 2022 roku byłyby one uzależnione od konkretnych zobowiązań. Unijny plan naprawy gospodarczej przewidywał również, że państwa członkowskie muszą posiadać system monitorowania, aby zapewnić, że przy przyznawaniu środków nie dojdzie do oszustwa, korupcji lub konfliktu interesów. Jest to jednak zasadniczy powód, dla którego Komisja Europejska do tej pory nie przyjęła węgierskiego planu: zdaniem brukselskiego organu rząd węgierski po prostu nie przedstawił odpowiedniej propozycji skuteczniejszego przeciwdziałania korupcji.

Ciekawą analogią jest znaczne złagodzenie krytyki i obaw dotyczących praworządności w Polsce, zwłaszcza po tym, jak pod koniec maja polski sejm przegłosował likwidację izby dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Przyjęcie tej propozycji – forsowanej przez Komisję Europejską – utorowało drogę do zatwierdzenia przez Brukselę polskiego planu naprawczego. Propozycja ta oznacza, że Komisja nie będzie stawać na drodze do uruchomienia funduszy, jeśli spełnione zostaną zalecenia, które są związane z uruchomieniem pieniędzy i są wydawane również na papierze. Polacy nie otrzymają jednak również płatności, dopóki nie zostaną uchwalone wymagane reformy sądownictwa.

Uznając powagę sytuacji związanej z rosyjską inwazją na Ukrainę, Polska stała się centrum dystrybucji dostaw wojskowych z USA i innych członków NATO. Zdała sobie sprawę z gospodarczego i dyplomatycznego znaczenia sojuszu. W lutym zaproponowała Komisji Europejskiej kompromis z nadzieją na wykorzystanie strategicznych zasobów finansowych i uregulowanie stosunków. Według urzędników UE, rząd węgierski przestawił się jedynie na negocjacje w bardziej uprzejmym tonie, ale nadal domaga się, by Orban nadal ustalał warunki.

Tłumaczenie na język angielski – Andrea Horváth-Kávai.

Fot. Mathieu Stern/Unsplash.

Niniejszy artykuł jest częścią trwającej współpracy medialnej w Europie Środkowej organizowanej przez Visegrad Insight, w której uczestniczą Denik.cz, DennikN.sk, Telex.hu. Parlament Europejski nie był zaangażowany w przygotowanie tych materiałów i nie ponosi odpowiedzialności za informacje lub stanowiska wyrażone przez autorów. Artykuł został pierwotnie opublikowany w języku węgierskim na stronie telex.hu i w języku angielskim w Visegrad Insight. Aby zobaczyć więcej artykułów z tego projektu, kliknij tutaj. Skróty pochodzą od redakcji.

Dajemy do myślenia

Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.