Aktualności
Darmowe
Strona główna
Europe Future Forum 2026
14 września 2026
30 grudnia 2014
Odkąd fotografię uznano za pełnoprawną dziedzinę sztuki, można zająć się zwykłymi zdjęciami, niemieszczącymi się w ostrych kryteriach kolekcjonerów — przypadkowymi, słabo wykadrowanymi, nieostrymi, ale mówiącymi więcej niż kunsztowne dzieła artystów. Daniel Brzeszcz o Wernakularnych Clémenta Chérouxa.
Zasadniczym tematem, który Clément Chéroux okrąża, analizując skojarzone z nim zagadnienia szczegółowe, jest fotografia wernakularna. W tej nieprecyzyjnej kategorii zawierają się zdjęcia zarówno domowe, umieszczane na kartach rodzinnych albumów, jak i użytkowe, wykorzystywane na uniwersytetach, na posterunkach policyjnych, w bazach wojskowych, szpitalach, pracowniach architektonicznych czy salach sądowych. Wyrwane ze swoich pierwotnych kontekstów i pozbawione czysto funkcjonalnego charakteru, zyskują nadspodziewaną wartość. I chociaż takich właśnie obrazów jest najwięcej, rzadko skupiają one uwagę badaczy. Cała para historii fotografii idzie w objaśnianie tego, co wyjątkowe.
Chéroux stara się przywrócić właściwe proporcje. Wernakularne napisał z odwagą, rzadką zwłaszcza w przypadku prac naukowych. Widać ją w doborze źródeł, w śmiałych tezach, ale i w myślowej nonszalancji.
Ponieważ autor w jednym tomie zebrał artykuły publikowane systematycznie przez blisko dekadę, można by podejrzewać, że nie złożą się one w harmonijną całość. Na szczęście stało się inaczej — nie stracił on z pola widzenia wątku, który snuje się, nieprzerwany, przez rozważania o fotografii spirytystycznej, paramedycznej, amatorskiej, iluzyjnej, jarmarcznej i sklepowej. Niekiedy prowadzą go one do wniosków dobrze już znanych, wartościowych jednak o tyle, o ile wspartych na nieznanym wcześniej w Polsce materiale.
Dokumentacja zasługuje zresztą na osobny komentarz. Chéroux nie przyjmuje do wiadomości, że do tematu, który wybrał, źródeł nie ma. Aby odtworzyć historyczne tło, czyta on teksty teoretyczne (ówczesne i współczesne), prasowe doniesienia i powieści, przegląda muzealne, miejskie i policyjne archiwalia, czerpie wreszcie z prywatnych kolekcji. Dowodzi przy tym imponującej, nadludzkiej wręcz orientacji. „Podczas systematycznych poszukiwań — lekkim tonem rzuca na przykład w jednym z przypisów — w blisko dwustu tytułach czasopism fotograficznych, które ukazywały się między rokiem 1870 a 1914, natrafiłem jedynie na dwa artykuły o fotografii jarmarcznej”. Przy tym wszystkim erudycyjne nawiązania nie przytłaczają i nie czynią z Wernakularnych lektury nieprzystępnej.
Jeżeli cokolwiek obniża wysoką ocenę, to przede wszystkim słabość fragmentów poświęconych samym fotografiom. Autor ilustruje nimi tylko swój wywód, komentując co najwyżej technikę, jaką posłużyli się ich twórcy, mimo że niektóre zdjęcia aż proszą się o wnikliwszą analizę formalną. Zdumiewająco powierzchowna rozmowa opublikowana w ostatnim „Notesie.na.6.Tygodni” wzmacnia jeszcze tę obserwację. W swobodnym, asocjacyjnym toku Chéroux gubi czasem temat swojego szkicu (jak w Grze portretów, w której pyta, dlaczego pozujący do XIX-wiecznych fotografii jarmarcznych utrzymują powagę, a na zdjęciach XX-wiecznych zachowują się swobodnie — ale zapomina udzielić odpowiedzi). Dla efekciarskiej puenty czy paradoksu zdarza mu się poświęcić logikę przekonującego rozumowania. Rażą też trafiające się tu i ówdzie uproszczenia (wernakularne ma dla przykładu wymykać się regułom rynku, pozostając „na peryferiach czy też na zewnątrz światowego przepływu kapitału”, na co w Learning from Vernacular zwraca uwagę Pierre Frey — tymczasem ceny wernakularnej fotografii, wystawianej na światowych aukcjach, szybują w górę od lat; lektura tekstu poświęconego amatorom, którymi w ujęciu Chérouxa są zarówno „pstrykacze”, jak i zrzeszeni w fotograficznych kołach, narzuca z kolei pytanie: gdzie podziali się profesjonaliści?).
Chociaż taki zarzut może wydać się osobliwy, jeśli uwzględnić, że Wernakularne liczą sobie mniej niż dwieście stron — książce przydałby się również surowy redaktor. Mniejsza o błędy interpunkcyjne czy literówki, spowalniające tylko lekturę. Prawdziwym problemem są zbędne powtórzenia — zarówno wewnątrz-, jak i międzytekstowe. Ponieważ nikt nie zajął się usunięciem ich, Chéroux wychodzi niekiedy na zapominalskiego gawędziarza, który tę samą historię opowie chętnie raz jeszcze — i raz jeszcze — i kolejny raz.
Te drobne mankamenty nie wpływają jednak znacząco ani na poznawczą wartość Wernakularnych, ani na przyjemność płynącą z lektury. A jako że Fundacja Archeologia Fotografii — wydawca książki — premierę uświetniła cieszącą się wielkim powodzeniem wystawą portretów wielokrotnych (którym Chéroux poświęcił jeden ledwie przypis), można mieć nadzieję, że przekona się o tym szerokie grono czytelników.
Clément Chéroux, Wernakularne. Eseje z historii fotografii [Vernaculaires. Essais d’histoire de la photographie], przeł. Tomasz Swoboda, wyd. II, Warszawa 2014 [2013], ss. 176.
Praca naukowa finansowana ze środków budżetowych na naukę w latach 2013—2017 jako projekt badawczy w ramach programu pod nazwą „Diamentowy Grant”.
Marcin Król | Moja krótka i oszałamiająca kariera polityczna
Richard Berkeley | Głuchy smartfon
Jakub Wencel | Wataha i zagrożenia internetu
Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.