Wolałbym, żeby tej debaty nie było

Chciałbym napisać, że przed drugą debatą oczekuję, że kandydaci więcej czasu poświęcą na rozmowę o sprawach, które zwykle umykają uwadze. Ale wcale tego nie chcę

21 maja 2015

Celem pierwszej debaty było obnażenie słabości przeciwnika. Kandydaci niby rozmawiali o swoich pomysłach na Polskę, ale zapamiętaliśmy z niej wymianę złośliwości. Pretendenci na najwyższe stanowisko w państwie ustalili już, kto lepiej posługuje się danymi i formuuje riposty.

Chciałbym napisać, że przed drugą debatą oczekuję, że kandydaci będą trochę mniej mówić o sobie, a więcej czasu poświęcą na rozmowę o sprawach, które zwykle umykają naszej uwadze. Byłoby fantastycznie, gdyby kilka milionów Polaków przed telewizorami usłyszało dziś wieczorem sensowne wypowiedzi na temat nowelizacji ustawy samorządowej. Coraz lepiej widać, że najważniejsze zmiany, które powinny nastąpić w tej kwestii, nie dotyczą wcale formalnych usprawnień funkcjonowania samorządów, ale tego, w jaki sposób połączyć chęć bezpośredniego udziału mieszkańców w procesach decyzyjnych z ideą demokracji przedstawicielskiej. Innymi słowy – czy powinniśmy przełamać monopol wójtów na rządzenie gminą i zrobić więcej miejsca dla mieszkańców i ich reprezentantów w radach?

Debata mogłaby być dobrym momentem, aby poruszyć temat umowy handlowej Stanów Zjednoczonych z Unią Europejską (TTIP), wokół której pojawia się coraz więcej znaków zapytania. Widać konieczność wypracowania polityki migracyjnej i odpowiedzi na pytanie o to, czy rzeczywiście umiemy być solidarni z potrzebującymi pomocy. Stosownych rozwiązań domaga się kryzys w edukacji wyższej, a  gdzieś na końcu tej listy życzeń powinny też pojawić się takie niszowe, choć również ważne sprawy, jak Krajowa Polityka Miejska oraz potrzeby zdefiniowania na nowo zakresu odpowiedzialności państwa i samorządów za politykę kulturalną.

Tak naprawdę jednak wcale tego nie chcę. Kandydaci w ostatnich dniach kampanii zarzucili nas bowiem taką liczbą genialnych pomysłów, że nie ma czasu na ich rzetelną analizę. Gdyby teraz rozszerzyć zakres ich zainteresowań o wymienione wyżej tematy, to w ciągu godziny dostaniemy gotowe rozwiązania absolutnie wszystkich problemów – a debata to nie jest chyba dobry czas na wprowadzanie prymatu ilości nad jakością.

Kandydaci zamienili się w magików, którzy wyczarowują kolejne propozycje i niczym sztuczki magiczne prezentują je publice. Zanim ta zdąży zorientować się, co tak naprawdę się dzieje, jest już kolejna propozycja, obietnica, gotowy projekt ustawy. Część z nich zdecydowanie wykracza poza kontekst kampanii i prowadzić może do istotnych zmian w sposobie funkcjonowania państwa. Wciąż nie mogę zrozumieć, jak można w ciągu doby przygotować projekt zmiany konstytucji, umożliwiający wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych. Jasne – wykreślenie jednego słowa zajmuje kilka sekund. Tylko czy na tym polega odpowiedzialna polityka i dobra zmiana?

Modyfikacje ustawy emerytalnej też wymagałyby sensownej dyskusji. Same w sobie nie brzmią rewolucyjnie, ale nie wiemy przecież, w jaki sposób wpłyną one na funkcjonowanie  systemu emerytalnego w przyszłości. Wykonywane naprędce analizy są wyrywkowe i sądzę, że w ciągu pozostałych do ciszy wyborczej dwóch dni na porządne dane nie możemy liczyć. Tym bardziej, że duża część tego czasu zostanie wykorzystana na obronę Polski przed tym drugim –  złym i szkodliwym –  kandydatem na prezydenta.

Wolałbym więc, żeby ta debata się nie odbyła. Tym bardziej, że do gry wrócił duet Kurski&Kamiński, któremu najlepiej wychodzi manipulowanie opinią publiczną. Jeśli to oni przygotowywali kandydatów do kolejnego starcia, to największym wygranym będą Twitter i Facebook. W trwającym od kilku dni festiwalu haseł, tweetów, memów i wyrazów poparcia zaczynam wyczekiwać ciszy wyborczej.

Kandydaci stawią się w swoich narożnikach. Będą wykorzystywać każdą sekundę na prezentację zdań wymuskanych przez Jacka Kurskiego i Michała Kamińskiego Kamińskiego. Może tym razem nie rzucą się sobie do gardeł, bo to rozstrzygnęli poprzednim razem. Skoro ich elektoraty już wiedzą, kto jest warty głosu, to adresatem drugiej debaty będą wyborcy Kukiza. I to mnie trochę przeraża, bo akurat w tej materii poruszamy się wciąż po omacku. Kandydatom to jednak nie przeszkodzi w sformułowaniu kolejnych propozycji, obietnic i być może, niestety, również projektów ustaw.

fot. Rob / Flickr / Creative Commons
Artur Celiński

Szef zespołu DNA Miasta, członek redakcji Magazynu Miasta i wiceprezes Fundacji Res Publica. Politolog. Inicjator i członek Zespołu ds. Miejskich Polityk Kulturalnych działającego przy Narodowym Centrum Kultury. Miejski aktywista - członek Kongresu Ruchów Miejskich. Ekspert od polityki kulturalnej i znaczenia kultury dla rozwoju miast. Promotor innowacji w zarządzaniu politykami publicznymi i wprowadzaniu narzędzi dialogu obywatelskiego.

Dajemy do myślenia

Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.