MEJER: Uchodźcy z Betlejem

Obecnie w mieście narodzin Jezusa, w obozach dla uchodźców mieszka ponad 20 tys. Palestyńczyków. Trump swoją decyzją sprawił, że znów są w centrum uwagi

26 grudnia 2017

Trzy obrazki

Izraelski żołnierz ciągnie za sobą małego palestyńskiego chłopca w czerwonej koszulce. Przez jego ramię przewieszony jest karabin maszynowy. Dziecko nie chce iść, szarpie się. Obok trzech kolejnych żołnierzy prowadzi kolejne dzieci. Gdy starają się ich wsadzić do wojskowego samochodu, podbiegają dorośli Palestyńczycy – młodzi mężczyźni i kobiety, starsza pani w hidżabie. Po krótkich negocjacjach udaje im się przekonać żołnierzy, żeby ich wypuścili. Wszystko dokumentuje kamera Jamala Saifana z organizacji B’Tselem, która dokumentuje konflikt Izraelsko Palestyński. Jak podaje inna propalestyńska NGO – The Institute for Middle East Understanding – dzieci, które próbowali aresztować Izraelczycy, miały pięć lat. Rzucały kamieniami w żołnierzy.

Materiał wideo mogący zawierać przemoc lub brutalną zawartość można obejrzeć klikając tu

Wojskowy izraelski samochód terenowy szybko podjeżdża na jeden zakrętów. Strzela z zamontowanej na dachu wyrzutni granatów z gazem łzawiącym i odjeżdża. W tle słychać odgłosy karabinów.

Wieża strażnicza z surowego betonu i znajdujący się obok ośmiometrowy mur odgradzający Grób Racheli (miejsce pielgrzymek żydów w Betlejem, kompletnie odgrodzone od Palestyńczyków) stoją w płomieniach. Lokalna agencja Ma’an informuje, że w momencie podpalenia nie było w nim izraelskich żołnierzy. Byli oni jednak tego dnia w pobliskich zabudowaniach – raniąc dwóch Palestyńczyków i aresztując kolejnych dwóch.

Sceny takie jak te, dokumentowane przez Palestyńczyków i publikowane w mediach społecznościowych, to obecnie codzienność w obozie dla uchodźców Aida, który znajduje się w Betlejem, mieście w którym urodził się Jezus i gdzie razem z rodziną chował się przed prześladowaniami ze strony armii Heroda. Aida, podobnie jak inne obozy na terenie okupowanego przez Izrael Zachodniego Brzegu Jordanu, zawsze rządziły się swoimi prawami. Po tym, jak 7 grudnia prezydent USA Donald Trump uznał Jerozolimę za stolicę Izraela, to właśnie one są miejscami, gdzie protesty wobec tej decyzji przyjęły najbardziej brutalną formę.

Obozy dla uchodźców kojarzą się nam z wielkimi połaciami pustyni i równymi rzędami prowizorycznych namiotów, które widzimy w reportażach o Wojnie Domowej w Syrii. Te, które znajdują się w Zachodnim Brzegu Jordanu wyglądają zupełnie inaczej – i mają już prawie 70 lat, mieszkają w nich kolejne generacje uchodźców.

Duhajsza to największy z trzech obozów dla uchodźców w aglomeracji Betlejem (poza nim są tu wspomniana już Aida oraz Azza) Na nieco ponad kilometrze kwadratowym mieszka tu około 15 (szacunki ONZ) – 17 (szacunki mieszkańców) tysięcy Palestyńczyków. Według ONZ, gęstość zaludnienia jest tu ponad trzynastokrotnie wyższa niż w Warszawie i prawie siedem razy wyższa niż w Hong Kongu.

Uchodźcy od 70 lat

Obóz, podobnie jak inne, powstał po wojnie Arabsko-Izraelskiej w 1948 roku dla Palestyńczyków, którzy uciekali z terenów obecnego Izraela. W jej efekcie Zachodni Brzeg Jordanu był pod jordańską okupacją, a na terenie całego tego kraju powstały obozy dla uchodźców. Aby rozwiązać ten pierwszy po II Wojnie Światowej nowy kryzys uchodźczy w grudniu 1949 roku powstała nawet nowa, specjalna agenda ONZ – UNRWA (Agenda Narodów Zjednoczonych dla Pomocy Uchodźcom Palestyńskim na Bliskim Wschodzie), która do dziś odpowiada za obozy – w sumie jest ich 59, na terenie Palestyny, Jordanii, Libanu i Syrii. Na terenie Zachodniego Brzegu Jordanu mieszka w nich prawie 200 tys. Palestyńczyków. W aglomeracji Betlejem – ponad 20 tys. z nich.

Do Duhajszy trafili mieszkańcy 45 wiosek na zachód od Hebronu i Jerozolimy. Do Aidy uchodźcy z okolic Hebronu i Jerozolimy. Do Azzy przeniosła się cała wioska Bajt Dżibrin ze wzgórz w okolicach Hebronu. Początkowo były tam tylko prowizoryczne namioty, w Duhajszy była jedna toaleta na całe osiedle. W latach pięćdziesiątych powstały proste budowle z betonu – 10 metrów kwadratowych na rodzinę, 10 cm ściany wysokie na 2,45 m i prosty dach z blachy. W 1967 roku, po Wojnie Sześciodniowej, Betlejem i reszta Zachodniego Brzegu Jordanu znalazła się pod izraelską okupacją. – W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych doświadczyliśmy rasizmu – mówi Naji, szef centrum kultury Laylac w Duhajszy. – Jak w obozie chodziłem bez butów, to było ok, bo nikt nie miał butów. Idąc do sklepu do pobliskiej wioski czułem jednak wstyd. Teraz jest lepiej, nasza społeczność ma większą siłę. Organizujemy szkolenia, jesteśmy mediatorami np. w kłótniach pomiędzy różnymi chrześcijańskimi społecznościami – dodaje.

Obecnie wąskie uliczki obozów są wybetonowane, niektóre budynki mają wiele pięter i elektroniczne domofony. Trudno znaleźć w obozach pierwsze domy, wybudowane przez UNRWA. Jednak w dalszym ciągu obozy rządzą się swoimi prawami.

Przy wejściu do Duhajszy stoi stalowa brama zdemontowana podczas drugiej Intifady (zbrojny protest przeciwko okupacji w latach 2000-2005). Podczas pierwszej intifady (protest w latach 1987-1993, dużo bardziej pokojowy) Izraelczycy zbudowali wokół obozu ogrodzenie i zamknęli 13 z 14 wejść do niego. – Nie mogły wjechać nawet karetki, żeby odebrać poród. Aresztowano za pisanie po murach, można było być zatrzymanym za posiadanie czegoś do pisania – mówi Ma’an, mieszkaniec Duhajszy.

Rysunki i plakaty na murach są wszędzie; przy wejściu jest wielka płachta brezentu z twarzami kilkunastu mieszkańców Duhajszy, którzy od czasu Intifady pozostają w więzieniach. Wąskie uliczki są pełne plakatów i graffiti z wizerunkami męczenników – osób, które zostały zabite przez izraelską armię, czy to walcząc z nią czy też przez pomyłkę. Obok nich znajdują się napisy po hebrajsku – armia w ten sposób znakuje ulice w obozie, żeby się nie zgubić w gąszczu małych, podobnych do siebie alejek. Popularne są też graffiti z wizerunkiem Handali – małego, bosego chłopca, zawsze odwróconego tyłem. Jego postać została stworzona przez Naji al-Aliego, najbardziej znanego palestyńskiego rysownika.

Mieszkańcy obozów nie płacą czynszu, rachunków za prąd czy wodę – miejsce do życia i media ma zapewniać UNRWA. Wywołuje to niezadowolenie wśród mieszkańców pobliskich osiedli, którzy mieszkają na normalnych, rynkowych zasadach. Ceną za to, poza wszechobecnym ściskiem, jest jakość usług. – Wody potrafi nie być od 3 do 6 miesięcy, ostatnio było tak rok temu. Dlatego każdy dom ma na dachu dużo baniaków na wodę, żeby starczyło minimum na miesiąc. Niektórzy mają też podziemne zbiorniki. Prąd najczęściej jest wyłączany przez Izraelczyków na zimę. To bezcelowe, oni nie rozumieją mentalności tutaj. Ktoś, kto ma piec na drewno zaprosi wszystkich sąsiadów do siebie. Elektrownia wystawiła nam rachunek na ponad milion szekli (ponad milion złotych – przyp. red.), ale nie mamy zamiaru go płacić – mówi Ma’an.

Mur oddzielający Grób Racheli (miejsce pielgrzymek żydów) od zabudowań palestyńskich w okolicy obozu dla uchodźców Aida w Betlejem. Fot. Jakub Mejer

Pod okupacją

Oficjalnie obozy w Betlejem znajdują się w sektorze A Autonomii Palestyńskiej, do której wstęp Izraelczykom jest wzbroniony. W rzeczywistości to właśnie w obozach najczęstsze są akcje armii, o których codziennie Palestyńczycy słyszą i czytają w swoich mediach, które informują o kolejnych 10, 20 lub 40 zatrzymanych. – Średnio co drugi, trzeci dzień budzą nas granaty hukowe i gaz łzawiący – mówi jedna z europejskich wolontariuszek pracująca w obozie dla uchodźców. Są to najczęściej dwudziestokilkuletnie kobiety z Zachodniej Europy, często o silnie lewicowych poglądach. Nie jeżdżą do miejsc, do których Palestyńczycy nie mają dostępu, takich jak Morze Martwe, Jerozolima czy Grób Racheli.

Wolontariusze w Izraelu najczęściej nie mają takich dylematów i jadą na przykład zwiedzać Betlejem, Jerycho lub Ramallah, do których Izraelczycy wstępu nie mają. Większość z nich, aby tu przyjechać, musiała kłamać na granicy izraelskiej (nie da się inaczej dostać do Zachodniego Brzegu Jordanu niż przez jedno z przejść granicznych kontrolowanych przez Izrael). Podczas gdy wolontariusze w Izraelu, pracujący np. w kibucach, dostają bez problemu wizy wolontariackie, społecznicy w Palestynie mają to zadanie utrudnione. Jeśli mają współpracować przykładowo z organizacją przeciwną działalności Izraela w Palestynie, to często, żeby dostać izraelską wizę (zwykłą, na trzy miesiące) udają, że są turystami, albo przyjechali uczyć się języka hebrajskiego. Co trzy miesiące muszą wyjechać z Izraela i wrócić – czasami nie udaje im się dostać kolejnej wizy, bo służby celne odkrywają prawdziwy cel podróży. Dlatego wiele z tych osób kasuje swoje profile w mediach społecznościowych i uważa, żeby nie być fotografowanym. Niektórym udaje się tak żyć nawet przez wiele lat.

Tutaj można zginąć za to, że się siedzi w domu – mówi Naji. W centrum Laylac są trzy portrety męczenników. Ostatni z nich zginął zaledwie kilka tygodni temu. – Pracował tutaj nad zewnętrzną biblioteką, półki z książkami miały być wystawiane na ulicach. Teraz ich nie wystawimy, zostawimy ją u nas jako pamiątka po nim. Czasem jestem już tym zmęczony – mówi Naji.

W trakcie drugiej Intifady świat obiegły obrazki, jednego z mieszkańców Aidy, który został raniony podczas wyburzania jego domu i zmarł, bo nie mogła do niego dojechać karetka. Ten obrazek, transmitowany przez izraelską telewizję, wywołał publiczne oburzenie w kraju. W 2015 roku w mediach społecznościowych pojawił się film w którym izraelski żołnierz mówi przez megafon po arabsku do mieszkańców obozu „zagazujemy was na śmierć” dodając, że zabiją Palestyńczyka którego właśnie aresztowali, bo w dalszym ciągu lokalna społeczność rzuca w nich kamieniami (żołnierz został za to zawieszony). W 2009 roku obóz odwiedził papież Benedykt XVI i zwracał uwagę na złe warunki bytowe mieszkańców. – Eksperci do spraw zdrowia sugerują, że mieszkańcy betjelemskiego obozu Aida są narażeni na większy kontakt z gazem łzawiącym niż jakakolwiek inna zbadana grupa społeczna na świecie – alarmował w listopadzie br. Pierre Krähenbühl, dyrektor generalny UNRWA.

W ostatnich tygodniach we wszystkich obozach sytuacja jest bardziej napięta. Uchodźcy z obecnego Izraela są grupą społeczną, która najbardziej do siebie wzięła deklarację Trumpa o Jerozolimie (podobnie jest np. w Jordanii, gdzie najwięcej protestów też jest w obozach). – Sytuacja stała się bardzo trudna. Jest dużo rajdów armii, dzień i noc – informuje mnie Aida Youth Center, jedno z centrów kultury w obozie Aida. – Żołnierze są codziennie, w ciągu dnia i w środku nocy. Zawsze coś się dzieje – słyszę natomiast w centrum kultury Lajee.

W takich właśnie warunkach Boże Narodzenie spędzili mieszkańcy obozów w Betlejem, mieście, z którego – jak podczas tegorocznego Światowego Dnia Uchodźców zauważył Papież Franciszek mówiąc „Jezus był uchodźcą” – zupełnie inna rodzina musiała uciekać do Egiptu, sama stając się uchodźcami.

Jakub Mejerwolontariusz w organizacji pozarządowej w Jordanii, która zajmuje się powstrzymywaniem radykalizacji młodych muzułmanów. W latach 2015-2017 dziennikarz magazynu „Press”. Publikował m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Wprost”, Onecie, Gazeta.pl, „Przeglądzie”, „Dzienniku Bałtyckim”, „Więzi” i „CD-Action”.

Zdjęcie: Flickr (CC BY-NC 2.0)

Dajemy do myślenia

Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.