Ekonomia
Strona główna
Świat
Technologia
Marek Tatała: Jak powinniśmy wykorzystać atuty Polski, by stała się jeszcze silniejsza?
21 kwietnia 2026
28 lipca 2015
Europejska Stolica Kultury Wrocław 2016 nie ma dobrej prasy i niewiele robi, żeby poprawić sytuację, o czym świadczy choćby kuriozalna forma prezentacji programu. Na szczęście od każdej reguły są wyjątki. Jednym z nich jest wystawa „Dispossession”, która towarzyszy weneckiemu Biennale.
Kuratorzy Michał Bieniek i Małgorzata Miśniakiewicz wyszli od charakterystycznych dla Wrocławia historii wojennych przesiedleń, ale udało im się uniknąć taniej reklamy ESK 2016. Pułapek było sporo: martyrologia, stworzenie wystawy pod konkretną tezę i łopatologiczna publicystyka to tylko niektóre z nich. Sposobem na ich ominięcie okazały się różnorodność i otwartość na wiele interpretacji.
Przy samym wejściu do pałacu zwiedzających wita instalacja „Home is nowhere” Manafa Halbouniego. Pochodzący z Syrii artysta uciekł do Niemiec, by uniknąć służby w armii Asada. Stary samochód przemianował na tymczasowy dom. Rodzinny dom artysty został w Damaszku, do którego nie może powrócić. Czyni to jego emigrację jeszcze trudniejszą, co czuć w instalacji Halabouniego. Już na starcie widzowie zostają skonfrontowani z głównymi tematami tematami ekspozycji, którymi są wojna, wysiedlenia i ich psychiczne skutki, oraz idea domu. Według kuratorskiego duetu „Dispossession” ma dotykać wywłaszczeń w psychologicznych i materialnych przejawach i tak rzeczywiście się dzieje.
Poza wspólną tematyką większość artystów łączy symboliczna linia Drezno – Wrocław – Lwów. To znaczący wybór, który rodzi wiele skojarzeń.
Pytanie, które się nasuwa w trakcie zwiedzania wystawy, brzmi: jak przetłumaczyć przestrzeń na język? Dosłowna próba odpowiedzi znajduje się w pracy Grupy Otwartej. Ukraińscy artyści na podstawie opowieści dwóch kobiet, które z powodu działań wojennych musiały opuścić swoje miejsce zamieszkania, odtworzyli wygląd ich utraconych domów. W ten sposób opowiadają o pracy pamięci. W filmowych wywiadach z kobietami widać, że niełatwo otworzyć przeszłość. Podobne wątki poruszają również pozostali pochodzący z Ukrainy artyści. Oksana Zabużko w przygotowanym specjalnie na wystawę opowiadaniu zastanawia się nad samym pojęciem wysiedlenia. Z innej strony na problem spojrzał Andriej Sahajdakowski, ale o tym za chwilę.
Mocno wybrzmiewa temat historycznych zawirowań i życia na styku różnych światów. Tomasz Opania nagrał wywiad z członkami swojej rodziny na temat jej dramatycznych losów. Częścią jego instalacji jest maszyna, która składa raz polską, raz niemiecką flagę – w zależności od rozmowy. We współczesne realia przenoszą widzów Niemcy, Susanne Keichel w serii fotografii „Lines of fight” i Thomas Kilpper, który udał się na Lampedusę, najdalej wysuniętą na południe wyspę Unii Europejskiej, żeby przyjrzeć się niełatwej sytuacji uciekinierów z Afryki, którzy starają się dostać do Europy w poszukiwaniu lepszego życia. Prace wzajemnie się dopełniają i wchodzą ze sobą w dialog.
Praca Susanne Keichel, fot. Małgorzata Kujda
W przeciwieństwie do większości pawilonów narodowych na wrocławskiej wystawie czuć współgranie z przestrzenią wystawy. Nie dziwi to w kontekście wrocławskiej działalności kuratora Michała Bieńka i Przeglądu Sztuki Survival. Prace wpisane są w miejsce, w którym są prezentowane. Na tym tle negatywnie wyróżnia się instalacja „Reisefieber” Doroty Nieznalskiej, która z kupionych od Niemców drzwi stworzyła coś na kształt wagonu bydlęcego. Prosty, żeby nie powiedzieć prostacki koncept zupełnie nie pasuje do pozostałych realizacji. Ustawiona w przejściu instalacja jawi się jako ciało obce. Wydaje się, że gdyby stanowiła przejście do kolejnych prac, jej efekt byłby dużo mocniejszy. W obecnym układzie można ją po prostu bez refleksji ominąć.
Po drugiej stronie skali sytuuje się „Pani Ania” Szymona Kobylarza. W eleganckim pokoju stoi realistyczna figura sprzątaczki, która od razu budzi skojarzenie ze zjawiskiem „emigracji zarobkowej”. W pokoju zakodowane są różnego rodzaju dane na temat emigracji, a każdy element wystroju może być znaczący. Może, ale nie musi. Rodzi to pytanie o możliwość nadinterpretacji i każe ponownie zastanowić się nad wcześniej oglądanymi pracami. Wspomniana wcześniej instalacja Andrieja Sahajdakowskiego wciąga, i to dosłownie. Klejąca się podłoga i obraz końca świata w ostatniej sali wystawowej są bardzo sugestywne i doskonale podsumowują ideę całej ekspozycji.
Wystawa bez wątpienia trafnie opisuje istotny problem współczesności, ale pytanie, czy w jakikolwiek sposób wpłynie na rzeczywistość, pozostaje otwarte.
Artyści: Manaf Halbouni, Susanne Keichel, Thomas Kilpper z udziałem Massimo Ricciardo i Holgera Wüsta, Szymon Kobylarz, Dorota Nieznalska, Tomasz Opania, Grupa Otwarta, Andriy Sahaydakovskyy, Oksana Zabuzhko
Kuratorzy: Michał Bieniek, Małgorzata Miśniakiewicz
Wystawa czynna do 22 listopada 2015, Palazzo Donà Brusa, Wenecja
Zdjęcie u góry: Praca „Pani Ania” Szymona Kobylarza, fot. Małgorzata Kujda
Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.