Aktualności
Europa
Polityka
Strona główna
Bułgaria głosuje, a Rosja ma nadzieję na nowego Orbána
18 kwietnia 2026
20 września 2015
Jacobin Magazine porównał Donalda Trumpa do psychopatycznego zabójcy z Wall Street, Patricka Bateman’a. Zbytnia brawura? Skądże, w końcu American Psycho to istna kopalnia diagnoz dotyczących bolączek współczesnego kapitalizmu.
W przyszłym roku American Psycho, najgłośniejsza książka Breta Eastona Ellisa, obchodzić będzie swoje 25-lecie. Jej ukazanie się w 1991 roku okrzyknięto literackim skandalem, by w krótkim czasie uznać ją, obok Fight club Chucka Palahniuka, za sztandarową literacką krytykę kultury yuppies. Od tamtego czasu zainteresowanie książką nie spada. W prestiżowych amerykańskich periodykach regularnie pojawiają się poświęcone jej artykuły, od kilku miesięcy na Broadway’u oglądać można jej adaptację. Sam Frederic Beigbeder w swoim zestawieniu najważniejszych książek XX wieku umieścił ją na pierwszym miejscu. Co dokładnie sprawia, że American Psycho do dziś przeraża, fascynuje i jest obiektem analiz?
Bohaterowie naszych czasów
Patrick Bateman, narrator książki, jest dwudziestokilkuletnim doradcą bankowym obsługującym rachunek fikcyjnej firmy inwestycyjnej Pierce&Pierce. Lata osiemdziesiąte były okresem, w którym prosperity Wall Street sięgnęło zenitu, intensywnie oddziaływując na wyobraźnię amerykańskiego społeczeństwa. W pierwszej połowie dekady popularność zdobył termin „yuppie”, mający określać młodych wykształconych dorosłych, którzy cieszą się wysokim dochodem i mieszkają w dużych aglomeracjach. Od początku używane było jednak w pejoratywnym sensie, by podkreślić samozadowolenie, egoizm i obojętność na sprawy społeczne, która cechowała należących do tej uprzywilejowanej grupy. Nawet w „Wall Street Journal” pojawiały się artykuły dotyczące tego kulturowego fenomenu, charakteryzujące yuppies jako „odrażające, niepożądane istoty”. Najbardziej znaną figurą popkultury ucieleśniającą ten wizerunek jest oczywiście Gordon Gekko z filmu Wall Street (1987) Olivera Stone’a, któremu kręgosłup moralny zastępuje wytatuowane słynne hasło „greedisgood”. Chciwość podniesiona do rangi cnoty była jednak u tych postaci sprzężona z silnym etosem pracy. Yuppie, oprócz posiadania nieposkromionego apetytu na pieniądze i prestiż, był przede wszystkim pracoholikiem. (…)
W American Psycho ten wizerunek jest nie tyle załamany, co anihilowany. Czym bowiem zajmują się bohaterowie Ellisa? Dzienny grafik Batemana i jego kolegów wypełniony jest wizytami w siłowni, śniadaniami, lunchami i kolacjami w nieprawdopodobnie drogich restauracjach, suto zaprawionymi kokainą wieczorami w klubach i barach, imprezami na prywatnych jachtach. Na ponad pięciuset stronach książki nie znajdziemy ani jednego opisu tego, czym właściwie się zajmują. Przedstawiona przez Ellisa elita biznesu to wykrystalizowana wariacja na temat veblenowskiej „klasy próżniaczej” – idealnie nieproduktywna, nastawiona na ostentacyjne konsumowanie dóbr, dziedzicząca swoją pozycję poprzez urodzenie i skończone prestiżowe uniwersytety, konserwujące stary układ sił.
Premiera wydania 221 numeru Res Publiki Nowej w październiku na stronie naszej księgarni
Panowanie rzeczy
Na łamach „Gazety Wyborczej” ukazał się znakomity wywiad Grzegorza Sroczyńskiego z Januszem Filipiakiem. Najlepiej zarabiający polski prezes podzielił się w nim myślą, że „milioner ma wyglądać na milionera” oraz zwierzył się, że do prowadzenia rozmów biznesowych z szejkami potrzebna mu świadomość posiadania w garażu zaparkowanego Bentleya. Nabywanie dóbr luksusowych, chwalenie się nimi, konstruowanie własnej podmiotowości w oparciu o nie, jest doskonale znanym i opisanym mechanizmem. W kulturze to leitmotiv wręcz banalny – od nuworysza Gatsby’ego, w słynnej scenie zarzucania Daisy drogimi koszulami, które udało mu się nabyć dzięki spektakularnemu wzbogaceniu, po Rihannę, która na swoim Instagramie zachwycała się niedawno, że kilkuletnia córka Beyonce była „w pełni świadoma tego, że nosi Diora”.
American Psycho nie tylko kipi od tego typu kapitalnych przykładów fetyszyzmu towarowego i kpi z jego wyznawców. Fetyszyzm jest w rzeczywistości esencją tej książki i jej właściwą osią narracyjną.
(…)
Charakterystyka postaci dokonywana jest jedynie poprzez artefakty. Pod litanią marek i wodospadami opisów rytualnych czynności pielęgnacji i higieny ciała oraz spożywania posiłków i lekarstw nie znajdziemy wiele informacji na temat samych bohaterów. W swojej książce Fetyszyzm i kultura Hartmut Böhme pisze o uwielbieniu dla rzeczy i ich dominacji w kontekście dystynkcji i formowania swojej klasowej przynależności oraz o jego transcendentalnym wymiarze. Największą tajemnicą towarów jest to, że warunkują one nasz byt w ogóle. Bez nich – dosłownie – „nie istniejemy sami z siebie” (Hartmut Böhme, Fetyszyzm i kultura). Z jednej strony rzeczy są pośrednikiem i potwierdzeniem naszego bytu, z drugiej pochłaniają nas, czyniąc z nas część obiegu towarów. Jak pisze wprost Böhme – „Przestajemy być unikatami i zamieniamy się w serie”.
Książka Ellisa jest bezprecedensowym przypadkiem zapisu tego procesu. (…) Narrator w najsłynniejszym bodaj fragmencie książki dokonuje na sobie wiwisekcji i przedstawia ostateczny rozpad utowarowionej osobowości: „Jest coś takiego jak idea Patricka Batemana, coś w rodzaju abstrakcji, która nie jest mną, a jedynie bytem, w dodatku iluzorycznym (…) można potrząsać moją dłonią, czując prawdziwe ciało i chociaż może się wydawać, że nasze (moje i jego) żywoty są porównywalne, to mnie po prostu n i e m a (…) Jestem sfabrykowany, jestem aberracją” (Bret Easton Ellis, American Psycho).
Narodziny psychopaty
W scenie otwierającej American Psycho Patrick Bateman jedzie taksówką z jednym ze swoich współpracowników, Timothym Pricem, który rozpoczyna rozmowę zdaniem: „Jestem przedsiębiorczy, jestem twórczy, pozbawiony skrupułów, mam olbrzymią motywację i nieprzeciętne zdolności. Mówiąc krótko, społeczeństwa nie stać na to, żeby mnie stracić. Jestem zbyt cenny” . Jak twierdzi Irvine Welsch, jeden z wielu zwolenników prozy Ellisa, te słowa w doskonały sposób pokazują redefinicję, jakiej w ostatnich kilkudziesięciu latach uległo pojęcie „american dream”. Cechy punktowane na drodze korporacyjnej kariery, takie jak zdolności autoprezentacji, współzawodnictwo, skłonność do podejmowania ryzyka i dominacji są zaskakująco zbieżne z tym, jak psychiatrzy charakteryzują psychopatów. W dezynwolturze, z jaką na co dzień traktuje się ten fenomen, pobrzmiewają echa heglowskiego przekonania, że wybitne (tu – silne, zaradne, najlepiej przystosowane) jednostki mają prawo zdeptać na swej drodze wiele niewinnych kwiatów. Jak podaje profesor Manfred F.R. Kets de Vriesna na łamach „Harvard Business Reviewˮ – szacuje się, że w korporacyjnym środowisku odsetek osób o psychopatycznych tendencjach sięga aż 4 proc., co daje liczbę znacznie większą niż w ogólnej populacji.
To fragmenty eseju, który ukaże się w nadchodzącym 221 numerze Res Publiki Nowej. Premiera wydania w październiku.
Dominika Sitnicka (1990) – studentka filozofii w Kolegium MISH UW. Zajmuje się krytyką literacką, publikowała m.in. w Dwutygodniku i Dzienniku Opinii Krytyki Politycznej. Interesuje się kulturą popularną.
fot. kadr z filmu American Psycho
Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.