Racjonalny radykalizm

Paweł Kukiz wygrał najwięcej. Bronisław Komorowski musi zrewidować hasło Polski racjonalnej. Andrzejowi Dudzie pozostaje walka o centrum.

11 maja 2015

Kukiz ma dylemat. Jego wyborców najpewniej nie przyciągnie żaden argument, który padnie z dwóch wiodących sztabów. On sam mówił podczas wieczoru wyborczego, że nie zagłosuje na żadnego z kandydatów.

Ale powinien sobie zdawać sprawę, że jeśli nie dokona wyboru może osłabić potencjał powstałego ruchu bardziej niż jednoznacznie dokonując wyboru. Może więc zachęcić swoich wyborców do poparcia jednego z kandydatów, ale nie wprost.

Tymczasem jego wyborcy już się szykują na wybory parlamentarne. Bo chcą wyśnionej zmiany, bo myślą, że mogą być polityczną siłą i wierzą, że JOWy są dobre dla Polski, choć nie są – pisaliśmy o tym. W drugiej turze wyborów prezydenckich niekoniecznie w ogóle pójdą do urn. Ale już dziś są zapowiedzią, że jesienią wszystko może się zmienić.

Komorowski musi być przyzwoity radykalnie

Przewaga kandydata PiS wynika przede wszystkim z tego, że 15% dotychczasowych wyborców PO postanowiła pokazać Prezydentowi Komorowskiemu żółtą kartkę. Żółtą, ale nie czerwoną.

Są to wyborcy, którzy być może nie zagłosują na Bronisława Komorowskiego w drugiej turze, ale z pewnością mają mniej powodów, żeby wybrać Andrzeja Dudę.

Wyborcy Kukiza z pewnością nie są racjonalni. Są radykalni. Są młodzi.

Jeśli więc Bronisław Komorowski myśli poważnie o reelekcji musi sięgnąć po te emocje i być wobec własnej strategii wyborczej niekonsekwentny.

Prezydent musi wydobyć z siebie emocje, które towarzyszyły jego wypowiedziom w piątkowych wywiadach w studiach TVN24. Być może to był najlepszy moment jego kampanii, którą poza tym zdominowały racjonalne ale i zgrane kalkulacje dające niegdyś zwycięstwo. Straszenie PiSem nie działa już tak jak kiedyś.

Paweł Kukiz nie jest Polską racjonalną. Polska racjonalna została w domu, bo padał deszcz, albo wybrała weekend poza miastem. Za to Polska radykalna zagłosowała – często po raz pierwszy w życiu.

Wybór prezydenta to naturalnie wybór dłuższej drogi, a nie tylko głos kontestacji. Nie tak dawno racjonalni z pozoru Czesi wynieśli do władzy Milosa Zemana, który obietnicami i kontestacją dziedzictwa Havla prowadzi ten kraj nieodpowiedzialnie konfliktując się nawet z własnym środowiskiem politycznym. A przecież w kampanii mówił tak pięknie i dowcipnie. Ileż trzeba przypominać, że to realne decyzje pod presją są sprawdzianem polityka, a nie miękkie usta i okrągłe gesty wyborcze, kiedy kandydat bez zobowiązań jest gotów zrobić wszystko, by się wyborcom przypodobać…?

Problematyczna centrowość Dudy

Pierwsza runda okazała się prawyborami, w których Andrzej Duda rywalizował z pozostałymi kontrkandydatami o nominację na głównego pretendenta. To mu się udało, ale w arytmetyce wyborczej lekka przewaga może mu się odbić czkawką. Bo to teraz jego się goni i to on musi uciekać.

Kampania Andrzej Dudy także zabrnęła w ślepy zaułek. Kandydat PiSu do racjonalności aspiruje i z pewnością odżegnuje się od radykalizmu, który kojarzy się z jego szefem. Chce być pośrodku sceny. Jak pogodzi partyjną linię z JOWami i postulatami demokracji bezpośredniej? W obiecywaniu jest znakomity, więc może próbować.

Z centrum trudno być wyrazistym, ale dotychczas kandydat PiS tylko dzięki tej centrowej aspiracji i naśladownictwu haseł Prezydenta Komorowskiego budował własne poparcie. Ten drugi z kolei nie potrafił skutecznie przeciwdziałać wyborczej dywersji.

W debacie TVP Duda wypadł niczym rasowy leming: oględnie, plastikowo i punktualnie. Jest też wzorowo zdyscyplinowany tak jak wtedy, gdy za przestrzeganie czasu z wdzięcznością odbierał pochwały od dziennikarza – zresztą skandalicznie przeźroczystego i obojętnego na skandaliczne wypowiedzi Brauna.

Jeśli chce walczyć o głosy oddane na Kukiza to musi wyjść z komfortowej strefy, którą do tej pory starał się zagospodarować. Niekoniecznie mu się to opłaci.

Komorowski radykalny?

Chwytający za serce Kukiz był lepszym kandydatem niż byłby głową państwa. Andrzej Duda do tej pory odgrywa rolę lepszego kandydata niż Bronisław Komorowski, ale to ten drugi jest i zapewne będzie lepszym prezydentem. Lepszym, bo wiarygodnym, doświadczonym i już samodzielnym, choćby dlatego, że druga kadencja będzie (zapewne) finałem jego kariery politycznej.

Tymczasem Andrzej Duda zyskałby wiarygodność dopiero gdyby obecną popularność przekuł w polityczne morderstwo i przejął pałeczkę w PiS od Jarosława Kaczyńskiego. Na to jest jeszcze za słaby.

Po drugiej turze w sposobie prowadzenia kampanii przez głowę państwa wiele musi się zmienić. Bronisław Komorowski nie powinien być stuprocentowo konsekwentny w obranej strategii i dobrze, gdyby w prezentacji swojego stanowiska bywał bardziej radykalny niż racjonalny. Tylko dobrze umiejscowione emocje pobudzą wyborców, którzy pierwszą rundę zbojkotowali, wyrazili swój antysystemowy sprzeciw oddając głos nieważny, albo po prostu wybierając kanapę – w każdym zaś razie wykazali obojętność wobec wyniku wyborów.

Naiwna jest postawa, jaką zademonstrowały wobec wyborów dwa liberalne przecież środowiska. Kultura Liberalna piórem Karoliny Wigury w komentarzu powyborczym zachłysnęła się możliwością stworzenia partii młodych – zapewne połechtana nieco słowami Marcina Króla, który na promocji swojej książki mianował ją przyszłym premierem. Tymczasem historia partii, które powstają i tworzą realną alternatywę, jak Podemos, to efekt długiej i ciężkiej pracy, a nie krótkiego zrywu jakim do tej pory był ruch Pawła Kukiza. Natomiast na prawdę opadła mi szczęka po ostentacyjnym olaniu głosowania przez Błażeja Lenkowskiego z Liberte!, który napisał na Facebooku, że nie zagłosuje. Obudźcie się moi drodzy, bo polityka to nie sztuka tego co najpiękniejsze, a tego co możliwe.

Mamy do wyboru kandydata, który obiecuje gruszki na wierzbie, by potem zostać lennikiem rządu PiS oraz dobrego wuja, który jest w stanie zmienić zdanie i podpisać oczekiwaną przez większość Polaków ustawę o in vitro. Wybór jest oczywisty. Tylko trzeba się zdobyć na odwagę i przełamać hispterskie obrzydzenie.

 

Foto: Jon Fife / Flickr

Wojciech Przybylski

Wojciech Przybylski prowadzi największy w Europie Środkowej program foresightu strategicznego na temat polityk europejskich. Jest redaktorem Visegrad Insight w Fundacji Res Publica w Warszawie. W przeszłości redaktor naczelny Res Publiki Nowej, a następnie EUROZINE - paneuropejskiej sieci magazynów kultury. Wykłada gościnnie dla Foreign Service Institute for U.S. Government, Central European University Democracy Institute, Katolickim Uniwersytet Pázmánya w Budapeszcie. Absolwent MISH UW, Europe’s Future Fellow w IWM - Instytucie o Człowieku w Wiedniu. Członek rady doradczej LSE IDEAS Ratiu Forum, Europejskiego Forum Nowych Idei i Międzynarodowego Forum Strategii Schmidt Futures i Stowarzyszenia Inkubator Umowy Społecznej. Publikował m.in. w Foreign Policy, Politico Europe, Journal of Democracy, Project Syndicate, EUObserver, VoxEurop, Hospodarske noviny, Internazionale, Zeit, Dzienniku Gazecie Prawnej, Gazecie Wyborczej. Pojawia się także w BBC, Al Jazeera Europe, Euronews, TRT World, TVN24, TOK FM, Szwedzkim Radiu i innych. Publikacje książkowe pod jego redakcją: Understanding Central Europe, Routledge (2017) oraz On the Edge. Poland, Culturescapes (2019).

Dajemy do myślenia

Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.