Przybylski: Opozycja teoretyczna

Opozycja u tak silnego gracza musi dopiero wzbudzić do siebie szacunek. Nie dokona tego pustymi krzesłami.

20 listopada 2015

Gdzie jest opozycja? Sędzia Jerzy Stępień mówi o zamachu stanu. A Platforma i Nowoczesna rzucają ręcznik. Wychodząc z sali obrad w trakcie tak ważnego głosowania kwestionują sens swojego istnienia.

Wczorajsze głosowanie nad zmianą ustawy o Trybunale Konstytucyjnym powinno nam otworzyć oczy na istotę polskiej kultury politycznej. Po pierwsze stanowienie prawa jest sednem polityki, a prawo można ustanawiać tylko przemocą większości. Głosowanie ustanawia fakty, które są legitymizowane przez wszystkich. Także przez tych, którzy wyszli z sali.

To nieprawda, że już nic innego nie można było zrobić. Można było stosować rożnego typu obstrukcję, żeby zmusić PiS choćby do przeciągnięcia dyskusji w Sejmie i podjęcia jej również w mediach. Od zgłaszania maksymalnej liczby poprawek – a nie marnych kilkunastu – po zajmowanie mównicy. Z tego miejsca nie powinni byli ustępować Petru i Schetyna, póki nie wyprowadzi ich straż na żądanie marszałka.

Zupełnie czym innym jest samousuwanie się z sali posiedzeń, a czym innym jest zmuszenie PiS do użycia straży marszałkowskiej. Elegancja, uśmiech i dowcip nie mają tu znaczenia. Opozycja u tak silnego gracza musi dopiero wzbudzić do siebie szacunek. Nie dokona tego pustymi krzesłami.

Po drugie, opozycja parlamentarna może istnieć tylko teoretycznie. Nowoczesna rozpoczęła kadencję od komunikatu, że będzie konstruktywną opozycją. Z tak małą liczbą głosów i przy jedności partii rządzącej chciałaby odgrywać rolę istotnego gracza. Zgrabnie to wypada w mediach, ale nie jest żadną strategią. PiS będzie miał całą masę merytorycznych ustaw i je przegłosuje. A projekty Nowoczesnej bez wcześniejszego zademonstrowania potencjalnej siły obstrukcji najwyżej przydadzą się PiS do medialnego teatru.

Platforma odkładając wybór nowego szefa partii skazuje się na zagładę. Dziś jasne jest, że obecne kierownictwo jest niezdolne do wyrazistej i sprawnej organizacji prac w opozycji. To praca na lata, wymagająca determinacji, konsekwencji i jasnego celu. Politycy, którzy byliby do tego zdolni nie mogą być wybrani dopiero w marcu. Przy obecnym tempie i rozmachu zmian opozycja nie będzie miała już wtedy co robić.

Po trzecie, symbole tworzą fakty. Silny opór w Sejmie, nawet jeśli nie zmieniłby ostatecznego kształtu ustawy, byłaby jasnym i czytelnym symbolem. Ideą założycielską opozycji, od której można wyjść do kontrataku. Im później rozpocznie się ów symboliczny opór tym gorzej.

Po czwarte, ta obstrukcja i walka o uznanie roli opozycji nie powinna się dziać dla festynu, ale po to, by zmusić partię władzy do podjęcia dyskusji i uznania roli opozycji. Nie wolno pozwolić, by ową rolę dyktowała partia rządząca. W tym kontekście pakiet demokratyczny dla opozycji brzmi raczej jak niewypowiedziana groźba.

Celem prezesa Kaczyńskiego celem  nie jest przecież umilanie pracy przeciwnikom. Jego celem jest za to przejęcia państwa przez stosowne grono zaufanych i godnych ludzi. Grono, które jak uczy historia stopniowo i coraz szybciej będzie się kurczyć. Jednak póki projekt ten nie upadnie, wyrządzi wiele szkód, a brak walki ze strony opozycji obciąży za te szkody także ją samą.

Na zmianę strategii opozycji nie jest za późno. Będą przecież jeszcze inne ustawy. W tym ustawa zasadnicza. Opozycja mogłaby poświęcić ten czas na przygotowanie strategii. Zamiast ścigać się w telewizyjnych występach mogłaby zniknąć z mediów. Zamiast brać udział w każdym możliwym programie publicystycznym wybrać tylko jeden lub dwa kanały przekazu.

Jeśli jest jakiś sens w opuszczaniu sali, to przede wszystkim studiów radiowo-telewizyjnych. Poza politykami, którzy w swej masie szczególną błyskotliwością nie grzeszą, jest całkiem duże grono ekspertów, intelektualistów, przedstawicieli trzeciego sektora i przedsiębiorców, którzy dużo skuteczniej wypunktują postępującą pychę i arogancję rządzących.

Fot. Wikipedia

Wojciech Przybylski

Wojciech Przybylski prowadzi największy w Europie Środkowej program foresightu strategicznego na temat polityk europejskich. Jest redaktorem Visegrad Insight w Fundacji Res Publica w Warszawie. W przeszłości redaktor naczelny Res Publiki Nowej, a następnie EUROZINE - paneuropejskiej sieci magazynów kultury. Wykłada gościnnie dla Foreign Service Institute for U.S. Government, Central European University Democracy Institute, Katolickim Uniwersytet Pázmánya w Budapeszcie. Absolwent MISH UW, Europe’s Future Fellow w IWM - Instytucie o Człowieku w Wiedniu. Członek rady doradczej LSE IDEAS Ratiu Forum, Europejskiego Forum Nowych Idei i Międzynarodowego Forum Strategii Schmidt Futures i Stowarzyszenia Inkubator Umowy Społecznej. Publikował m.in. w Foreign Policy, Politico Europe, Journal of Democracy, Project Syndicate, EUObserver, VoxEurop, Hospodarske noviny, Internazionale, Zeit, Dzienniku Gazecie Prawnej, Gazecie Wyborczej. Pojawia się także w BBC, Al Jazeera Europe, Euronews, TRT World, TVN24, TOK FM, Szwedzkim Radiu i innych. Publikacje książkowe pod jego redakcją: Understanding Central Europe, Routledge (2017) oraz On the Edge. Poland, Culturescapes (2019).

Dajemy do myślenia

Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.