Na ratunek ustawie krajobrazowej

Łamanie prawa musi przestać się opłacać! Może to odstraszać kogoś wyczulonego na nadmiar zakazów, ale trzeba jasno powiedzieć: reklamowy światek to nie „ciemiężeni przedsiębiorcy"

8 kwietnia 2015

Sytuacja na ulicach polskich miast już dawno przekroczyła granice absurdu. Ludzie godzą się na mieszkanie za wielkoformatowymi siatkami reklamowymi, billboardowe zagajniki zawłaszczają coraz więcej wolnej przestrzeni, a centra miast zaczynają przypominać jarmarki z dmuchanymi atrapami produktów (które według reklamodawców mają w nas budzić „radosne i pozytywne emocje”). Jedną z głównych przyczyn takiego stanu rzeczy jest słabo działające prawo. Jeśli jednorazowa grzywna w wysokości 5 tysięcy złotych i trwające 2-3 lata postępowanie dotyczące usuwania nielegalnych nośników reklamowych to wciąż jedne z „największych” urzędniczych straszaków wobec tych, którzy łamią prawo, nie dziwi fakt, że w batalii o przestrzeń publiczną można co najwyżej wygrać bitwę. Ale nie całą wojnę.

Prezydencki projekt tzw. ustawy krajobrazowej miał wywrócić do góry nogami układ sił. Jednak dokument uchwalony przez Sejm uchwalił 20 marca 2015 daleki jest od wzbudzania zachwytów. Co oferuje? Olbrzymim krokiem naprzód byłaby możliwość tworzenia przez gminy spójnych i jednoznacznych lokalnych regulacji dla reklam i szyldów. „To dublowanie planów miejscowych!” – zakrzyknie specjalista. Nie do końca. W momencie uchwalenia wspomnianych regulacji, stosowne zapisy mpzp tracą moc. I może dobrze, bo w tej chwili ciężko jest nadążyć za sytuacją, w której jedna pierzeja ulicy podlega innym przepisom niż druga, a na kolejnych tych przepisów w ogóle nie ma. Ustawa krajobrazowa daje więc ważne narzędzie do kształtowania lokalnej polityki reklamowo-szyldowej.

banner 672x200

Muszą iść za nim jednak wyższe kary i szybsze mechanizmy reagowania na nielegalne zawłaszczanie przestrzeni przez wielkoformatowe siatki czy billboardy. Łamanie prawa musi wreszcie przestać się opłacać! Brzmi to pewnie odstraszająco dla kogoś wyczulonego na nakazy i zakazy, ale trzeba powiedzieć sobie jasno: reklamowy światek to nie tylko „ciemiężeni przedsiębiorcy”. To także spore pieniądze, sprytne kamuflaże (nośniki na przyczepkach czy w kwietnikach) i zwykłe cwaniactwo, które z powodzeniem mogą uprawiać i ci maluczcy i wielcy gracze outdoorowego biznesu. Znana wielu warszawiakom historia nośnika na Hotelu MDM to nie jednostkowy przypadek. Dobre prawo powinno stawiać dla takich procederów tamę. A tego już sejmowa wersja ustawy krajobrazowej nie obiecuje.

Zapomniano przy tym, że plastycy miejscy w wielu miastach Polski od dawna mają wizję polityki reklamowej – muszą mieć za to jak ją wprowadzać w życie! W obecnym kształcie ustawa może się okazać zaledwie rewolucją na papierze. A nie na to czekaliśmy wraz z innymi organizacjami, urzędnikami i włodarzami miast skupionymi w kampanii „Wysoka Izbo – posprzątaj reklamy!”. Cała nadzieja już tylko w pracach Senatu, do którego kilka dni temu trafił dokument. Do dnia senackiego głosowania – 15 kwietnia – trzeba wspólnie walczyć o konkretne poprawki, które można znaleźć na stronie: www.posprzatajmyreklamy.pl Udostępniony jest na niej też prosty mechanizm pisania listów w tej sprawie do senatorów poszczególnych okręgów. Sejmowe prace „wybiły zęby” ustawie krajobrazowej – nie pozostaje nam nic innego, jak wstawić je na nowo.

fot. Radek Kołakowski / Flickr / CC
Aleksandra Stępień

(rocznik 1985), historyczka sztuki. Zajmuje się głównie problematyką architektury Warszawy, zwłaszcza w kontekście pierwszych lat jej odbudowy oraz miastem jako przestrzenią wymiany społecznej.

Dajemy do myślenia

Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.