Europa
Polityka
Chwila prawdy o budżecie. Pieniądze i wiarygodność procesu akcesyjnego UE
26 lutego 2026
Kurdowie podchodzą do nas z dużą życzliwością. Ci, którzy znają angielski, chętnie rozmawiają i czują się zobowiązani nas ugościć. Przykładem jest wieczór w herbaciarni u stóp Erbilskiej cytadeli.

Przykładem jest wieczór w herbaciarni u stóp Erbilskiej cytadeli. Kilkunastominutowa rozmowa z młodymi Kurdami siedzącymi przy sąsiednim stoliczku (są naprawdę niewielkie, akurat na dwie-trzy herbaty i popielniczkę), poskutkowała nie tylko chęcią zapłacenia za nasze herbaty, ale i wybiegnięciem na postój taksówek w celu pomocy przy targowaniu się z taksówkarzem.
Tego typu życzliwe reakcje nie towarzyszą nam jednak od początku rozmowy – potrzeba paru chwil, aby przełamać dystans, który wywołuje broda noszona przez jednego z nas.
Nowe wydanie kwartalnika Res Publica. Zapraszamy do księgarni!
Na Kurdyjskich ulicach brodaczy jest niewielu, a jeśli już ktoś nosi brodę, to zazwyczaj krótko przyciętą. Bujniejsza wywołuje podejrzenia o sprzyjanie radykalnym islamistom.
Wymownym przykładem była rozmowa z Kurdyjskimi żołnierzami pełniącymi służbę w chrześcijańskiej dzielnicy. Jeden z nas rozmawiał z nimi w życzliwej atmosferze, ale kiedy podszedł drugi, który nosi brodę – śmiech momentalnie ucichł, a zastąpiła go lekka nerwowość. Dopiero gdy upewnili się, że to nie „jeden z tych, co obcinają głowy”, wróciła atmosfera życzliwości.

Podobnie było w piekarni. Gdy weszliśmy, gwar ucichł i tylko właściciel powiedział cicho „Salam Alejkum”. Dopiero kiedy zorientował się, że nie ma do czynienia z radykałem, zaczął się uśmiechać i zapraszać do wspólnego obejrzenia lecącego w telewizji meczu.
Często w takich sytuacjach Kurdowie przepraszają, tłumacząc, że „tych z brodami” po prostu się boją.
Piłka nożna ma spory wpływ na odbiór Polski wśród Kurdów. Większość oczywiście nie kojarzy Polski. Ci, którzy wiedzą, że istnieje takie państwo, dzielą się na dwie grupy – dla starszego pokolenia Bolanda to Lech Wałęsa i Wojciech Jaruzelski, dla młodszych – na przykład wspomnianych żołnierzy – oczywistym skojarzeniem jest Robert Lewandowski.
Pytania o Polskę koncentrują się zwykle wokół tego, czy nasz kraj wysłał już broń, żeby Kurdowie mogli obronić się przed Państwem Islamskim.

Z niezwykłym przejawem życzliwości spotkaliśmy się w samym centrum Erbilu, gdy, usłyszawszy naszą rozmowę, podszedł do nas pochodzący z Bagdadu Kurd z niemieckim obywatelstwem i… zaskakująco dobrą znajomością polskiego.
Również on potwierdził to, co wcześniej podkreślali inni rozmówcy – nadzieję, z jaką wielu mieszkańców Mosulu witało bojowników ISIS. Marginalizowani przez (wówczas) szyicki rząd w Bagdadzie, dominujący w Mosulu sunnici widzieli w radykalnych islamistach szansę na poprawę losu.
Ich życie zamieniło się ciągły strach. – Bojownicy Państwa Islamskiego tak naprawdę w nic nie wierzą. Islam jest dla nich jedynie pretekstem do walki o władzę i mordów – powiedział. Nie mógł się nadziwić temu, że z dalekiej Australii przybywają do IS ochotnicy, tylko po to tylko, żeby zabijać innych.
Warunki życia na północy Iraku są trudne również z przyczyn materialnych – okupujący Mosul radykałowie gwałtownie podnieśli ceny. Ceny niektórych towarów, wedle relacji naszego rozmówcy, miały wzrosnąć nawet dwudziestokrotnie (choć trzeba pamiętać, że skłonność do przesady jest elementem tutejszej kultury).
Dostawy żywności w niemałym stopniu spadły na drobnych dostawców, kursujących między Mosulem a – między innymi – Erbilem. Tak wojna zmieniła handlarzy w przemytników.
Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.