Kawa, demokracja i podziały społeczne

Cool Street 25? Gentryfikacja miejskiego aktywizmu Jak często bywa w przypadku kultury alternatywnej, popularność kawiarni obywatelskiej przełożyła się dość szybko na specyficzną „modę na klubokawiarnie”. Chłodna 25, ironicznie wobec swojej bezpretensjonalnej nazwy, szybko stała się raczej czymś w rodzaju „Cool Street 25”, synonimem tego, co w Warszawie modne. Bardzo widocznąRead more

11 maja 2012

Cool Street 25? Gentryfikacja miejskiego aktywizmu

Jak często bywa w przypadku kultury alternatywnej, popularność kawiarni obywatelskiej przełożyła się dość szybko na specyficzną „modę na klubokawiarnie”. Chłodna 25, ironicznie wobec swojej bezpretensjonalnej nazwy, szybko stała się raczej czymś w rodzaju „Cool Street 25”, synonimem tego, co w Warszawie modne. Bardzo widoczną grupą bywalców klubokawiarni stali się przedstawiciele wyższej klasy średniej pracującej w wolnych zawodach. Kawiarnie, nawet jeśli zaprojektowane jako miejsca kultury i zaangażowania społecznego, szybko stały się istotnym elementem kulturowym nowych form kapitalizmu.

Zarazem doszło do niezwykle ciekawego zjawiska, które stało się specyfiką zarówno warszawskich kawiarni jak i miejskich środowisk aktywistycznych: wraz z tym, jak kawiarnie stawały się miejscami modnymi, cech „mody” nabrał również miejski aktywizm, który – przynajmniej w jednej ze swoich lokalnych wersji – narodził się właśnie w kawiarniach. Medialna kariera miejskiego aktywizmu w Warszawie znacznie przekroczyła rzeczywisty zakres działań. Ponadto, ponieważ zaangażowanie na rzecz miasta szczególnie w swojej pierwszej fazie było zapośredniczone przez kontekst kultury i sztuki, pierwsze działania, a także pierwsze faktyczne sukcesy polityczne (negocjowanie profilowanych konkursów lokalowych, powstanie Komisji Dialogu Społecznego ds. Kultury) miały realne znaczenie niemal wyłącznie dla klasy średniej i wyższej, które tradycyjnie najaktywniej uczestniczą w kulturze.

Tym samym nowy miejski aktywizm mediowany przez kawiarnie obywatelskie był w ciągu pierwszych 2-3 lat zjawiskiem bardzo środowiskowym. Rosnąca samoświadomość tego stanu rzeczy sprawiła, że po raz kolejny w warszawskiej historii pojawiło się lekko pejoratywne określenie „kawiarnianej inteligencji”, używane czasem jako krytyka w mediach oraz właśnie… na kawiarnianych salonach. Zarazem jednak, jak pisał organizator Kongresu Ruchów Miejskich Lech Mergler, kawiarniana moda spowodowała, że również codzienne, mozolne walki o lepsze miasto zostały zauważone i docenione przez polityków i media. Jak mówi Mergler:

Jeszcze kilka lat temu tzw. lokalni miejscy aktywiści, działacze osiedlowi i dzielnicowi byli postrzegani z wyższością jako „leśne dziadki”, w dużej części nudzący się emeryci, bez żadnych ambicji. Kogo obchodziło coś tak mało ważnego jak rady osiedlowe, użerające się codziennie z administracją o sprawy mieszkańców? Wyjście „kwestii miejskiej” poza tę codzienną aktywność wydobywa jej uniwersalny wymiar polityczny i egzystencjalny, w post-agrarnej Polsce kompletnie zapomniany. Fakt, że aktywność miejska sensu stricte znalazła się w obszarze uwagi i zaangażowania elit społecznych, w tym młodych elit inteligenckich, jest poza wszelką dyskusją bezcenny.

Popularność „kawiarnianego aktywizmu” znacznie zwiększyła zainteresowanie problematyką miejską. Zarazem jednak kawiarniany dyskurs aktywistyczny ciągle w niedostatecznym stopniu brał pod uwagę przedstawicieli klas niższych i tzw. „zwykłych mieszkańców” Warszawy, którzy wprawdzie raczej nie brali udziału w debatach, zarazem jednak często stanowili najbliższe sąsiedztwo modnych, zaangażowanych klubokawiarni.

Joanna Kusiak

Socjolożka i miejska aktywistka, wizytująca badaczka na City University of New York, doktorantka Uniwersytetu Warszawskiego i Technische Universität Darmstadt.

Dajemy do myślenia

Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.