Ekonomia
Nowy numer
Strona główna
Świat
Technologia
Roman Kuźniar: Jak powinniśmy wykorzystać atuty Polski, by stała się jeszcze silniejsza?
18 maja 2026
6 lipca 2015
Rzeczywistość rosyjskiej polityki i biznesu lat 90. była zdecydowanie bardziej brutalna, niż fikcja amerykańskich seriali. Pierwszoplanową rolę odegrali w niej oligarchowie – z Borysem Bieriezowskim na czele.
„Bieriezowski, kto to jest?” usłyszał od Władimira Putina dziennikarz pytający o jednego z najpotężniejszych niegdyś ludzi w Rosji. Nie dość powiedzieć, że to osoba, która zdobyła wielkie pieniądze oraz współtworzyła system polityczny, oparty na dominacji oligarchów. To przecież także przewodniczący jury, które wybrało Władimira Putina na następcę Borysa Jelcyna – kierując się wówczas zapewne kryterium domniemanej wierności kandydata. To wreszcie człowiek, który za ten ostatni błąd zapłacił bardzo wysoką cenę.
Sezon 1. Gangsterski kapitalizm
Wielkie fortuny zwykle powstają w czasach przemian. Przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych zrodził istotne szanse. Akumulację zasobów na niewiarygodną skalę umożliwiła koncepcja prywatyzacji radzieckiego majątku stworzona przez Yegora Gaidara oraz Anatolija Czubajsa, którzy postanowili „oddać” przemysł państwowy obywatelom Rosji. Architekci nowego systemu gospodarczego przyjęli, że każdy z obywateli Rosji otrzyma bon warty 10 tys. rubli z przeznaczeniem na akcje prywatyzowanych przedsiębiorstw. Jak można przypuszczać, niewielu Rosjan rozumiało wdrożony mechanizm i wolało szybko pozbyć się bonów, tym bardziej, że ich wartość na wolnym rynku stale spadała.
Proces ten wykreował w przeciągu kilku lat niebywałe fortuny. Określani mianem oligarchów: Borys Bieriezowski, Michaił Chodorkowski, Aleksander Konanychin, Michaił Fridman, Władimir Gusiński, Witalij Malkin oraz Władimir Potanin byli jego kluczowymi beneficjentami. To jednak Bieriezowski był najpotężniejszym z nich – ze względu na swoje kontakty z Borysem Jelcynem, które umiejętnie budował. Prezydent pragnął opublikować swoje wspomnienia spisane przez Walentina Jumaszewa pod wiele mówiącym tytułem Notatki Prezydenta,. Ludzie Jelcyna szukali osoby, która wyda książkę w Rosji. Jumaszew, który później został zastępcą redaktora naczelnego magazynu „Ogoniok”, należącego do Bieriezowskiego, zaproponował potentata jako wydawcę. Druk w Finlandii kosztował około pięciuset tysięcy dolarów. Bieriezowski zaoferował również wynagrodzenie dla prezydenta jako autora publikacji. Zgoda prezydenta spowodowała transfer około trzech milionów dolarów na jego osobiste konto w Londynie. Aleksander Korżakow w wywiadzie udzielonym Pawłowi Chlebnikowowi określił tę sumę jako „pierwsze pieniądze, jakie Borys Jelcyn kiedykolwiek przyjął od kogokolwiek” . Od tego czasu Bieriezowski zaczął umacniać swoją pozycję na Kremlu. Miał niesamowity polityczny instynkt i potrafił odpowiednio dobierać przyjaciół. Przede wszystkim zacieśnił więzy z młodszą córką prezydenta, Tatianą.
Wielkie pieniądze i wpływy oligarchów mogły jednak zniknąć wraz z wyborem na Prezydenta Rosji komunisty, Giennadija Ziuganowa. Zagrożenie było znaczne, już choćby z powodu niskiego poparcia dla Jelcyna, który kierował Kremlem – jak określił to Leon Aron – niczym „bizantyjskim dworem” bądź też prowincjonalnym komitetem partyjnym, do którego rosyjski przywódca miał okazje przez 17 lat przywyknąć . Prezydent nie był ulubieńcem politologów, którzy zarzucali mu, że nie pomógł Rosji przejść przez, jak określa to Ralf Dahrendorf, godzinę prawników . Bez tej podstawy nie mogło być mowy o demokracji liberalnej – kolejne etapy transformacji w postaci godziny ekonomistów i godziny obywateli okazały się niemożliwe. Jelcyn pod koniec swojej pierwszej kadencji wydawał się w oczach wyborców cieniem człowieka. Człowieka, który jeszcze w sierpniu 1991 roku potrafił przeciwstawić się dwóm dywizjom pancernym i wygłosić przemówienie na otwartym placu, choć został ostrzeżony, że snajperzy wroga zostali rozmieszczeni na dachach otaczających plac budynków .
Sezon 2. Wybierzmy Jelcyna
Kampania prezydencka Jelcyna była najdroższą we współczesnej historii politycznej. Nie tyle ze względu na wydatki na spoty czy gadżety, ale na rachunek, który każdy obywatel musiał zapłacić przed i po jej przeprowadzeniu. Rząd zaproponował rosyjskim bankom możliwość udzielenia pożyczki państwu pod zastaw akcji w niesprywatyzowanych dotąd przedsiębiorstwach w strategicznych branżach – jak określiła je Chrystia Freeland „klejnotów koronnych gospodarki”. Rząd oddał mniejszościowe udziały w dwunastu wielkich przedsiębiorstwach w zamian za pożyczkę w wysokości łącznej 800 mln USD. Poza Surgutneftegaz pożyczki dotyczyły Łukoilu, Jukosu, Sidanko oraz Sibneftu, jak również producentów niklu takich jak Norylsk Nikiel oraz Mieczeł i Nowolipiecki Kombinat Metalurgiczny. W przypadku gdyby pożyczki nie zostały spłacone do września 1996 roku, pożyczkodawcy mogli sprzedać na aukcji transze akcji i zachować 30% zysku, co też czynili, sprzedając je samym sobie. Aleksiej Uljukajew tak streścił mechanizm pożyczek: „(…) daliśmy im, oligarchom, tylko jeden klucz do własności. Otrzymaliby drugi klucz po wyborach” .
Oligarchowie, choć mieli przed sobą perspektywę niebotycznych zarobków, wcale nie mieli łatwego zadania. Był to czas, kiedy poparcie dla Borysa Jelcyna wahało się pomiędzy 3% a 4%, a na jego komunistycznego kontrkandydata chciało głosować około 20% wyborców. Dlatego na szczycie w Davos Bieriezowski spotkał się ze swoim największym rywalem Władimirem Gusińskim. Oligarchowie postanowili zjednoczyć siły wokół wspólnego celu, który wydawał się o wiele bardziej istotny niż ich dotychczasowe animozje – wyborze prezydenta Borysa Jelcyna na kolejną kadencję.
Tym sposobem Jelcyn uzyskał na kampanię wyborczą praktycznie nieograniczone fundusze. Przy wsparciu pozostających w rękach oligarchów największych telewizji, takich jak ORT i NTV, Jelcyn przeprowadził pierwszą w historii Rosji batalię o prezydenturę w stylu, do którego przywykli jedynie wyborcy w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych. Minutowe spoty reklamowe, które zamykały słowa „Wierzę, kocham, mam nadzieję” znacznie ociepliły wizerunek przywódcy. Szef kampanii, Czubajs, przyznał później, że oficjalna zarejestrowana suma trzech milionów dolarów, którą rzekomo wydano na kampanię, była „niedostateczna” . Ta deklaracja nie dziwi, zważywszy choćby to, że każdy z obywateli Federacji Rosyjskiej dostał przed wyborami list z kopią podpisu prezydenta.
Wykorzystanie niebotycznych środków finansowych, wsparcie środków masowego przekazu jak i nowoczesne metody prowadzenia kampanii zadecydowały, że prezydent wygrał pierwszą turę, zdobywając 35,28% głosów, podczas gdy jego przeciwnik Ziuganow jedyne 32,04%. Termin drugiej tury nieprzypadkowo wybrano na środę, dzień roboczy, który miał umożliwić jak największy udział wyborców w akcie głosowania. Powszechnie uważano, że wysoka frekwencja działała na korzyść urzędującego prezydenta. Borys Nikołajewicz został ponownie wybrany z ponad 15% przewagą nad przeciwnikiem. Wybór ugruntował także pozycję architektów owego sukcesu. Władimir Gusiński przyznał później, że „(…) gdyby nie Bieriezowski, nie byłoby Prezydenta Jelcyna i prawdopodobnie historia byłaby inna” . Sam Bieriezowski stwierdził: „Wynajęliśmy Czubajsa. Zapewniliśmy zwycięstwo Jelcynowi. Teraz jest czas na cieszenie się owocami naszego zwycięstwa” .
Pod koniec lat 90. w Rosji krążył żart mówiący o człowieku, który zaparkował swój sprowadzony z Zachodu luksusowy samochód na Kremlu. Podszedł do niego strażnik i poinformował, że nie powinien parkować pod siedzibą Prezydenta Rosji. Właściciel samochodu odpowiedział, że nie jest to dla niego problem, ponieważ samochód jest ubezpieczony od kradzieży. „Pożyczki za akcje” były wszak ceną, jaką każdy obywatel Rosji zapłacił za utrzymanie iluzorycznej władzy.
Sezon 3. Putin asem z rękawa
Po reelekcji Jelcyna Bieriezowski został zastępcą sekretarza Rady Bezpieczeństwa. Potentat pierwszy raz nie pozostawał jedynie w bliskich, nieformalnych powiązaniach z „rodziną”, ale stał się również członkiem rządu. W 1998 roku został mianowany Sekretarzem Generalnym Wspólnoty Niepodległych Państw, co pomogło mu w prowadzeniu interesów w krajach byłego ZSRR. W 1997 roku, podczas drugiej rundy pożyczek za akcje, skutecznie pomnażał swój majątek. Razem z partnerem biznesowym Romanem Abramowiczem zaoferował 110 mln dolarów w przypadku wykupu akcji Sibneftu, 10 mln więcej niż cena wywoławcza, i tym samym stali się oni właścicielami całości koncernu. Najlepszym dowodem na zaniżanie wartości koncernu przy zakupie jest fakt, że niespełna 8 lat po jego przejęciu 73% udziałów zostało sprzedanych przez Abramowicza za około 13 mld dolarów.
Niebawem dla oligarchów problematyczna stała się szybka utrata drogo uzyskanego poparcia dla Jelcyna. Prezydent tracił w sondażach, głównie ze względu na słabość do alkoholu i zachowania niegodne głowy państwa. Co więcej, w 1999 roku rodzina Jelcyna została oskarżona o przyjmowanie łapówek w kwocie około 15 mln dolarów od firmy budowlanej Mabetex, konkurującej o umowy na Kremlu. Również premier Jewgienij Primakow, który popierał prowadzenie dochodzenia, w maju 1999 roku został uznany Olega Sysujewa (pierwszego zastępcę szefa administracji Jelcyna) za „nie niezbędnego”. Do historii przeszła scena z jednego z posiedzeń na Kremlu, kiedy przed rozpoczęciem obrad prezydent zasugerował, aby jego nowy faworyt Siergiej Stiepaszyn usiadł bliżej niego. Kilka dni po tym zdarzeniu Stiepaszyn został nowym premierem. Zamieszanie wokół dworu Jelcyna zmusiło oligarchów do pilnego poszukiwania osoby, która mogłaby zastąpić urzędującego prezydenta i zagwarantować utrzymanie przychylności Kremla wobec ich biznesowych apetytów.
Bieriezowski poparł kandydaturę byłego agenta KGB i dyrektora FSB Władimira Putina. Podczas ich rozmowy we Francji przyszły prezydent wydawał się osobą uległą, która idealnie mogłaby wpisać się w rolę marionetki w rękach rozgrywających władzę oligarchów. Zgodnie z artykułem 92 pkt. 3 Konstytucji Federacji Rosyjskiej premier wykonuje obowiązki prezydenta, gdy ten ostatni jest niezdolny do służby i tę właśnie furtkę zastosowano przygotowując transfer władzy. W podzięce za otrzymane stanowisko jednym z pierwszych działań prezydenta Putina było objęcie Borysa Jelcyna i jego rodziny immunitetem, który zapewniał im pełną nietykalność. Analogia z przejęciem władzy przez Geralda Forda po Aferze Watergate i ułaskawieniem Richarda Nixona narzuca się sama.
Putin startował w wyborach jako tymczasowy gospodarz Kremla, a wpływ Borysa Bieriezowskiego na jego kampanię prezydencką był porównywalny ze znanym już scenariuszem z 1996 roku. Oligarcha był głównym autorem tego triumfu. Był to też zarazem początek jego końca.
Sezon 4. Podporządkuj się albo zniknij
Planowe eliminowanie Borysa Bieriezowskiego stanowiło odrzucenie dziedzictwa Jelcyna. Putin, który według Lilii Szewcowej za wszelką cenę chciał objawić się jako niezależny przywódca, nie mógł pozostawić w swoim otoczeniu osób, które nadając mu pobłażliwy przydomek „Wołodia”, uważały go za marionetkę.
Zaczęła się więc regularna wojna pomiędzy oligarchą a prezydentem. W mediach podległych Bieriezowskiemu pojawiła się silna krytyka władzy. Plany Putina były przedstawiane jako zagrożenie dla rosyjskiej demokracji. Bieriezowski zrezygnował również z zasiadania w Dumie, ponieważ nie chciał uczestniczyć w „(…) rujnowaniu państwa i tworzeniu autorytarnego reżimu” . Media należące do oligarchy obwiniały rząd o niewłaściwe postępowanie w czasie tragedii okrętu podwodnego Kursk. Putin w 2001 roku zwrócił się do Bieriezowskiego z pytaniem: „Jesteś jednym z tych, którzy poprosili mnie, abym został prezydentem. Tak więc, dlaczego narzekasz?”. Co więcej, w wywiadzie udzielonym „Le Figaro” poinformował, że: „(…) nie może tolerować używania mediów do sabotowania działań rządu [i jeżeli będzie to konieczne to – K. K.] (…) zniszczy te media jako źródło szantażu” . W grę wkroczył także wymiar sprawiedliwości. W październiku 2000 roku Bieriezowski był przesłuchiwany jako świadek w kontekście przejęcia akcji Aerofłotu. Niedługo potem, 7 listopada tegoż roku, oligarcha udaje się w podróż poza granice Rosji i od tego czasu nie wraca do swojej ojczyzny. W licznych procesach został skazany in absentia na kilkanaście lat pozbawienia wolności.
Na emigracji Bieriezowski pozostał otwartym przeciwnikiem Putina. Potrafił wielokrotnie deklarować: „Wyznaczam nagrodę pieniężną w wysokości 50 mln rubli za ujęcie i aresztowanie szczególnie niebezpiecznego przestępcy Władimira Putina”. Światowe media zachwycają się jednak nie nim, a jego dawnym przyjacielem biznesowym Romanem Abramowiczem, który wydaje setki milionów funtów na swój klub piłkarski Chelsea i wystawny styl życia. Dawny oligarcha pragnął udowodnić, że wciąż jest silny. Gdy w lutym 2009 roku w Brukseli pytałem Michaiła Kasjanowa o rosyjską opozycję odpowiedział:
Wielu ludzi uciekło z Rosji z różnych przyczyn i wciąż boją się wrócić. Każdy z nich ma powody, aby narzekać na reżim, aczkolwiek jednostki nie będą źródłem aktywności politycznej. Mogą oni jednak przekazywać swoje spostrzeżenia oraz korzystać z konstytucyjnych uprawnień do wspierania partii politycznych i w sytuacji swojego powrotu jednoczyć się z innymi .
Do takiej działalności potrzebne są jednak wielkie środki pieniężne, a majątek Bieriezowskiego topniał.
Stąd też próby podejmowane przez oligarchę, by go odzyskać w Wielkiej Brytanii. Stały się one kanwą największego w historii brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości procesu sądowego. Dotyczył on sprzedaży akcji Sibneftu za znacznie zaniżoną cenę, opiewającą na ponad miliard dolarów. Transakcja została dokonana po opuszczeniu Rosji przez Bieriezowskiego, więc Abramowicz miał pełną dowolność w dyktowaniu ceny za połowę koncernu, który później został sprzedany za 13 mld dolarów. Miliarderów nie łączyła pisemna umowa, a głównym dowodem w procesie było nagranie kłótni ze spotkania, które odbyło się na lotnisku. Abramowicz w swoich zeznaniach przyznał, że Bieriezowski przekonał Jelcyna do prywatyzacji Sibneftu . Co więcej stwierdził również, że transakcja ta była „skorumpowana”, [ale – K. K.] „tak robiło się biznesy w Rosji w tamtych czasach”. Utrzymywał, że z własnej kieszeni finansował wystawny tryb życia Bieriezowskiego, płacił rachunki za partnerki, które towarzyszyły mu w wizytach na Lazurowym Wybrzeżu.
Bieriezowski oskarżał Abramowicza również o wymuszenie sprzedaży akcji telewizji. Oligarcha miał powiedzieć, że jeżeli nie otrzyma ich za „rozsądną cenę”, Bieriezowski na długi czas trafi do więzienia, co świadczyłoby o jasnych powiązaniach z prezydentem Władimirem Putinem. Abramowicz utrzymywał, że to on finansował całość przedsięwzięcia, a Bieriezowskiemu płacił wyłącznie za „ochronę”. Według Bieriezowskiego łączyła ich niepisana umowa, którą Abramowicz złamał, choć był traktowany przez niego jak syn i obdarzony bezgranicznym zaufaniem. Na te zarzuty Abramowicz odpowiada: „(…) nigdy nie byłem jego protegowanym i on nie był moim mentorem” .
Wyrok w sprawie o 5,1 mld dolarów zapadł w sierpniu 2012 roku i był niekorzystny dla Bieriezowskiego . Sędzia Elisabeth Gloster stwierdziła, że rzekomy szantaż nie miał miejsca i oddaliła powództwo byłego oligarchy. W jej opinii Abramowicz okazał się być „prawdomównym i wiarygodnym” świadkiem, a Bieriezowski jego zdecydowanym przeciwieństwem. Bieriezowski stwierdził lakonicznie, że sędzia Gloster „wzięła odpowiedzialność za pisanie historii Rosji od nowa” .
Epilog
23 marca 2013 roku Borys Bieriezowski został znaleziony martwy w swoim domu w Ascot, Berkshire. Śmierć była konsekwencją powieszenia. Nie znaleziono listu pożegnalnego, a policja stwierdziła, że udział osób trzecich nie może być całkowicie wyeliminowany.
Jak podsumować życie człowieka, który z rosyjskiego uniwersytetu trafił na szczyt biznesu, z biznesu do najwyższych sfer polityki, z polityki zaś na wygnanie? Wydaje się, że jego największym błędem była zbytnia pewność siebie, niechęć do podporządkowania się władzy, którą sam pomagał wybrać. Z drugiej jednak strony, gdyby nie owa cecha, nigdy nie zaszedłby tak daleko. Osiągnął to jednak metodami, które Chlebnikow scharakteryzował następująco: „Siła. Polityka. Morderstwa. Borys Bieriezowski mógłby nauczyć chłopaków z Sycylii kilku rzeczy” . Autor tych słów został zamordowany w 2004 roku. Jak można się domyślić, zleceniodawców zabójstwa nie odnaleziono.
Gdy opinia publiczna z wypiekami na twarzy emocjonuje się doskonałą kreacją Kevina Spacey, warto mieć w pamięci, że tuż za wschodnią granicą niemal u samych szczytów władzy znajdowali się ludzie, którym Francis Underwood nie dorasta do pięt – tak w skuteczności, jak i brutalności. Niektórzy powiedzą, że Borys Bieriezowski grał zgodnie z wymogami swoich czasów. Z drugiej strony jednak, kiedy osiągnął już wszystko, nie zrobił nic, by karty te wykorzystać dla realizacji pozytywnych celów. Choćby modernizacji należących do niego firm, czy wzmocnienia drogi Rosji ku demokracji. Wolał stagnację. Mógł stać się reżyserem sceny nowoczesnej Rosji, a pozostał jedynie zbiegiem z Rosji Putina. Tymczasem Kreml jest domem oligarchów – tych dobrze żyjących z prezydentem, lub wykreowanych jego ręką.
fot. michael davis-burchat / Flickr / CC
Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.