Gnijący problem

Resztki jedzenia stanowią większe zagrożenie dla środowiska niż osławiony plastik. Czy recykling wchodzi tutaj w grę?

3 lipca 2015

Ilość produkowanych przez nas śmieci od wielu lat stanowi jeden z najważniejszych tematów debaty dotyczącej ochrony środowiska. Problem ten jest najczęściej wiązany z recyklingiem, segregacją, którą w ostatnich latach – z różnym powodzeniem – wprowadzają polskie miasta. Czy odpadki takie jak plastik, szkło i papier są największym zagrożeniem dla naszej planety? Otóż nie do końca.

Jedną z najbardziej nagłaśnianych metod walki z nadprodukcją śmieci jest wprowadzanie przez miasta na całym świecie różnego rodzaju zakazów. Sztandarowym przykładem może być tutaj zakaz sprzedawania wody w plastikowych butelkach o pojemności mniejszej niż 21 uncji (ok. 0,7 l), który od niedawna obowiązuje w San Francisco. Mimo że takie restrykcyjne podejście do segregacji śmieci zagwarantowało medialny sukces, dość szybko przyciągnęło rzesze krytyków, którzy oskarżają pomysłodawców przede wszystkim o wybiórczość. Dlaczego zakaz dotyczy właśnie plastikowych butelek z wodą? Dlaczego wciąż do użycia dopuszczane będą puszki z napojami gazowanymi albo plastikowe kubki do ciepłych napojów na wynos? Pojemniki tego typu stanowią zaledwie ułamek ilości generowanych przeznas śmieci. W samych Stanach Zjednoczonych w 2012 roku wyprodukowano ponad 250 mln ton śmieci, z których jedynie niecałe 3 mln stanowiły plastikowe butelki. Znacznie większym problemem jest ilość jedzenia i różnego rodzaju odpadków organicznych, których łączna waga wynosiła w tym zestawieniu ponad 70 mln ton.

miasta_strona_672_1

Niewielu z nas pamięta lub wie, że źle zagospodarowane odpadki organiczne są równie niebezpieczne dla środowiska co plastikowe opakowania. To właśnie zalegające na wysypiskach resztki z naszych talerzy – gnijące warzywa i owoce przyczyniają się do wytwarzania trujących gazów, które w spektakularny sposób dokładają się do procesu ocieplania klimatu (metan jest 20 razy bardziej szkodliwy niż dwutlenek węgla). Biorąc pod uwagę zdecydowaną przewagę liczebną odpadów organicznych nad innymi rodzajami odpadów komunalnych, śmieci te powinny zostać objęte szczególną troską. Tak też się dzieje w coraz większej liczbie miast amerykańskich i kanadyjskich. W Vancouver i Victoria wraz z początkiem roku wprowadzono zakaz wyrzucania resztek jedzenia do „normalnych” śmietników. Mieszkańcy domów jednorodzinnych są zachęcani do budowania specjalnych kompostowników na swoich podwórkach, natomiast ci, którzy mieszkają w budynkach wielorodzinnych, muszą podpisać umowy dotyczące wywożenia śmieci organicznych do specjalnych biospalarni zajmujących się ich przetwarzaniem. Mimo że zakaz tego typu wydaje się radykalny, mieszkańcy miast byli do niego stopniowo przygotowywani specjalnymi programami edukacyjnymi organizowanymi przez takie instytucje jak Compost Education Centre w Victorii. Podobny zakaz wprowadzono również w Seattle, gdzie do 1 czerwca 2014 roku trwała pierwsza faza programu, w ramach którego mieszkańcy nie mogą mieszać odpadków organicznych z innymi śmieciami. Jeśli to zrobią, na ich koszach pojawia się wyraźna naklejka informująca o tym, że źle postąpili. Od czerwca oprócz takich zawstydzających naklejek otrzymują również mandaty.
Większość amerykańskich miast nie prowadziła jednak do tej pory konsekwentnych programów edukacyjnych mających na celu przyzwyczajenie mieszkańców do odpowiedniego traktowania śmieci. Dlatego też warto zwrócić uwagę na sposoby zachęcania do zmiany podejścia do żywności.

Odpadki w knajpach

Bagatelizowane do tej pory resztki, obierki i ścinki powoli stają się jednym z najbardziej wartościowych elementów kultur kulinarnych w różnych miejscach na świecie. W tym roku „gotowanie ze śmieci” weszło nawet na listę 20 najważniejszych trendów sporządzaną co roku przez National Restaurant Association. Jednym z przykładów tej rosnącej popularności odpadków żywnościowych jest pomysł Dana Barbera, szefa kuchni restauracji Blue Hill z nowojorskiego Greenwich Village, który zdecydował się diametralnie przekształcić profil swojego lokalu na przygotowujący posiłki wyłącznie z odpadków. Zaprasza najwybitniejszych kucharzy z Nowego Jorku, by co jakiś czas tworzyli wyrafinowane dania np. z trzonów brokułów wyrzucanych przez inne restauracje. Inspirację dla tego typu trendów dają również liczne amatorskie szkoły gotowania prowadzone przez entuzjastów kuchni DIY (ang. do-it-yourself – zrób to sam), którzy promują intuicyjne metody przygotowywania posiłków. Zachęcają, by zamiast korzystać z gotowych przepisów, dowiedzieć się czegoś na temat używanego przez nas jedzenia, dzięki czemu łatwiej przyjdzie nam sięganie po mniej oczywiste składniki.

Autorzy raportu ONZ ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) podkreślają, że co roku na świecie marnuje się aż 1/3 wyprodukowanej żywności, czyli około 1,3 mld ton jedzenia. Polacy wyrzucają około 30% zakupionych towarów, co daje 9 mln ton odpadków i średnio około 50 zł marnowanych co miesiąc na osobę (Europejczycy: 20–30%). Jednocześnie 4% (1,26 mln) z nas żyje w skrajnej nędzy, w tym w niedożywieniu (TNS 2015). Wyrzucona tona jedzenia dostarcza przy tym do atmosfery 4,5 tony gazów przyczyniających się do negatywnych zmian klimatycznych, a metan powstający w procesie gnicia żywności jest dwudziestokrotnie groźniejszym gazem cieplarnianym niż dwutlenek węgla!

Nieco szerszym zakresem działań propagujących świadome zużycie jedzenia w kuchni może się pochwalić DC Central Kitchen z Waszyngtonu. Organizacja ta rekrutuje między innymi byłych więźniów i bezdomnych, którzy uczeni są sposobów gotowania z produktów wyrzucanych na śmietnik przez pracowników supermarketów. Przygotowane przez nich posiłki dystrybuowane są do okolicznych schronisk dla bezdomnych i organizacji charytatywnych, a sami kucharze zdobywają w ten sposób cenne doświadczenie, które pozwala im łatwiej odnaleźć się na rynku pracy. W Stanach Zjednoczonych problem dystrybucji marnowanego jedzenia jest zresztą rozwiązywany na wiele ciekawych sposobów. Przykładem może być Food Cowboy – kalifornijska aplikacja na smartfony, która pozwala dostawcom przekazać jedzenie odrzucone przez sklepy organizacjom charytatywnym zlokalizowanym na trasie ich przejazdu.

#7 Best of 2013: Nanaimo Energy from Waste – Slip sliding away. The gooey mushy, compost waste is collected and made into high quality compost for sale. Nanaimo also makes energy from landfill gas and have even installed a digester to produce biogas at their sewage treatment facility. Fot. David Dodge, Green Energy Futures

Podobnym celom służy baza danych Food Finders z hrabstwa Tippecanoe w Indianie, która zbiera informacje dotyczące wyrzucania „wadliwego” jedzenia w okolicy. Liczne amerykańskie organizacje przyczyniają się również do przetwarzania odpadków organicznych w nawozy. Jedną z nich jest EcoScraps z Utah, która pozyskuje zepsutą żywność z restauracji i sklepów spożywczych, a następnie produkuje z niej wysokiej jakości nawozy do prywatnego użytku. Filozofia organizacji została doskonale uchwycona w jej motto – „Budujmy ogrody, a nie wysypiska”.
Ważnym elementem pogłębiania świadomości konsumentów jest również promocja racjonalnych zakupów. Oprócz wspomnianych już szkół gotowania z pomocą przychodzą liczne blogi radzące, jak racjonalizować listy codziennych zakupów (http://222milliontons.com/), albo jak zachowywać świeżość warzyw i owoców, nie korzystając z lodówki (http://shareyourfoodknowledge.tumblr.com/).

Europa

Wiele ciekawych pomysłów na wykorzystanie odpadów organicznych można znaleźć również w Europie, w której w ostatnich latach wprowadzono przemyślane plany ograniczenia produkcji śmieci w licznych dużych miastach. Doskonałym przykładem takiego podejścia do problemu jest Oslo, którego władze postawiły na przekształcanie odpadów organicznych w energię. Dzięki tej decyzji metan wytwarzany przez gnijące odpadki na miejskim wysypisku transportowany jest do specjalnej elektrowni, w której zamienia się go w energię. Na co dzień korzysta z niej ponad 84 tys. gospodarstw domowych.
Podobnie jak w Stanach Zjednocznonych, również w Europie prężnie funkcjonują liczne portale gromadzące informacje na temat jedzenia wyrzucanego przez restauracje lub sklepy. Za przykład może posłużyć portal foodsharing.de, który swoim użytkownikom umożliwia również wymianę produktów – wystarczy zgłosić chęć pozbycia się (albo pozyskania) wybranego składnika, a odpowiednia informacja pojawi się na mapie ofert, będącej głównym narzędziem strony. Stopniowo pojawia się też coraz więcej bardziej oddolnych i kreatywnych pomysłów. Jednym z nich jest promocja „brzydko wyglądających” warzyw i owoców. Berlińska organizacja Culinary Misfits zajmuje się kolekcjonowaniem niestandardowych produktów, przekształcaniem ich w ciekawie wyglądające (i smakujące!)dania oraz serwowaniem ich na różnego rodzaju imprezach. Podobne, lecz znacznie szerzej zakrojone działania, podjęła natomiast w zeszłym roku sieć francuskich supermarketów Intermarché, która „brzydkie” owoce i warzywa promowała atrakcyjnymi cenami i żartobliwymi reklamami.

Tekst ukazał się w dziale “Kuchnia” 9 numeru Magazynu Miasta: “Wspólnoty miejskie”. Wydanie dostępne jest w naszej księgarni, Empikach oraz dobrych księgarniach na terenie kraju

Przygotowywaniem jedzenia z odpadków w Europie zajmuje się także brytyjska organizacja Feedback, której sztandarowym projektem jest cykl wydarzeń Feeding the 5000. Akcja polega na organizowaniu kuchni plenerowej w centrach europejskich miast. Przestrzeń ta służy następnie do przygotowywania posiłków dla 5000 osób, do czego używa się wyłącznie produktów pochodzących z lokalnych farm oraz odpadków. Imprezie towarzyszą prelekcje, dzięki którym każdy uczestnik ma również okazję zapoznać się ze sposobami na ograniczenie produkcji śmieci. Jedną z najciekawszych inicjatyw zajmujących się przetwarzaniem odpadków organicznych jest też działająca na terenie Rotterdamu farma grzybów RotterZwam. Organizacja zlokalizowana w opuszczonym aquaparku pozyskuje z okolicznych kawiarni fusy po kawie, które są doskonałą pożywką dla produkowanych przez nią grzybów. Jest to jeden z najbardziej obrazowych przykładów wykorzystania odpadków (zarówno tych organicznych, jak i architektonicznych!) do produkcji żywności.
Najwyższy czas, żeby i w Polsce zaczęły się pojawiać podobne inicjatywy. Może to jednak stanowić niebagatelny problem, biorąc pod uwagę fakt, że na razie nie radzimy sobie nawet ze zwykłą segregacją śmieci. Przed licznymi ciekawymi pomysłami w tym kontekście powstrzymywała nas jeszcze niedawno nie tylko mentalność, lecz także Ustawa o podatku od towarów i usług. Zobowiązywała ona sklepy, bary i restauracje do płacenia podatków od przekazywania wyrzucanej żywności ludziom i organizacjom, przez co skutecznie zniechęcała je do tego działania. Dopiero zmiana prawa wrowadzona z końcem 2013 roku otworzyła drzwi licznym ciekawym inicjatywom z tego obszaru. Nie stała się niestety przyczynkiem do szerokiej debaty publicznej na temat odpadów i skali, kontekstów oraz skutków procesu marnowania żywności. A szkoda. Warto jednak stopniowo zmieniać nawyki i zwyczaje kulinarne, przynajmniej we własnym domu. Przewodnikami w tym działaniu mogą być m.in. liczne blogi i strony internetowe poświęcone temu tematowi.

Maciej Świderski – amerykanista, współpracownik Centrum Architektury oraz słuchacz studiów miejskich w Instytucie Badań Przestrzeni Publicznej. Zajmuje się aktywizacją i integracją sąsiedzką na warszawskich Sielcach

Foto: Rore/Flickr/CC

Maciej Jakub Świderski

Urodzony w 1989 roku. Studiuje w Ośrodku Studiów Amerykańskich UW. Współpracuje z Centrum Architektury. Uwielbia wszystko, co związane z miastem, interesuje się urbanistyką, architekturą i literaturą.

Dajemy do myślenia

Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.