Nowy numer
Polityka
Czekając na następcę cara
17 stycznia 2026
2 listopada 2025
Wysoki, surowy gmach przy Simon Bolivarlaan 17 w Brukseli nie przyciąga aż takiej uwagi jak secesyjne pałace. Beton, szkło i prosta geometria. Typowy przykład brutalizmu, który bardziej mówi „efektywność” niż „elegancja”. To właśnie tu, w siedzibie Ministerstwa Spraw Zagranicznych Flandrii, spotkałem się z Koenem Jongbloetem, dyrektorem odpowiedzialnym za relacje międzynarodowe regionu.
Mówił z pasją o możliwościach Flandrii – regionu z szerokimi kompetencjami w polityce zagranicznej, handlu i kulturze, administracyjnie wchodzącego w skład Królestwa Belgii. „Mamy znacznie więcej formalnej władzy niż Szkoci – przyznał z pewną goryczą. – Ale soft power? Tutaj Szkocja bije nas na głowę”. Przeszliśmy do rozmowy o szkockiej whisky, wyjątkowym stylu gry szkockiej reprezentacji piłkarskiej i roli Seana Connery’ego w promocji tamtego kraju. „A co przeciętny Europejczyk wie o Flandrii? Z czym nas kojarzy?”. Pomyślałem o wspaniałym piwie trapistów – tyle że ono jest powszechnie uznawane po prostu za belgijskie, a nie flamandzkie.
To spotkanie dobrze ilustruje paradoks współczesnych relacji międzynarodowych: nie ten ma największy wpływ, kto ma najwięcej kompetencji, lecz ten, kto potrafi budować narrację o sobie. Soft power – pojęcie wprowadzone przez amerykańskiego politologa Josepha Nye’a – to zdolność przyciągania i przekonywania do siebie, atrakcyjność w wymiarze międzynarodowym. Choć tradycyjnie przyjmuje się, że to pojęcie z teorii stosunków międzynarodowych i dotyczy tylko państw, to jednak ma ono zastosowanie również do miast i regionów. Te bowiem są obecnie bardzo aktywne na arenie międzynarodowej, a ich rola stale rośnie. Poprzez swoje stosunki zagraniczne dążą do wzmocnienia rozwoju gospodarczego, poprawy usług publicznych, promowania zrównoważonego rozwoju, udzielają pomocy międzynarodowej, eksportują kulturę, promują wartości czy wreszcie prowadzą politykę wizerunkową, aby przyciągać turystów czy studentów.