Aktualności
Darmowe
RPN
Strona główna
Pastorki: zmiana, której Kościół potrzebuje
4 kwietnia 2026
2 grudnia 2014
Recenzja książki Mikołaja Grynbegra Oskarżam Auschwitz. Opowieści rodzinne.
Album Auschwitz – co ja tu robię? był serią niezwykłych portretów odwiedzających teren byłego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau. Jego poprzednia książka – Ocaleni z XX wieku to zapis rozmów z Żydami ocalonymi z Szoa. Tym razem Mikołaj Grynberg zdecydował się oddać głos tzw. Drugiemu Pokoleniu, czyli dzieciom tych, którzy przetrwali.

Bohaterami Oskarżam… jest 27 osób, dorosłych dzieci ocalonych. Można ich podzielić na trzy grupy – Żydów mieszkających w Polsce, Izraelu i USA, których dzieli niemal wszystko. Mieszkają na trzech krańcach świata, pracują w różnych zawodach, mają dzieci lub nie. Najbardziej dzieli ich środowisko, w którym się wychowali, ponieważ każdy z trzech wymienionych krajów stwarzał dla ocalonych i ich rodzin inne warunki funkcjonowania w społeczeństwie.
Ci, którzy po wojnie wyemigrowali do USA mogli wtopić się w lokalne, prężnie działające społeczności żydowskie, często odcinając się zupełnie od Europy – skrwawionego kontynentu. Ci, którzy wyjechali do Izraela, do połowy lat sześćdziesiątych XX wieku byli skazani na społeczny ostracyzm. Przeżycie wojny w Europie było tematem tabu. Młode państwo chciało budować samoświadomość na fundamentach siły i niezłomności, do czego nijak nie pasowali europejscy ocaleni, nazywani tam czasem sabon – mydłem. Ci, którzy zostali w Polsce, byli z nią mocno związani ideologicznie, rodzinnie, mieli za współmałżonków Polaków, nierzadko nieprzychylnie nastawionych do żydostwa. Ci, którzy zostali w Polsce, gdzie jeszcze po wojnie dochodziło do pogromów, gdzie wydarzył się rok 1956 i 1968, często ze strachu decydowali się odciąć od swej żydowskości. Chcieli chronić siebie i swoje dzieci. Inni nie czuli się już Żydami.
W domach jednych rozmówców Grynberga panowała cisza wynikająca z niechęci ich rodziców do bolesnych wspomnień lub będąca skutkiem presji społeczeństwa. Domy innych niemal tonęły w temacie Zagłady – pojawiał się on w każdym, najbardziej prozaicznym momencie domowego życia. Choćby przy obiedzie: „Nie można nie dojeść zupy z talerza, bo w Auschwitz nie było takiej pysznej zupy…”.
Mimo różnic doświadczenie domu rodzinnego jest dla bohaterów Grynberga poniekąd wspólne – łączy ich odziedziczone brzemię wojny i wyrwy w życiorysach. Sam Grynberg we wstępie do Oskarżam… pisze: „Łączą nas […] nasze domy rodzinne trwające w cieniu wielkiej żałoby. Smutek był ich niezbywalną częścią, często pozostającą w sferze poza słowami. Moim rozmówcom towarzyszy szczególny rodzaj […] nostalgii – za czymś, czego nie znali”.
Profesorowie Barbara Engelking i Jacek Leociak, wybitni badacze Zagłady, twierdzą, że jej fundamentalnym doświadczeniem jest samotność. To doświadczenie charakterystyczne również dla tych, którzy przeżyli Zagładę: „Wszyscy myślą, że wyzwolenie to szczęście. Mają rację, ale wyzwolenie to również moment, kiedy się orientujesz, że jesteś sam i że nie ma już twojego świata. Nie ma nic i nikogo. Koniec. A ty żyjesz” – jak mówi jedna z rozmówczyń Grynberga. Owo poczucie osamotnienia ocaleli przekazali swym dzieciom, często nieświadomie i wbrew własnej woli. Dzieciom, które idą przez swoje życie z odziedziczoną pustką i nieswoim strachem.
Oskarżam Auschwitz jest publikacją dotykającą wielu ran. Nie sposób się od niej oderwać, podobnie jak nie sposób jej czytać. Napisana została wspaniałym, prostym językiem – nie znajdziemy w niej zbędnych słów. Niemal każde z nich ma za to moc rażenia kamieniem.
Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.