Żałoba jest polityczna

Między naukowym a politycznym Wydaje mi się, że te rozpoznania są ważne w polskim kontekście z co najmniej dwóch powodów. Po wydarzeniach z kwietnia 2010 roku, po tragedii smoleńskiej, stało się w Polsce zupełnie zrozumiałe, że zagadnienia publicznej żałoby przeniknięte są tym, co polityczne i że odniesienie do tych zagadnieńRead more

5 października 2011

Między naukowym a politycznym

Wydaje mi się, że te rozpoznania są ważne w polskim kontekście z co najmniej dwóch powodów. Po wydarzeniach z kwietnia 2010 roku, po tragedii smoleńskiej, stało się w Polsce zupełnie zrozumiałe, że zagadnienia publicznej żałoby przeniknięte są tym, co polityczne i że odniesienie do tych zagadnień okazuje się niezwykle istotne. Obecnie pisze się już o tym socjologiczne prace magisterskie starające się ogarnąć eksplozję dyskursów powstałą zaraz potem – jednak co mnie wtedy najbardziej uderzyło, i to moje zupełnie osobiste zdanie, to jak niewiele czasu zajmowały w mediach (jednej z domen polityczności) wypowiedzi naukowców, badaczy społeczeństwa czy filozofów próbujących analizować tę sytuację (poza pewnymi chlubnymi wyjątkami). Wydaje mi się, że w Polsce, przynajmniej w znacznej części, wciąż funkcjonuje podział na „to, co naukowe” i „to, co polityczne”, co sprawia, że nauki humanistyczne będą zawsze „za”, a nigdy „z”, społeczeństwem. Sankcjonuje to wciąż na nowo ponawiane ataki wymierzone na przykład w profesor Magdalenę Środę, która co i rusz „kala godność profesorską” czy „uwłacza zatrudniającemu ją uniwersytetowi”.

Przykład Butler pokazuje, że można być jedną z najbardziej znanych światowych intelektualistek i jednocześnie wchodzić w bardzo konkretną walkę polityczną (z aparatem państwowym USA, z prezydenturą Busha, z Republikanami). Jak sama twierdzi, jako badaczka literatury jest fundamentalnie „schwytana w słowa”, przez co musi zajmować się polityką i będzie stale przypominać lewicy, że ma ona być pacyfistyczna i nigdy nie przestawać w przeciwstawianiu się przemocy.

Uwikłani w Irak

Drugim, poważniejszym powodem jest polskie uwikłanie w wojnę w Iraku, datujące się od decyzji naszych ówczesnych, formalnie lewicowych, władz o wsparciu dla wojsk amerykańskich. Dla Eleine Scarry, badaczki wywodzącej się z zupełnie innej tradycji niż Butler (w Walczących słowach autorka podejmuje z nią polemikę już na pierwszych stronach) i autorki fundamentalnej pracy The Body in Pain, „głównym celem i rezultatem wojny jest zadawanie ran” (s. 63-64) i to właśnie ciało powinno stać się pierwszym przedmiotem namysłu historyka. Butler zdaje się dzielić tę perspektywę, ale idzie jednak nieco dalej. Scarry w swoim eseju o torturach pisze, że są one możliwe wyłącznie wtedy, gdy zaneguje się ból odczuwany przez drugą osobę – Butler stara się wyjaśnić mechanizm tej negacji.

Do Polski wieści o tego rodzaju działaniach wojennych docierają jakby z daleka, obrazy znane nam z telewizorów bardziej uświadamiały nam, że „wojny w zatoce nie było”, przez co idealnie wpisywały się w tak nakreślone ramy, aby nie wzbudzały sprzeciwu wobec prowadzenia wojny. Tym bardziej potrzebujemy więc obrazów, których dostarczyły w Stanach Zjednoczonych fotografie więźniów w Guatanamo torturowanych przez strażników, obrazów zdolnych rozsadzić ramy i zdolnych do wzbudzenia publicznych aktów żałoby po ofiarach dalekiej wojny, mających dla Butler niesłychany potencjał polityczny. Przy tym nie są to wydarzenia tak odległe, jak myślimy, gdy zastanowić się nad wciąż niejasną kwestią torturowania więźniów wojny w Iraku na terenie Polski, o której rozwiązanie bezskutecznie upomina się Amnesty International.

W publicznej świadomości nadal nie ma obrazów mających taki potencjał subwersywny, wciąż nie ma obrazów zdolnych oddać doświadczenie na przykład Khaleda Shaika Mohammeda, który w częściowo opublikowanym w artykule Marka Dannera w „The New York Review of Books” zeznaniu dla Czerwonego Krzyża opowiada o przesłuchaniach (sic!) w więzieniu prawdopodobnie znajdującym się w Polsce: „Byłem przywiązany do specjalnego łóżka, które mogło być obracane do pozycji pionowej. Kładziono szmatę na mojej twarzy. Wtedy jeden ze strażników zaczynał polewać szmatę zimną wodą z butelki chłodzonej w lodówce, tak, że nie mogłem oddychać… Tkanina była zdejmowana i łóżko umieszczane w pozycji pionowej. Cały proces był powtarzany przez około godzinę”. Butler pisze, że w logice wojny życie więźnia politycznego jest „do stracenia”, ponieważ należy chronić życie prawdziwie „żyjących” (w domyśle: nas) – jego los pozostaje nam obojętny, tak jak los wszystkich ofiar polskiego i amerykańskiego wojska w Iraku. Obrazy zdolne wzbudzić w nas potencjał do żałoby po życiu, którego wcześniej nie byliśmy skłonni żałować, są oczywiście trudne do znalezienia, jak wiemy po reakcjach na kolejne książki Jana Tomasza Grossa (jeszcze bardziej interesujący się w tym sensie fakt, że ostatnia jego praca, Złote żniwa, poświęcona została właśnie jednej fotografii), ale publiczny akt żałoby okazuje się niezbędny – najprościej, w imię sprawiedliwości.

Jan Borowicz

student kulturoznawstwa i psychologii w ramach MISH UW.

Dajemy do myślenia

Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.