Aktualności
Europa
Polityka
Społeczeństwo
Strona główna
Społeczeństwo na pierwszej linii obrony przed rosyjskim sabotażem
28 lipca 2026
28 sierpnia 2015
Leigh przez większość swojego zawodowego życia, zarówno jako reżyser filmowy, ale też i bardzo produktywny twórca spektakli teatralnych, dał się poznać światowej publiczności jako przede wszystkim zajadły i przenikliwy krytyk współczesnego brytyjskiego społeczeństwa. W „Nagich” (1993) konfrontuje się z ciemną stroną mieszczańskiej libidalności; depresją, sadyzmem i autodestrukcyjnymi zachowaniami. „Vera Drake” (2004) opowiada o kobiecie wykonującej nielegalne aborcje w robotniczym Londynie lat pięćdziesiątych. W „Sekretach i kłamstwach” (1996), chyba swoim najbardziej znanym filmie, zderza on dwa przeciwne sobie klasowo-kulturowe bieguny społeczne, opowiadając historię czarnoskórej, wyemancypowanej ekonomicznie lekarki, która w poszukiwaniu swojej biologicznej. matki zmuszona jest do konfrontacji z trudną rzeczywistością ubożejącej brytyjskiej working class.
„Pan Turner” – biografia jednego z najwybitniejszych brytyjskich malarzy przełomu XVIII i XIX wieku, niezrozumiałego prekursora impresjonizmu – to nie tylko podróż do innej epoki, ale również porzucenie w oczywisty sposób krytycznego języka, czytelnie artykułującego społeczne geografie i antagonizmy.
Już od pierwszych minut uwyraźnia się tradycja, w której należy szukać źródeł bezpośrednich inspiracji Leigha. To wystawne, niespieszne europejskie i amerykańskie kino kostiumowe lat 80. i 90. Precyzyjne wyselekcjonowanie charakterystycznych dla niego elementów – od oczywistych tropów wizualnych, przez obejmującą dwadzieścia pięć lat z życia malarza kompozycję scenariusza, aż po sięgającą blisko dwóch i pół godziny objętość filmu – każe przypomnieć sobie takie produkcje jak „Amadeus” (1984) Milosa Formana, „Wiek niewinności” (1993) Martina Scorsesego, czy próby odświeżenia tej estetyki, jakich w ostatnich latach podejmowali się między innymi Agnieszka Holland w swojej „Kopii mistrza” (2006), czy Jane Campion w „Najjaśniejszej z gwiazd” (2009). Leigh inkorporuje tę konwencję z całym dostępnym inwentarzem, dbając zarówno o wierne odtworzenie realiów epoki w scenografii, skrupulatnie odtworzonych dialogach i – co być może najistotniejsze – błyskotliwej pracy obrazu, pozwalającej na wybrzmienie zarówno „zakulisowym” wydarzeniom, skrywającym się za samymi pracami J.M.W. Turnera, jak i samym dziełom malarza. Stąd część ujęć skomponowana jest w sposób, który bezpośrednio odwołuje się do poszczególnych obrazów. Film otwiera kadr odwzorowujący obraz „Arundel Castle on the River Arun, with a Rainbow”, a dalej pojawiają się jeszcze między innymi „The Fighting Temeraire” czy „Rain, Steam and Speed – The Great Western Railway”, przeczuwające nadejście epoki industrialnej. Wieloletni współpracownik Leigha operator Dick Pope wiernie oddał charakterystyczną wizualną wyobrażeniowość epoki, zawieszonej z jednej strony pomiędzy romantyzmem a impresjonizmem, a z drugiej – pomiędzy preindustrialnym oświeceniem a maszynową rewolucją. Nie poświęcił jednak na jej rzecz materii filmu, która opiera się przede wszystkim na długich scenach dialogicznych.
To właśnie w nich dość szybko wali się cały misternie zbudowany przez reżysera szafarz. Przedstawiony przez niego – i kapitalnie zagrany przez weterana brytyjskiego kina (jak i filmów Mike’a Leigha) Timothy’ego Spalla – Turner to antyteza wszystkich powierzchownych stereotypów składających się na obraz „romantycznego artysty”. Jest ociężały, gburowaty i małomówny. Nie przepada za innymi ludźmi, a zamiast słów woli pomrukiwać i chrząkać. Potrafi być ostry i nieprzyjemny, choć nie brak mu wrażliwości i współczucia, również na otaczającą go biedę – sam w końcu jest zaledwie synem londyńskiego golibrody, niepotrafiącym do końca odnaleźć się na arystokratycznych salonach. Mierzi go ekstrawertyczność i konwenanse w kontaktach z klasą wyższą – sam nie do końca radzi sobie z podstawami międzyludzkiej komunikacji, choć z drugiej strony to nieprzystosowanie nie przyczynia się do wykształcenia się w nim żadnych społecznych lęków czy socjopatii. Jest oschły i obcesowy, szczególnie w stosunku do kobiet. Bez większych skrupułów molestuje swoją służącą, a kiedy odwiedza dom publiczny ogranicza się do wydania tamtejszej prostytucce kilku lakonicznych komend. Gdy umiera jego nieślubna córka, jest nieobecny na jej pogrzebie, a jej śmierć nie porusza go w żadnym stopniu. Przeciwnie jest z odejściem ojca, z którym był niezwykle zżyty. Gdy w końcu decyduje się zamieszkać z Sophią Booth, wdową z Chelsea, proponuje jej to w sposób o tyle naturalny, co pozbawiony jakichkolwiek czytelnych emocji. Niezrozumienie jego twórczości w konserwatywnych kręgach artystycznych budzi w nim nieudolnie skrywaną irytację, podobnie jak fakt, że zostaje obiektem kpin w jednej z londyńskich komedii. Umierając w podeszłym wieku nie potrafi do samego końca oderwać się od pracy.
To przede wszystkim wielopłaszczynowa, trudna do zakwalifikowania rola Spalla, doskonale poprowadzona i rozwinięta w gęstym, pełnym dygresji i zróżnicowanych tonów scenariuszu, jest jedną z najsilniejszych stron filmu. Jego J.M.W. Turner wydaje się iść naprzeciw wszelkim możliwym oczekiwaniom publiczności związanym z konwencją kina biograficznego. Nie jest on ani ozłoconym, nadczłowieczym mędrcem, ani bezpośrednio ustanawiającą się w opozycji wobec tego schematu figurą antybohatera; buntownika, którego antagonistyczną postawę wobec społeczeństwa można ująć w łatwo komunikowalnych współczesnemu widzowi kodach „alienacji” czy „traumy”. Prace Turnera były wizjonerskie, ale on sam był jak najbardziej człowiekiem swojej epoki – ze wszystkimi psychologicznymi, libidalnymi i habitualnymi tego konsekwencjami.
Stąd „Pan Turner” – z pozoru bezpieczne, łase na prestiżowe nagrody kino utytułowanego, ale starzejącego się reżysera – okazuje się być pozycją równie odważną i kontestacyjną, co reszta filmografii Leigha. To nie tyle efekt zamiaru oddania hołdu wielkiemu artyście na wielkim ekranie, co próba sprawdzenia granic wyobrażeniowości współczesnego kina biograficznego – przepełnionego fałszem, mitem i przede wszystkim „kolonizowaniem” przeszłości przez teraźniejszość, dającym się we znaki przede wszystkim w języku i nadawaniu historycznym postaciom współczesnych rysów. Mike Leigh – na marginesie swojej świetnie i bezkompromisowo opowiedzianej historii o geniuszu sprzed dwóch stuleci – pyta się rówież o naszą relację z przeszłością i kształtujące się poprzez jej zawiązywanie mitologie. To film może nie tak spektakularny i namacalny w swojej aktualności jak „Sekrety i kłamstwa”, ale wcale nie mniej współczesny.
fot. kadr z filmu „Pan Turner”
„Pan Turner” (Mr. Turner), reż. Mike Leigh, produkcja: Francja, Niemcy, Wielka Brytania. W Polsce w kinach od 14 sierpnia 2015 r.
Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.