Swingująca sekularyzacja?

Polska jak Ameryka? W dyskusjach o roli religii w Polsce często powoływano się na wizję USA, gdzie religia idzie w parze z modernizacją i odgrywa większą rolę w życiu społecznym. Uważam, że to z kilku powodów niemożliwe. USA przeszły swoje sekularyzacje: po pierwsze polityczną (czyli oddzielenie kościołów od państwa usankcjonowaneRead more

18 lutego 2012

Polska jak Ameryka?

W dyskusjach o roli religii w Polsce często powoływano się na wizję USA, gdzie religia idzie w parze z modernizacją i odgrywa większą rolę w życiu społecznym. Uważam, że to z kilku powodów niemożliwe. USA przeszły swoje sekularyzacje: po pierwsze polityczną (czyli oddzielenie kościołów od państwa usankcjonowane przez pierwszą poprawkę do konstytucji), po drugie społeczną, której kulminacja, podobnie jak w przypadku Europy zachodniej przypadła na lata sześćdziesiąte XX wieku. To, co odróżnia USA od Starego Kontynentu, to późniejsza stabilizacja liczby wiernych uczestniczących w religijnych obrzędach, wprowadzenie treści religijnych do popkultury (np. w formie słynnej teleewangelizacji), a także otwarte pokazywanie swej religijności przez polityków, co sprawiło, że rozdział Kościołów i państwa nabrał przyjaznych rysów.

Szczególną rolę odgrywa tu religijność amerykańskich prezydentów (od czasów Jimmy’ego Cartera, który chętnie odwoływał się do swego nawrócenia). Robert Bellah w swym słynnym eseju „Religia obywatelska w Ameryce” pokazał, w jaki sposób judeochrześcijański zespół wierzeń przetworzony został w religię obywatelską akceptowalną dla większości Amerykanów (także poprzez zamazanie części religijnych rysów). Na żywotność amerykańskiego życia religijnego wpływa także religijność środowisk imigranckich, a także dość duża mobilność wiernych między kościołami chrześcijańskimi. Nie należy jednak zapominać, że 15 procent Amerykanów nie przynależy do żadnego z kościołów. Religia w USA odgrywa więc już inną rolę niż sześćdziesiąt lat temu, jest przedmiotem wyboru z bardzo szerokiego spektrum, a nie z góry narzuconym składnikiem tożsamości, co pokazuje słuszność tezy, że sekularyzacja niekoniecznie zmniejsza rolę religii, ile bardzo poważnie ją zmienia.

Polska, mimo pozornego podobieństwa do USA, jest jednak bliższa Europie Zachodniej lat pięćdziesiątych, kiedy to przynależność religijna nadawana była z góry, i nie była przedmiotem negocjacji. Proces przekształcania się tożsamości zbiorowej w kierunku tożsamości bardziej indywidualistycznej zaczął się tu stosunkowo niedawno i ciągle nie jest pewne, jaką rolę w tej konstrukcji odgrywać będzie religia. Przekonanie, że nieodwołalnie musi się ona na wszystkich polach zmniejszać, zostało odrzucone – nie ma mowy o prostym historycznym determinizmie. Ale nie jest też możliwe, by burzliwy proces przemian sposobów konstruowania tożsamości ominął polskie społeczeństwo szerokim łukiem. Najbliższe miesiące i lata mogą być więc w Polsce areną wojny kulturowej, która została odroczona przez PRL. Karty na stół wyłożyli sekularyści, a co z Kościołem?

Tekst  powstał jako jeden z efektów pracy w czasie  stypendium na Uniwersytecie w Montrealu, gdzie autor zajmował się porównaniem religijności w Ameryce Północnej i Europie.

 

Michał Matlak

ur. 1986, absolwent MISH Uniwersytetu Wrocławskiego, wiceprezydent Młodzieżowej Sieci Regionalnej Zgromadzenia Regionów Europy (AER) w Strasburgu, przygotowuje rozprawę doktorską w Centrum im. Willy’ego Brandta nt. roli religii w procesie integracji europejskiej.

Dajemy do myślenia

Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.