Europa
Polityka
Społeczeństwo
Strona główna
Bruksela chce stworzyć platformę, którą Ukraina zbudowała z konieczności
30 lipca 2026
18 lutego 2012

Czasem porównuje się Palikota do Zapatero albo Berlusconiego, a moim zdaniem lepszym punktem odniesienia byłby były premier Kanady Pierre Elliot Trudeau. W młodości intelektualista próbujący łączyć marksizm z chrześcijańskim personalizmem, założyciel antyklerykalnego pisma „Cité libre”, które przygotowało grunt pod sekularyzację bardzo kiedyś katolickiego Quebecu. Lewicę porzucił dla Partii Liberalnej, z ramienia której został premierem. Dwanaście lat jego rządów to okres potężnej zmiany obyczajowej w Kanadzie. Jeszcze jako minister sprawiedliwości przeforsował tzw. Omnibus Bill, który zakładał liberalizację ustawy antyaborcyjnej, depenalizację homoseksualizmu i dopuszczenie środków antykoncepcyjnych, czyli pełen pakiet zmian obyczajowych. Trudeau można także uznać za prekursora pop-polityki: jego skłonność do niestandardowych zachowań (w rodzaju zjeżdżania po poręczach pałacu Buckingham) przysparzała mu rozgłosu. Przybrał on z czasem postać trudeaumanii, którą podgrzewał kontaktami z Jeanem-Paulem Sartrem, Fidelem Castro czy Johnem Lennonem.
Być może jednak Palikot nie będzie musiał wyprowadzać państwa z sypialni obywateli (tak Trudeau uzasadniał Omnibus Bill), ponieważ zmiana dokona się wcześniej. Jeszcze w 2005 roku Donald Tusk wziął przed wyborami kościelny ślub, co dobrze odzwierciedlało konserwatywne oczekiwania większości społeczeństwa. Tusk nie był w stanie wygrać na konserwatyzm z Lechem Kaczyńskim, ale tendencję wyczuł słusznie. Prawdopodobnie nie myli się także dziś, gdy steruje Platformą w kierunku wyraźniejszego rozdziału Kościoła od państwa, na co wskazuje zapowiedź likwidacji przywilejów emerytalnych dla księży (i deklaracja gotowości zmiany konkordatu w tej sprawie). I choć zapowiedział w exposé, że rząd nie będzie awangardą rewolucji obyczajowej, to i tak ta zmiana może się dokonać.
Nakaz ograniczenia publicznych wypowiedzi nałożony na ks. Bonieckiego przez przełożonego polskiej prowincji Zgromadzenia Księży Marianów to zapowiedź powtarzania błędów Kościoła Europy zachodniej z lat pięćdziesiątych: wierność instytucji postawiona ponad gotowość do dialogu. Kto wie, być może ta taktyka pozwoli skutecznie zintegrować tradycjonalistów wobec społeczeństwa – przez co instytucja się wzmocni. Ale będzie to raczej pyrrusowe zwycięstwo organizacji, która w swą istotę ma wpisaną powszechność.
Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.