Aksamitny underground

Rewolucyjne revue Przestrzenią umożliwiającą wymianę myśli i prezentację twórczości autorów pozostających w Czechosłowacji poza oficjalnym obiegiem były wydawnictwa samizdatowe. W latach osiemdziesiątych była to już rozbudowana scena z kilkoma wyróżniającymi się instytucjami. Intensywną działalność wydawniczą prowadziła między innymi wydawnictwo Edice Expedice założone przez Václava Havla czy Edice Petlice Ludvika Vaculíka.Read more

11 września 2013

Rewolucyjne revue

Przestrzenią umożliwiającą wymianę myśli i prezentację twórczości autorów pozostających w Czechosłowacji poza oficjalnym obiegiem były wydawnictwa samizdatowe. W latach osiemdziesiątych była to już rozbudowana scena z kilkoma wyróżniającymi się instytucjami. Intensywną działalność wydawniczą prowadziła między innymi wydawnictwo Edice Expedice założone przez Václava Havla czy Edice Petlice Ludvika Vaculíka. Wśród czasopism dużą renomą cieszył się literacko-filozoficzny przegląd „Kritický sborník”. Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ukazało się kilka numerów ambitnego pod względem treści i formy periodyku „Spektrum”. Również środowiska undergroundowe miały swoje czasopismo – ukazujące się nieregularnie od 1979 „Vokno”. W porównaniu z polskimi drugoobiegowymi wydawnictwami, które w latach osiemdziesiątych osiągały już masowe nakłady i były wytwarzane na profesjonalnym sprzęcie drukarskim, zasięg czechosłowackich samizdatów pozostawał jednak dość ograniczony, a główną techniką powielania czasopism pozostawało przepisywanie na maszynie do pisania przy użyciu papieru przebitkowego.

Twórcy „drugiej generacji” chcieli stworzyć coś, co przekraczałoby dotychczasowe konwencje nieoficjalnego piśmiennictwa. Jak wspomina Aleksander Vondra: „mieliśmy ambicję, żeby stworzyć coś, co nie będzie wyglądało jak „Edice Expedice” czy inne pisma, które robiono w jakichś trzynastu kopiach, przy czym już tej dziewiątej nie można było odczytać”, a Topol dodaje: „chcieliśmy robić to porządnie. Żadne tam kilka kopii na papierze przebitkowym dla przyjaciół”. W poszukiwaniu technologii umożliwiających wytworzenie dużej ilości dobrze czytelnych egzemplarzy sięgali po rozwiązania wypróbowane w polskim drugim obiegu. Mieli do nich dostęp dzięki licznym kontaktom z polskimi uczestnikami niezależnych inicjatyw, między innymi w ramach Solidarności Polsko-Czechosłowackiej. Vondra i Topol wspominają spotkania w Karkonoszach, w czasie których wymieniano nielegalne druki i dzięki którym Czesi zdobywali wskazówki, a przede wszystkim sprzęt konieczny do wytwarzania druków na masową skalę.

lech wałęsa

W roku 1985 zaczęli wydawać czasopismo „Jednou nohou”, które po dwóch numerach przekształciło się w „Revolver revue” i rzeczywiście stanowiło pewną rewolucję w samizdacie, osiągając zawrotne nakłady. Tytuł miał wskazywać na wybuchowy potencjał tkwiący w twórczości prezentowanej na łamach RR, zarazem był grą słów, nawiązującą do „revolving doors”. Mechanizm drzwi obrotowych stał się metaforą sposobu dystrybuowania czasopisma, które miało nieustannie krążyć, przekazywane z rąk do rąk. Mechanizm zadziałał na tyle skutecznie, że czasopismo ukazuje się do dziś.

Zgodnie z oczekiwaniami twórców czasopismo przyciągało licznych czytelników i budziło wiele emocji. Na jego okładce mógł się znaleźć zarówno Lech Wałęsa, jak i roznegliżowana retro-piękność, której portret wisiał w ulubionej przez undergroundowe środowiska hospodzie na Klemovce, co wzbudziło konsternację i krytyczne recenzje w „poważnych” samizdatowych periodykach, zarazem jednak przysporzyło pismu popularności. „Koszirska femme fatale” wkrótce stała się logotypem czasopisma i pozostaje jego dobrze rozpoznawalnym symbolem (dziś podwójnie retro – ze względu na styl portretu i patynę, jaka w międzyczasie pokryła buntownicze czasopismo).

Numery RR wydawane w latach osiemdziesiątych wciąż mogą budzić podziw. Nawet wśród polskich wydawnictw drugoobiegowych, które pod koniec lat osiemdziesiątych osiągnęły już prawie profesjonalny charakter, trudno znaleźć tytuły o tak nowatorskiej, nieszablonowej szacie graficznej i ambitnej zawartości. Warstwa wizualna jest w dużej mierze zasługą Viktora Karlíka. Jego konceptualne okładki i ilustracje, wykorzystujące  różne techniki – sitodruk, drzeworyt, kolaż –  i grające z różnymi estetykami sprawiają, że każdy wczesny numer RR stanowi małe dzieło sztuki.

„Głupie sprośne wiersze”

Również zawartość czasopisma nie pozostawiała obojętnym. Publikowano tam między innymi fragmenty utworów kultowych amerykańskich twórców: Henry’ego Millera, Charles’a Bukowskiego, Toma Waitsa. Znaleźć też można przekłady polskiej literatury, między innymi wiersze Rafała Wojaczka. Redaktorzy przypominali też skandalizującą poezję Jany Krejacarovej, córki Mileny Jesenskiej, dla której nie było miejsca zarówno w oficjalnym obiegu, jak i w bardziej konserwatywnych samizdatowych czasopismach. Przede wszystkim jednak była to przestrzeń, w której swoją twórczość prezentować mogli sami uczestnicy „drugiej generacji” – Jáchym Topol, Vit Kremlíčka, Anna Wágnerova (pseudonim Beatrice Landovskiej), Petr Placák czy Jan Pelc.

Pisać też będę ohydnie –  tytuł jednego z wierszy Jáchyma Topola stanowić może credo twórców drugiej generacji. Brzydota, obscena, anty-estetyka, łamanie norm językowych i żarty z literackich kanonów były ich cechą wyróżniającą. Oczywistą inspiracją była dla nich „trapná poezie“ – żenująca poezja, tworzona przez weteranów undergroundu – Egona Bondy’ego i Ivana „Magora” Jirousa. Źle elegie się spisuje/ gdy wokół ssą sobie chuje/a każdy rym jest nazbyt płaski/by oddać jak robią sobie laski – pisał „Magor” w Łabędziej pieśni Szajbusa – oryginalnym cyklu wierszy stworzonych w czasie pobytu w więzieniu, który opublikowano w „Jednou nohou”.

W utworach młodszych artystów było jeszcze więcej wściekłości, brudu, rozpaczy. Kiedy moi kumple się żenią/pokutują za skrobanki mdleją/w obłędzie emigrują/budują egzystencje/miotam się jak bies między/jednym gównem a drugim/tam i z powrotem – pisał Topol we wspomnianym wierszu, a J.H. Krchovký w wierszu rozpoczynającym się jak undergroundowa parafraza Ziemi jałowej pisał: Ach ta wiosna!/ Straszny zapach/ niekończącego się smrodu…/wyciąga to mi płuca z ust/plącze gałęzie/miażdży to mnie, dławi, dusi/i tnie na połowy dwie…/ta nostalgia i strach/przed złapaniem prasmutku. Podobnie mroczna, beznadziejna, dewastująca międzyludzkie relacje jest rzeczywistość w  najważniejszych powieściach autorów „drugiej generacji” (…będzie gorzej Jana Pelca, Medorek Petra Placáka)

Równie niepokojące były przywodzące na myśl dokonania niemieckich neoekspresjonistów spod znaku Neue Wilde prace Viktora Karlíka z tego okresu. Obsesyjnie powracały u niego motywy zdeformowanych, wykrzywionych twarzy, masek, dzikich zwierząt. Karlík tworzył też totemiczne instalacje z drewna i znalezionego złomu. Jego dzieła były ściśle związane z miejscem, w którym tworzył. Swoimi muralami dekorował mieszkania przyjaciół, przygotował też cykl grafik nawiązujących do wzorów na wlotach studzienek kanalizacyjnych, spotykanych na praskich ulicach a także wariacje na temat wycieraczek przed drzwiami praskich mieszkań.

Dla „drugiej generacji” kultową kapelą i głosem pokolenia byli Psí Vojací, zespół, którego frontmenem był charyzmatyczny muzyk i poeta Filip Topol. Viktor Karlík mówił o nim w pożegnalnej mowie: Był niezwykle i wielostronnie utalentowany: komponował, grał na pianinie, perkusji, gitarze, pisał poezję i prozę, świetnie rysował, tłumaczył, miał talent aktorski, Kiedy zaczął z Psí Vojací śpiewać piosenki do tekstów Jáchyma (…) udało się im muzyką i słowami uchwycić coś, co mówiło za nas.

Istotnym elementem undergroundowego życia były koncerty, spektakle teatralne, akcje artystyczne i wystawy organizowane przede wszystkim w prywatnych mieszkaniach, ogrodach znajomych i peryferyjnych hospodach. Stawało się to pewnym stylem życia, a twórcy skupieni wokół „Revolver Revue” wzmagali wrażenie ekskluzywności i wyjątkowości przez kreowanie specyficznej „mody” czy „snobizmu”. „Intelektualisto, nie wstydź się, że jesteś mądry, to też jest RR-style!” – głosiło jedno z haseł wydrukowanych na łamach magazynu.

Weronika Parfianowicz-Vertun

Doktorantka w Instytucie Kultury Polskiej, animatorka kultury. Obecnie zbiera w Pradze materiały do pracy poświęconej polskim i czeskim projektom Europy Środkowej.

Dajemy do myślenia

Analizy i publicystyka od ludzi dla ludzi. Wesprzyj niezależne polskie media.